3 lipca 2012

Epilog

     Długo zastanawiałam się czy wracać do Londynu. Chłopcy bardzo mnie do tego namawiali, tylko Zayn siedział cicho nie odzywając się do mnie. Wszyscy wiedzieli o moim potknięciu, a brukowce ten fakt ukazywali na pierwszym stronach gazet. Powoli przestawałam się tym przejmować, ale cały czas myślałam jak odzyskać Zayna. Jak mogę sprawić by mi po raz kolejny zaufał. Nie miałam pojęcia. Nikt nie mógł nam pomóc.
    -Dobrze skarbie, że wróciłaś.- cały czas słyszałam głos matki, a gdy to się działo chciało mi się jeszcze bardziej płakać. Nie wiem czemu postanowiłam wrócić do domu.
    Wszyscy mi mówią, że osiemnaste urodziny to najpiękniejsze urodziny w życiu, ale ja nie potrafię się nimi cieszyć. Zwłaszcza, że  spędzam je bez najważniejszej osoby w moim życiu.  Jeśli dziś powiedziałabym, że znałam ich zapewne by mnie wyśmiano. Nikomu nie chciałam niczego udowadniać. Dla mnie liczyło się to, że wiem jak było na prawdę. Wiem co straciłam przez jeden zły krok, przez wybranie złego zakrętu. Gdybym tamtego dnia pobiegła do parku, a nie do pokoju Harry' ego możliwe, że teraz siedziałabym w objęciach mojego ukochanego, a tak... A tak nic nie miało sensu.
    Powoli wstałam i ruszyłam w kierunku drzwi wyjściowych gdy usłyszałam dzwonek.W momencie gdy je otworzyłam ukazał mi się wysoki mężczyzna o pięknych brązowych oczach i ciemnej karnacji. Gdyby mnie kręcone włosy zapewne powiedziałabym, że to Zayn. Ten chłopak był jednak połączeniem dwóch członków One Direction. Obydwu mi tak bliskich.  Zabrałam od niego pocztę i wróciłam na swoje miejsce. Powoli zaczęłam przeglądać listy.
    -Rachunek, rachunek, rachunek, z banku...- nagle zamarłam. Pośród wielu rachunków znalazł się jeden list. Adres wypisany był równymi literkami, które od razu rozpoznałam. To było pismo matki Zayna. Na chwilę zamarłam w bezruchu, ale zaraz potem powoli rozdarłam kopertę. W środku znajdowały się dwie kartki. Jedna wypisana była przez nadawcę listu, a druga całkiem innym pismem, które również znałam. Rozpostarłam pierwszą kartkę i zaczęłam czytać, a z każdym słowem coraz bardziej pragnęłam umrzeć. Mój oddech stał się płytki, a z oczu popłynęły gorzkie łzy cierpienia.
    -Nie żyje...- powiedziałam sama do siebie zanosząc się płaczem. Sądziłam, ze to jakiś żart, ale przecież nie wysłali by mi zaproszenia na pogrzeb tak dla jaj. Szybko otworzyłam drugą kartkę.
  ,, Melanie...
    Jeśli czytasz ten list znaczy, że nie żyję. Nie myśl, że to przez ciebie. Nigdy tak nie myśl.
    Już długo nie widziałem twojej twarzy. Chciałbym jeszcze raz móc cię pocałować, ale nie mogę. Już nigdy to się nie stanie. Wiele nas różniło. Byliśmy całkiem inni, różni. Właściwie nie wiem po co piszę ten list. Powinienem dać sobie spokój. Do niedawna myślałem, że dzień w którym to się stało był zaplanowany i był naszym ostatnim wspólnym, ale myliłem się. Zawsze byłaś najważniejsza, a ja potrafiłbym ci wybaczyć wszystko. Moja śmierć to nie przypadek. Od dawna zamieszany byłem w czarne interesy. Od dawna borykałem się z problemem narkotykowym. To wszystko się przyczyniło do mojego odejścia. Chciałbym żebyś zawsze miała go przy sobie i chroniła tego jak największego skarbu. Druga połowa spocznie ze mną. Spal ten list zaraz po przeczytaniu i zapomnij o mnie.
Zawsze twój Zayn.''
   
Zacisnęłam mocniej zęby i wyjęłam z koperty mały wisiorek w kształcie przełamanego serca. Moje łzy powoli kapały na pergamin sprawiając, że litery były coraz bardziej niekształtne.
   -Jak mam zapomnieć. Powiedz mi jak...- zwróciłam się sama do siebie po czym wybiegłam z listem w ręce na dwór. Szybkim krokiem kierowałam się w stronę autostrady. To wszystko była moja wina. Gdy tylko znalazłam się na ruchliwej ulicy usiadłam na brzegu i zatopiłam się w moim cierpieniu. Po krótkim czasie jeden z samochodów przystanął. Na to czekałam. Na to by ktoś mnie zabrał, zgwałcił, a potem zabił. Bym mogła go jeszcze raz zobaczyć. Byłam zbyt tchórzliwa by odebrać sobie życie.
    -Nic ci nie jest?- usłyszałam głos nieznajomego mi chłopaka. Uniosłam wzrok ku górze i zobaczyłam wysokiego blondyna o niebieskich oczach. Nigdy wcześniej nie widziałam go na oczy.
    -Zabij mnie... Proszę ulżyj mi.- wybełkotałam i poczułam jak jego dłoń dotyka mojego policzka. Gdy uniosłam wzrok napotkałam jego wystraszone spojrzenie.
    -Czemu miałbym cię zabić? Nie mam prawa odbierać komuś życia i ty też takiego nie masz.- odparł przyglądając mi się uważnie.  Już po chwili siedziałam w jego samochodzie na tylnych siedzeniach i jechaliśmy w kierunku mojego domu.
     Kto by pomyślał, że ta historia tak się zakończy, że okaże się iż umiem żyć bez Zayna. Nigdy o nim nie zapomniałam, ale zaczęłam żyć na nowo. Jego wisiorek zawsze mam na szyi, a on zawsze będzie częścią mnie, ale teraz wszystko jest inaczej. Wyszłam za Lucasa i zostałam szczęśliwą matką dwóch chłopców. Nigdy jednak nie zapomnę mojej pierwszej, prawdziwej miłości jaką był Zayn Malik.
______________
Koniec! Tak, to już koniec! Nie ma już nic. Jesteśmy wolni. Możemy iść. Możecie iść na mojego drugiego bloga, który niedawno powstał.Ten oficjalnie uznaję za zakończony! Nie spodziewałam się, że tak się to potoczy.  Przez dłuższy czas nie miałam pomysłu na zakończenie tej historii, ale jakoś tak wyszło. Dziś naszła mnie wena i jest. Chciałam wszystkim moim czytelnikom podziękować, a zwłaszcza tym którzy komentowali wytrwale i byli ze mną od początku. Nie jest was wiele, ale liczę, że będziecie czytać moje kolejne opowiadania. Bez was ten blog by nie istniał, a jeśli nawet to skończył by się w połowie. Czasem miałam trudniejsze dni, ale w końcu udawało się pisać, a wszystko dzięki wam! Jesteście cudowni! Nie usunę tego bloga. Zostawię go na pamiątkę. Chciałabym żeby pod tym postem podpisali się wszyscy którzy czytali. Jeszcze raz dziękuję;)

1 lipca 2012

[12]-Safaa żyje! Operacja się udała.

           Obudziłam się w łóżku Harry'ego i już wiedziałam co się stało. Jak ja mogłam to zrobić?! Jak mogłam tak się zachować! Szybko wstałam i ubrałam się. Loczka nigdzie nie było, jakby zapadł się pod ziemię. Gdy już chciałam wychodzić Hazza wyszedł z łazienki w samym ręczniku, który opasywał mu jedynie dolne partie ciała. Woda spływała po jego nagim ciele, a włosy były w kompletnym nieładzie. Na chwilę zapomniałam o Bożym świecie, ale zaraz się ocknęłam i spuściłam wzrok.
    -Teraz się mnie wstydzisz?- spytał rozbawiony, a na jego ustach zagościł uśmiech. Byłam tak zszokowana tym całym zajściem, że brakowało mi słów. Stałam w bezruchu wpatrując się w swoje stopy, gdy on coraz bardziej się do mnie zbliżał. objęłam się rękoma i poczułam jak zimna dłoń chłopaka głaszcze mnie po policzku. Szybko cofnęłam się o krok i wzięłam głęboki wdech, by zyskać trochę odwagi i spojrzeć mu w oczy.
    - Nie Harry. To była pomyłka. To nie powinno się nigdy wydarzyć. Ja kocham Zayna i zawsze tak będzie.- widziałam jak w jego oczach kłębi się smutek, ale zarazem wściekłość.
***
       
    - Wczoraj tak nie sądziłaś. Nie opierałaś się.- powiedział, a ja poczułam jak chce mi się płakać. Czemu się nie broniłam? Czemu nie pamiętałam ubiegłej nocy? Czyżbym była aż taki pijana?
    - Harry ja byłam pijana. Nie rozumiałam tego co robię, a ty to wykorzystałeś.- wyszłam z pokoju zatrzaskując za sobą drzwi i zostawiając Harry'ego samego z swoimi myślami. Nie miałam pojęcia co mam zrobić. Iść do Zayna i mu o wszystkim powiedzieć? Miałam nadzieję, że Harry okaże się być prawdziwym przyjacielem i nic nie powie. Niestety, ale myliłam się. Gdy weszłam do mojego pokoju na łóżku siedział Zayn i tępym wzrokiem wpatrywał się w okno. Wiedziałam, że już o wszystkim wie, ale skąd? Przecież Harry nie zdążył by do niego zadzwonić. Otworzyłam usta by wymówić imię szatyna, ale zawahałam się. Zamknęłam usta i czekałam na jego ruch.
    - Nic nie rozumiem Melanie...- Zayn nigdy nie zwracał się do mnie pełnym imieniem. Sytuacja musiała być bardzo poważna, ale wiedziałam że na to zasłużyłam.- Myślałem... myślałem, że coś do mnie czujesz.- podeszłam bliżej, a gdy chciałam złapać go za rękę ten wstał i spojrzał mi głęboko w oczy.
    - Ja cię kocham Zayn. To był mój największy...- mulat przerwał mi.
    - Nic nie mów. Wiem co chcesz powiedzieć. Na początku obwiniałem się za to, ale przecież nic nie zrobiłem. Wiem, nalegałem ale myślałem, że tego chcesz, a ty poszłaś do mojego przyjaciela i się z nim przespałaś.- powoli zaczynał wybuchać, a jego ton głosu był coraz bardziej zdecydowany. Nadal milczałam nie wiedząc jak się tłumaczyć. - Przespałaś się z moim przyjacielem! Czy ty to pojmujesz do cholery?! Wiesz jak ja się czułem widząc cię z nim w jednym łóżku?!- no i wybuchł. Nie mogłam go stracić. To nie mogło się tak skończyć.
      -Zayn ja... Przepraszam. Ja zawsze kochałam tylko ciebie. To był błąd. Przepraszam, ale wybacz mi.- zachowywałam się jak kompletna desperatka, ale co miałam zrobić?!
      -Nie chcę cię nigdy więcej widzieć na oczy...- wysyczał po czym wyszedł trzaskając drzwiami. ,,Stało się''. Pomyślałam siadając na ziemi i zalewając się łzami. Nie mogłam zrozumieć swoim poczynań. Nie mogłam zrozumieć czemu nie biegłam za nim. Przecież kochałam go. Chciałam być z nim już na wieki wieków.
       -Boże... Czemu odebrałeś mi rozum?- spytałam cicho szlochając. Objęłam nogi rękoma i wpatrzyłam się w okno gdzie jeszcze nie dawno spoglądał Zayn. Na ogromnym bilbordzie widniało zdjęcie pary. Nie wyglądali oni jednak na szczęśliwych.  Stali po dwóch stronach, a na środku rozdzielał ich gruby i wysoki mur. Ona płakała, a on stał przygnębiony trzymając w ręce nóż.  Po jakimś czasie rozmyśleń zasnęłam, ale nie na długo bo obudził mnie krzyk matki Zayna. Szybko się poderwałam i podbiegłam do kobiety. Była tak szczęśliwa, a z jej oczu płynął potok łez szczęścia.
     -Safaa żyje! Operacja się udała.- powiedziała uradowana kobieta ściskając mnie. Mój smutek wymieszał się ze szczęściem i dał niesamowity efekt ukojenia. Nagle ogarnął mnie spokój i myśl, że jeszcze wszystko może się zmienić na lepsze.
____
Sądzę, że wyszedł nieźle, a pisałam go z natchnieniem i weną, która ostatnio mnie nie opuszcza. Pozostał jeszcze epilog, który jest w trakcie tworzenia. Możliwe, że pojawi się jutro. Powoli dobiega końca ta historia, ale już tworzę kolejną na którą was zapraszam. Nie wszystko jest takie jak nam się wydaje...
   

13 czerwca 2012

[11]-Zayn to dupek i całkowicie na ciebie nie zasługuje.

                              -Josh nie rób sobie jaj. Nie mam humoru.-powiedziałam wymuszając uśmiech i już chciałam się obrócić w stronę łóżka kiedy on mnie na nie pchnął. Zaskoczona otworzyłam usta, a on tę chwilę wykorzystał by mnie pocałować.
-Zostaw mnie! Josh! Co ci odbiło?!-krzyknęła i chciałam go odepchnąć, ale on zablokował mi ręce swoimi dłońmi.
-Ten dupek nie jest ciebie wart... Jesteś moja...-powiedział całując mnie po jeszcze mokrej szyi. Poczułam jak do oczu napływają mi łzy.
-Josh! Cholera zostaw mnie!-krzyknęłam i zorientowałam się, że nogi też mam zablokowane.- Zostaw mnie!-wrzasnęłam jeszcze głośniej nie widząc żadnej poprawy. On jednak był zbyt zajęty obmacywaniem mnie by się zorientować, że krzyczę.- Przestań...-powiedział już cicho nie mając siły krzyknąć. Brunet spojrzał zaskoczony i pocałował mnie w obojczyk.
-Melanie musimy po...- usłyszałam głos Zayna i całkiem się rozpłakałam, a co jeśli pomyśli, że tego chcę?
-Spieprzaj. Jest zajęta.-powiedział Josh, a ja znowu spróbowałam się wyrwać. Nagle spostrzegłam wzrok Zayna i poczułam jak całkiem się rozklejam.
-Tak racja...-powiedział.- Przeze mnie!-krzyknął i uderzył go w twarz powalając tym samym. Wystraszona odskoczyłam. Zayn kopnął Josha w brzuch i podniósł za koszulkę.
-Ona cię nie kocha...-powiedział Josh przez zęby z głupim uśmieszkiem na twarzy.
-Możliwe, ale ciebie tym bardziej.-powiedział i uderzył nim o ścianę. W tym samym momencie do pokoju wbiegł Liam. Nie zwracając na mnie uwagi odciągnął mulata od Josha.
-Co się dzieje?-spytał widząc nabuzowanego Zayna. Chłopak szybko mu się wyrwał i wściekły jeszcze raz uderzył bruneta w twarz. Zaraz pojawił się Harry razem z Lou. Stali jak wyryci w marmurze i wszystkiemu się przyglądali. Po dłuższej chwili dopiero spostrzegli mnie, a właściwie Harry zobaczył. Podszedł do mnie i mocno przytulił.
-Cii... Już wszystko dobrze.-powiedział przytulając mnie tak bym nie patrzyła na Josha i Zayna.
-Niech on go zostawi...-powiedział dławiąc się łzami i podrywając na równe nogi. Stanęłam pomiędzy bijących się chłopak i ocierając szybko łzy spojrzałam w oczy Zayna. Nadal dało się w nich dostrzec wściekłość, odrazę i chęć wymierzenia sprawiedliwości.- Starczy...-powiedziałam łamiącym się głosem i właśnie wtedy wszedł Niall. Byliśmy w komplecie.
-Nie! Pożałuje tego co zrobił...-wysyczał szatyn i przeniósł wzrok ze mnie na mojego ,,przyjaciela''
-Już żałuje. Nie widzisz? Starczy...-powiedziałam przytulając się do niego. Nagle zapomniałam o tym całym artykule w gazecie i spisku liczył się tylko Zayn. Przez jakiś czas po prostu stał, ale potem odwzajemnił uścisk.
-Spieprzaj...-powiedział Zayn patrząc na Josha. Liam i Lou wyprowadzili go, Niall poszedł do baru[ jak zwykle], a Harry gdzieś uciekł.- Mel nic ci nie jest?-spytał podnosząc mnie i sadzając na łóżku. Spojrzałam w jego czekoladowe oczy i poczułam jak tonę w jego tęczówkach.- Jak go jeszcze kiedyś zobaczę... Zabiję go.-powiedział zaciskając ręce w pięści. Przesunęłam się bliżej niego i położyłam swoje dłonie na jego. Po chwili chłopak rozluźnił mięśnie co sprawiło, że mogłam spleść swoje palce z jego. Chłopak blado się uśmiechnął i przybliżył. Nasze twarze dzieliły milimetry aż w końcu jego różowe usta złączyły się z moimi. Znowu przeszyło mnie to miłe ciepło i chciałam by to trwało wieki. Wypuszczając jego ręce zarzuciłam swoje dłonie na jego szyję i przysunęłam się. Zayn przyciągnął mnie do siebie pogłębiając pocałunek i kładąc swoje ręce na mojej tali. Poczułam jak pomiędzy pocałunkami uśmiecha się, ja zresztą też. Po krótkiej chwili byliśmy nadzy, a wszystko w koło znikło pozostawiając nas samych.
***
                       Obudziłam się wtulona w tors mulata. Chłopak jeszcze smacznie spał. Zwinnie wyślizgnęłam się z jego uścisku i zakładając na siebie szlafrok weszłam do łazienki.  Ubrałam się w pierwsze lepsze ciuchy i wróciłam do pokoju. Zayn siedział na łóżku i trzymając się za głowę czytał coś na laptopie. Podeszłam bliżej i usiadłam koło niego.
-Co to jest?-spytałam widząc nagłówek głoszący ,,Zayn Malik korzysta z usług prostytutki. Skandal!''. Ja tak samo jak i on nie mogłam uwierzyć w to co widzę, a zwłaszcza dlatego, ze to ja byłam tą prostytutką. Wiedziałam jaka prasa potrafi być złośliwa. Zdjęcie pod nagłówkiem przedstawiało całującą się z Zaynem. To był już szczyt chamstwa. Czemu oni mnie wzięli za dziwkę?
-Nie przejmuj się nimi. Te szmatławce chcą zarobić.-powiedział szatyn przytulając mnie. Zrobiło mi się żal Zayna. Dopiero teraz spostrzegłam jakie on ma trudne życie. Te wszystkie plotki, fani...
-Przepraszam... To moja wina.-powiedziałam obejmując nogi rękoma.
-Żadna twoja wina. To oni wymyślają jakieś brednie. Chodźmy do kliniki lepiej.-powiedział wstając i ubierając się.
        Po krótkim czasie byliśmy już w klinice szukając pokoju Safay. Nie trudno było go znaleźć. Przed pokojem siedziała matka Zayna czytając jakieś czasopismo. Gdy mnie zobaczyła  trochę się przestraszyła, ale zaraz się uśmiechnęła. Powoli do niej podeszliśmy nie puszczając swoich rąk.
-Co z Saf?- spytał przejętym głosem Zayn puszczając moją dłoń. Nagle opuściło mnie to ciepło, które towarzyszyło mi aż do tego miejsca.
-Śpi. Lekarze przystąpią do operacji za godzinę.- odparła, a ja cicho westchnęłam. No, tak. Safaa miała przejść ostatnią, ale zarazem najważniejszą z operacji. Jeśli się uda... Znowu będzie tak jak zawsze.
***
        Upiłam łyk kawy i zamknęłam oczy. Byłam tak bardzo zdenerwowana. Na tę chwilę czekaliśmy tyle czasu. Zayn chodził zdenerwowany po korytarzy mrucząc coś pod nosem. Zabieg trwał już cztery godziny i niedługo powinien się skończyć, chyba że... Nie! Nie ma żadnych powikłań! Zapewniałam samą siebie. Nagle z sali wyszedł lekarz i zdejmując z twarzy maskę podszedł do mulata. Automatycznie się podniosłam i podeszłam bliżej.
   -Operacja przebiegła pomyślnie, ale zatrzymamy Safaę na obserwację.- powiedział po czym odszedł. Na mojej twarzy natychmiastowo pojawił się szeroki uśmiech, za to Zayn stał jakby te słowa do niego nie docierały. Mocno go uściskałam po czym weszłam do sali na której leżała mała. Wyglądała na bardzo zmęczoną i wycieńczoną, wiec wraz z jej matką ustaliliśmy, że wracamy do hotelu. N miejscu byliśmy już po upływie pół godziny. Gdy tylko weszliśmy do mojego pokoju usłyszałam jak Zayn skacze z radości. Zachowywał się jak małe dziecko, ale nie dziwiłam się mu.  Mocno mnie do siebie przyciągnął i złożył na moich ustach delikatny pocałunek. Kąciki moich ust mimowolnie powędrowały ku górze, po czym poczułam jak ręce chłopaka wędrują co raz niżej. Nie opierałam się gdy złapał mnie za pupę i przeniósł na łóżko. Dopiero gdy chłopak zaczął majsterkować przy moich spodniach ocknęłam się. Odepchnęłam od siebie Zayna i lekko się odsunęłam.
   -Nie chcę..- powiedziałam stanowczo patrząc w jego rozczarowane oczy.
   -Nie rozumiem. Myślałem, że mnie kochasz.- powiedział rozczarowany, a ja wybuchłam.
   -Nie wiem czy wiesz, ale miłość nie polega na seksie! Nie tylko o to w tym wszystkim chodzi!- krzyknęłam podnosząc się.
   -Ale jeśli się kogoś kocha to ufa się mu w stu procentach.- usłyszałam ze strony szatyna i w tamtym momencie całkowicie wybuchłam. Emocje mną targały na wszystkie strony, a ja nie umiałam się opanować. Nie chciałam tak ważnej chwili psuć.
    -I myślisz, ze tu chodzi tylko o jedno?! Najwidoczniej nie znasz definicji zaufania! Zadzwoń jak dowiesz się co to znaczy kochać.- powiedziałam wściekły i wybiegłam z pokoju. Od razu pokierowałam się w stronę gdzie mieszkał tymczasowo Harry. Chciałam móc się komuś wyżalić.Nie pukając weszłam do środka.
     -Melanie.- powiedział widząc mnie całą zalaną łzami. Usiadłam na łóżku chłopaka i wtuliłam się w jego tors.- Ej spokojnie mała.- powiedział głaszcząc mnie po głowie.
     -Czemu to zawsze kończy się kłótnia?- spytałam sama siebie i zamknęłam oczy. 
     -Może omówimy to przy lampce wina?- spytał chłopak wstając i sięgając do barku po alkohol. Nim się zorientowałam byłam całkiem pijana. Jedna lampka wina przemieniła się w dwie butelki, plus jakiś trunek, którego nie znałam.
      -Zayn to dupek i całkowicie na ciebie nie zasługuje.- powiedział Harry. On był całkowicie trzeźwy. Nagle wszystko zaczęło zamazywać mi się przed oczyma. Pamiętam tylko jak całowałam się z Harrym i jak zaczął mnie rozbierać.
       -Harry... Nie...- wyszeptałam odpychając go ostatkami sił. To jednak nie działało. Potem zasnęłam jak małe dziecko. 

_______
Oj zamieszałam... Wiem;) Ale o to chodziło. Chcę teraz trochę to nakręcić i mam już pomysł na koniec, który zaskoczy was w stu procentach. Mogę wam przyrzec, że się nie zawiedziecie;)

8 czerwca 2012

[10]-Jesteś nic nie wartym śmieciem! Jak ja mogłam się tak dać omotać! Ja głupia myślałam, że mnie kochasz!

                                W Nowym Jorku byliśmy już czwarty dzień. Chłopcy ustalali coś w sprawie trasy koncertowej. Wiedziałam, że prędzej czy później nadejdzie ten czas i będę musiała dać im wyjechać, ale tak bardzo nie chciałam. Ziewnęłam przeciągle i usiadłam przy stolików z śniadaniem. Chłopców jeszcze nie było. Wzięłam do ręki prasę, która leżała na wierzchu i przekartkowałam. Same wiadomości z świata polityki... Nagle mój wzrok przykuł czerwony nagłówek, a do oczu napłynęły łzy. Zacisnęłam dłonie w pieści tym samym gniotąc gazetę. To nie mogła być prawda. Wstałam i powstrzymując się od łez ruszyłam w kierunku swojego pokoju. Po drodze jednak spotkałam Zayna. Nie zawahałam się nawet przez chwilę dać mu w twarz. Wymierzyłam mu policzek, a jego oczy pociemniały. Był bardziej zaskoczony niż wściekły.
-Ty świnio! Jak mogłeś!-wrzasnęłam i spojrzałam mu głęboko w oczy. Wiedziałam, że nie wie o co chodzi więc otworzyłam gazetę i pokazałam chłopakowi artykuł który głosił,, Czyżby nowa miłość Zayna Malika?''. Pod spodem widniało zdjęcie chłopaka jak całuje się z jakąś dziewczyną i data... Chłopak przełknął głośno ślinę i uniósł wzrok spoglądając mi w oczy.-Nie chcę cię znać...-powiedziałam wymijając go. Chłopak jednak szybko złapał mnie za nadgarstek i mocno przytrzymał.
-To wszystko jest ustawione. To tylko dla prasy. Zrozum. tak kazał mi menadżer.-powiedział i przyciągnął. Zapragnęłam mu dać jeszcze raz w twarz, ale tym razem dwa razy mocniej. Jego uścisk był jednak za silny.
-Jesteś nic nie wartym śmieciem! Jak ja mogłam się tak dać omotać! Ja głupia myślałam, że mnie kochasz!-krzyknęłam i wyrywając się pobiegłam w stronę pokoju. Tuż za rogiem spotkałam Harry' ego.- Wiedziałeś o tym!-krzyknęłam płacząc.
-Ale o czym?-spytał zaskoczony patrząc na mnie z bólem.
-To był wasz spisek! Wiedziałeś i nic nie powiedziałeś! A ja ci ufałam! Liczyłam na ciebie! Na was wszystkich!- krzyknęłam dławiąc się łzami i wbiegając od pokoju. Trzasnęłam drzwiami i osunęłam się po nich na podłogę. Ukryłam twarz w dłoniach i usłyszałam ciche kroki z łazienki. Po chwili moim oczom ukazała się matka Zayna. Przestraszona podeszła do mnie i kucnęła na przeciw mnie.
-Melanie... Co się stało?-spytało. Nie odpowiedziałam. Zechciałam móc wtulić się w jej koszulę i wypłakać. Kobieta przyciągnęła mnie do siebie i pocałowała w czubek głowy. Mocno ją przytuliłam głośno przy tym szlochając. Uspokoiłam się dopiero po dobrej godzinie, ale nadal byłam w rozsypce. Matka Zayna musiała iść do Safay, ale powiedziała, że wróci jak najszybciej. Wiedziałam, że nie obędzie się bez pytań, ale co miałam zrobić? Powiedzieć jej, że jej syn zdradził mnie? Usiadłam na parapecie i spojrzałam przez okno. Po jakimś czasie ktoś złapał za klamkę, a widząc że jest zamknięte zaczął walić pięściami w drzwi. Słychać było jak Zayn klnie i załamany kopie w drzwi nogą. Po moim policzku spłynęła jeszcze większa ilość łez. Potem po kolei przychodzili wszyscy Niall, Louis, Liam i Harry. Przy tym ostatnim zapragnęłam otworzyć drzwi, ale powstrzymałam się. Przeniosłam się na łóżko i właśnie wtedy usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Wiedziałam, że nie jest to nikt z One Direction oni z rozpaczy walili w drzwi z całych sił. Nieznajomy nie słysząc żadnych zaprosin cicho się odezwał.
-Melanie. Wiem, że tam jesteś.-powiedział czułym głosem, a ja automatycznie się poderwałam. Otworzyłam drzwi, a widząc po ich drugiej stronie Josha wpadłam mu w ramiona. Mój płacz mógł mu się wydawać łzami szczęścia, ale tak na prawdę nawet jego wizyta mi nie pomogła.- Co się dzieje?-spytał zamykając za sobą drzwi i ocierając moje łzy. Zapewne wyglądałam okropnie.
-Josh... Jak dobrze, że jesteś...-tylko na tyle było mnie stać w tamtym momencie. Wtulona w jego tors zasnęłam zapominając całkiem o otwartych drzwiach od pokoju.
           Obudził mnie krzyk... Zayna! Szybko wstałam i spojrzałam jak mulat patrzy z odrazą na Josha. Ten tylko stał i próbował się opanować. Szybko wbiegłam pomiędzy nich i odepchnęłam szatyna.
-Zostaw go.-powiedziałam odsuwając Zayna. Ten spojrzał na mnie ze złością i wskazał palcem na mojego przyjaciela. Zastanawiałam się co takiego zobaczył, że aż tak się zdenerwował. Nie była to zwykła zazdrość, wiedziałam to od razu.
-Jeszcze raz ją dotkniesz...-wysyczał przez zęby patrząc prosto w oczy Joshowi po czym spojrzał na mnie przepraszająco. Wydawał się być tą całą sytuacją zmieszany.-Możemy porozmawiać? Proszę...-powiedział kładąc jedna rękę na kark. Przyjrzałam mu się uważnie po czym spojrzałam na Josha. Dopiero teraz zauważyłam, że jego warga jest rozcięta.
-Uderzyłeś go?! Wynoś się!- krzyknęłam pchając Zayna w stronę drzwi. Tego było już za dużo.
-Daj mi wyjaśnić...-powiedział cicho, łapiąc mnie przy tym za rękę. Wyrwałam się szybko i wypchnęłam go za drzwi.
-Pierw to zdjęcie, teraz to... Nie masz czego mi wyjaśniać! Spieprzaj do tej swojej dziwki!-powiedział i zatrzasnęłam mu przed nosem drzwi. Dopiero po chwili dotarło do mnie co zrobiłam. Jak mogłam go tak potraktować? Możliwe, że przeżywa teraz najtrudniejszy okres, a ja tak się zachowałam. Opadłam na podłogę cicho łkając i ukrywając twarz w dłoniach.  Inaczej wyobrażałam sobie nasz związek. Brunet podszedł do mnie i mocno przytulił całują w czoło.
-Spokojnie mała... On na ciebie nie zasługuje.-powiedział, a ja go odepchnęłam.
-To ja nie zasługuję na niego! On jest wspaniały! Nic o nim nie wiesz... Ja go kocham!-krzyknęłam po czym zamknęłam się w łazience i usiadłam na toalecie.
-Melanie...-usłyszałam zbolały głos Josha i zechciałam by chłopak znikł. Nie chciałam jeszcze teraz go krzywdzić.- Przepraszam...- powiedział po czym usłyszałam tylko trzaskanie drzwiami. Powoli się podniosłam i podeszłam do lustra. Moja zazwyczaj blada twarz, teraz była jeszcze jaśniejsza, jakbym mieszkała na Alasce. Oczy miałam podkrążone i czerwone od łez, a usta suche i popękane. Nałożyłam na nie szybko mój balsam i oparłam się o umywalkę. Czas doprowadzić się do porządku. Wykonałam poranną toaletę, chodź było już dobrze popołudniu i patrząc ostatni raz w lustro wyszłam w samym ręczniku do pokoju. Ku mojemu zdziwieniu Josh nadal tam był. Przyglądał mi się z błyskiem w oku. Nie odzywając się do niego wyjęłam w szafki białą bokserkę, beżowe szorty i moje trampki w kolorze mięty.  Czując na biodrach czyjeś dłonie gwałtownie się odwróciłam.Josh przyglądał mi się z... Sama nie wiem, przecież to niedorzeczne! Wyglądał jakby pożerał mnie wzrokiem, a w jego oczach dało się wyczuć podekscytowanie.
-Co ty wyrabiasz?-spytałam patrząc na niego. Miał na sobie spodnie za kolano i niebieski t-shirt. Był niebezpiecznie blisko. Już wcześniej tak robił, ale pierwszy raz biło od niego takie pożądanie.
-A na co to wygląda?-zapytał jeżdżąc swoim palcem po moim nagim ramieniu. Stałam i nie mogłam się ruszyć. Nagle wszystkie mięśnie zastygły...

______
Hah... Mam nadzieję, że się podoba. Kolejny rozdział jest w trakcie tworzenia. Musze zaczepić o coś fabułę bo pisze o wszystkim i o niczym...

1 czerwca 2012

[9]-Nie martw się o mnie. Poznałam wspaniałych ludzi i czuję się świetnie.

                                    Usiadłam na jednej z ławeczek w poczekalni na odloty i wzięła od Harry'ego kawę, którą mi podał. Chłopak usiadł obok mnie i blado się uśmiechnął. Widziałam, że coś go gryzie, ale wiedziałam też, że nic mi nie powie. Siedzieliśmy więc tak w milczeniu, ja wpatrując się w ulatniającą się parę, a on bawiący się swoimi palcami. Co jakiś czas czułam jak mi się przygląda, ale ignorowałam to najlepiej jak umiałam.
- Melanie jesteś szczęśliwa?-spytał nagle opierając się o ławkę. Spojrzałam na niego zaskoczona pytaniem i zmrużyłam oczy. Sama nie wiedziałam. Czy ja na pewno jestem szczęśliwa? Co to tak właściwie szczęście? Da się je określić? Przywołałam w głowie obraz wysokiego szatyna i jego brązowych oczów, a na moich ustach pojawił się mimowolny uśmiech. Harry nie potrzebował mojej odpowiedzi. Po prostu wstał i przytaknął.- Cieszę się.-powiedział krótko po czym odszedł w kierunku rękawa prowadzącego do samolotu. Przypomniała mi się scena, która rozegrała się dzisiaj pod drzwiami domu chłopców. Wydawało mi się, że to najpiękniejsze chwile w moim życiu, ale czy aby na pewno? I co miało znaczyć to pytanie Loczka? Podniosłam się i upijając ostatni łyk napoju wyrzuciłam plastikowy kubek do kosza.
***
                            Po kolejnych sześciu godzinach lotu byliśmy na miejscu. O dziwo nie byłam zmęczona, ale Niall odstawiał jakieś cyrki. Chyba obraził się na Zayna, za to że to on zwrócił uwagę brunetki w samolocie. Na szczęście dziewczyna więcej do nas nie podeszła. Wzięłam swoją walizkę i poczułam jak ktoś mnie przytula. Była to mała Safaa. Uroczo się uśmiechała, a jej niebieskie oczka były radosne. Odwzajemniłam uśmiech gdy ktoś zabrał mi walizkę. Był to Louis. Zaoferował się, że on ją weźmie. Nie miałam nic przeciwko. Gdy usiedliśmy w aucie spojrzałam ukradkiem na Harry'ego. Siedział z brzegu i wyglądał przez szybę. Niall też był jakiś nie w sosie, ale on miał swoje powody. Wyjęłam z kieszeni telefon i przyjrzałam się zdjęciu na wyświetlaczu. Były na nim bliźniaki: Bonnie i Connie. Obydwie były cudowne i bardzo je kochałam mimo, że to właśnie one odebrały mi miłość rodziców.Ale przecież to nie ich wina. Safaa spojrzała na zdjęcie i wskazała palcem na Bonnie. Mimo, że bliźniaczki były identyczne ona właśnie wybrała Bonnie.
-Czemu ona jest smutna?-spytała, a ja spojrzałam na zdjęcie. Rzeczywiście mała była tego dnia w złym humorze, a wszystko przez... No właśnie. Przeze mnie. Tamtego dnia była ogromna kłótnia między mną, a ojcem. W napływie złości stłukłam porcelanowego aniołka, który należał do dziewczynki.
-Stłukłam jej ulubioną figurkę.-powiedziałam i poczułam jak Zayn mi się przygląda. Uśmiechnęłam się do niego niemrawo i spojrzałam za okno. Lou prowadził jak wariat, ale to dzięki temu już po piętnastu minutach byliśmy w hotelu. Safaa i mama Zayna pojechały od razu do kliniki, a my się rozpakowaliśmy. Usiadłam po turecku na ziemi i wyjęłam z walizki zdjęcie Josha[ mojego najlepszego przyjaciela]. Zabolało mnie, że przez ten cały czas nie zadzwonił, ale mogłam mu to wybaczyć. W końcu był na wsi u babci. Możliwe, że nie miał zasięgu. Przycisnęłam zdjęcie do siebie i zamykając oczy położyłam się na ziemi. Nie chciałam teraz płakać. Wzięłam głęboki wdech po czym powoli otworzyłam oczy i spojrzałam na wysokiego bruneta.  Jego oczy świeciły, a na twarzy gościł szeroki uśmiech. Stał oparty o ścianę w garniturze. Zdjęcie było zrobione tuż przed naszym balem w szkole. Było to największa impreza w tej okolicy. Koło chłopaka stała niska blondynka z uśmiechem na twarzy. Przytulała się do chłopaka, a na sobie miała beżową sukienkę w brązowe kropki. Uśmiechnęłam się widząc to i wyjęłam telefon. Wybrałam numer Josha i usiadłam na łóżku. Nie odbierał. Jak zwykle. Telefon zawsze zapominał, a z sobą nosił bezustannie tylko mp3. Muzyka towarzyszyła mu zawsze, grał w szkolnej kapeli. Usłyszałam ciche pukanie i równie cicho powiedziałam ,,Proszę.'' Już po chwili siedziałam wtulona w Zayna rozmawiając o wszystkim i niczym. Nie powiedziałam mu jednak nic o Joshu. Sądziłam, że to nie potrzebne.
***
                         Po dłuższym zastanowieniu stwierdziłam, że odwiedzę rodziców. Powiem im, że wszystko ze mną w porządku i chcę się usamodzielnić. Powinni zrozumieć. Zayn chciał iść ze mną, powiedziałam jednak stanowcze NIE. Moi rodzice mogli by źle zareagować na wieść, że mam chłopaka. Wpadli by w niepotrzebną histerię i na pewno nie wypuścili z domu. Po dziesięciu minutach drogi byłam pod drzwiami swojego domu. Nie wiedziałam czy mam dzwonić do drzwi, pukać czy po prostu wejść. Postawiłam na to pierwsze. Po krótkim czasie drzwi otworzyła mi kobieta w fartuszku. Ręce miała oblepione od jakiegoś ciasta, a twarz całą w mące, jak to ona. Na początku chyba mnie nie poznała bo stała i czekała aż coś po wiem, ale kiedy dotarło do niej, że to jej córka zaczęła wołać ojca i mocno mnie wyściskała.Wykręciłam oczyma i weszłam do środka. Bonnie i Connie przywitały mnie ciepłym uściskiem i całusami. Mocno je przytuliłam po czym spojrzałam na ojca. Stał oparty o ścianę przyglądając mi się spod byka.
-Czego tu chcesz?-spytał oschle, a mnie coś ukuło.
-Przyjechałam po swoje rzeczy.-wymyśliłam na poczekaniu i zobaczyłam jak mama idzie do kuchni.-Coś ci przeszkadza?-spytałam i wymijając go weszłam do siebie do pokoju. Uśmiechnęłam się widząc wszystko na swoim miejscu, a więc jednak im trochę na mnie zależy. Wyjęłam z szafy torbę i spakowałam najważniejsze rzeczy. Chwilę pobawiłam się z maluchami po czym wróciłam do korytarza. Widząc smutną twarz mamy blado się uśmiechnęłam i mocno ją przytuliłam.
-Nie martw się o mnie. Poznałam wspaniałych ludzi i czuję się świetnie.-powiedziałam całując ją w policzek. Wydawało mi się, że trochę ją uspokoiłam. Napotykając karcąc e spojrzenie ojca wyjęłam z torebki portfel i położyłam na stoliku pieniądze. Dokładnie taką samą sumę jaką im ukradłam. -Nie jestem złodziejką.-powiedziałam po czym wyszłam zamykając za sobą drzwi.
_____________
Nie wiem czy Josh będzie znaczącą postacią, ale chyba tak. oto i on: Josh

22 maja 2012

[8],,O matko! To One Direction! Nie, ta dziewczyna jest okropna. Co ona robi z Zaynem?''

                           -Jak cię... kocham.-powiedział w końcu, a ja popłakałam się jak małe dziecko.Na tę chwilę czekałam od dłuższego czasu, ale nie chciałam usłyszeć tego w takiej sytuacji.- Jak cię wtedy zobaczyła z...- nie pozwoliłam mu dokończyć.
-Pocałuj mnie.-powiedziałam łapiąc drugą rękę chłopaka. Ten uroczo się uśmiechnął i puszczając moje ręce objął moją twarz. Złożył na moich wargach delikatny pocałunek, którego chyba nigdy nie zapomnę. Jego ręce powędrowały na moje biodra, a moje na szyję chłopaka. Pocałował mnie po raz kolejny tym razem namiętniej. Odwzajemniłam pocałunek wplatając swoje palce w włosy chłopaka. Byliśmy tylko my i nasze głośne oddechy. Gdy w końcu oderwaliśmy się od siebie nadal w to nie wierzyłam. Zayn szeroko uśmiechał się ukazując tym samym swoje białe zęby. Przegryzłam dolną wargę i objęłam go w pasie przytulając się.
                                                                     ***
    Jutro mieliśmy wyjechać z chłopakami do Nowego Jorku. Safaa uparła się, że pojadę z nimi, zresztą Zayn też tak postanowił. Nie miałam zbytnio nic do stracenia, ale bałam się, że mogę spotkać rodziców. Upchałam do walizki ostatnią koszulkę i usiadłam na walizce. Zamek nie chciał się dopiąć. Zaczęłam skakać po moim bagażu gdy do pokoju wszedł Niall.  Uniósł jedną brew i zepchnął mnie z walizki, tak że upadłam na podłogę. Szybko się podniosłam i odgarniając włosy z twarzy spojrzałam na blondyna. Chłopak usiadł na moje miejsce i zaczął się bujać. Wyglądał przekomicznie co skwitowałam gromkim śmiechem.
-Zapinaj, a nie się śmiejesz!-krzyknął i wytknął mi język. Wykręciłam oczyma i zapięłam walizkę. Chłopak zszedł i pchnął mnie na łóżko. Moje ręce zablokował mi swoimi dłońmi, a nogi swoimi. Szeroko się uśmiechnął i pocałował w czoło po czym wyszedł.
-Wariat!-krzyknęłam ciągnąc walizkę na dół. Po tym jak staliśmy się z Zaynem parą mieszkałam z nimi. Chłopaki stali mi się jeszcze bliżsi, ale kontakt z Paulem całkiem zanikł. Camilla czasem dzwoniła pytając co u mnie. Tak na prawdę gdyby nie chłopcy nie miała bym tu przyjaciół. Może Cami, ale ona nie miała czasu. Oczywiście po tym całym incydencie w lesie zwolniłam się z restauracji i aktualnie poszukuję pracy. Przy schodach dopadł mnie Zayn i zabrał mi walizkę pięknie się uśmiechając.-Co ty masz taki dobry humor?-spytałam schodząc po chodach i stając koło drzwi. Reszta paczki była już w samochodzie i czekali tylko na nas. Mulat spojrzał na mnie i jeszcze szerzej się uśmiechnął. Odstawił walizkę z boku po czym podszedł bliżej. Oparłam się o drzwi i poczułam jak brązowooki składa na moich ustach delikatny pocałunek. Przyciągnął mnie do siebie i pogłębił go.
-Bo cię kocham...Mówiłem już?-powiedział odrywając się ode mnie, ale  nie puszczając.
-Jakieś tysiąc razy.-powiedziałam zakładając mu ręce na szyję. Zagryzłam dolną wargę i musnęłam jego wargi moimi. Nagle ktoś otworzył drzwi i zostaliśmy przygnieceni do ściany.
-Gołąbeczki nie chcę was pośpieszać, ale samolot nam odleci.-powiedział Lou i odciągnął mnie od Zayna.
-Czy ty zawsze musisz przeszkadzać?-powiedział Zayn wychodząc z domu. Louis wytknął mu tylko język i zasiadł za kierownicą minivana.  Moje miejsce było pomiędzy Safaą a jej mamą. Zayn siedział z tyłu i całą drogę czułam na swoich plecach jego wzrok. Co jakiś czas odwróciłam się by go ochrzanić, ale wychodziło na to, że posyłałam mu ciepły uśmiech. Po około półgodzinie byliśmy na lotnisku, a wszystko przez te korki. Już myślałam, że nie zdążymy gdy usłyszałam ostatnie wezwanie, ale nikt prócz mnie nie był tego zdania. Zdążyliśmy w ostatniej chwili. W samolocie usiadłam koło Zayna i Nialla. Ten drugi na okrągło czymś się objadał. Nie obyło się bez wytykania palcami i tekstów typu: ,,O matko! To One Direction! Nie, ta dziewczyna jest okropna. Co ona robi z Zaynem?''. Zayn był na tyle wychowany, że nie zwrócił im uwagi na ich chamskie zachowanie, ale tak szczerze to mi nie przeszkadzało. Byłam tego samego zdania co one. Przecież ja kompletnie nie pasowałam do jednego z piątki członków One Direction. Splotłam swoje palce z palcami chłopaka i oparłam głowę o jego ramieniu. Poczułam jak chłopak całuje mnie w czołu, a w krótkim czasie po tym zasnęłam.
***
                Obudził mnie cichy szept Zayna i wydobywający się z głośników głos stewardessy. Otworzyłam niechętnie oczy i spojrzałam na uśmiechniętego szatyna, który wypożyczył mi na jakiś czas swoje ramię. Spojrzałam na siedzącego obok Nialla i o dziwo nic nie jadł. Siedział grzecznie przyglądając się nogom dziewczyny, która wyszła właśnie z toalety. Cicho zachichotałam i dopiero wtedy Niall zwrócił na mnie uwagę.
-Coś nie tak?-spytał zaskoczony i rzucił mi w włosy popcorn który trzymał na kolanach.
-Pożerałeś ją wzrokiem...-powiedział za mnie mulat i zapiął pas. Poszłam w jego ślady i spojrzałam na Nialla. Ten pokazał mi a swój zapięty pas, ale po chwili szybko go odpiął.
-Kurde! Jak to się zapina do cholery!-krzyknął widząc jak dziewczyna przechodzi koło niego. Brunetka stanęła koło niego, a ja z Zaynem zwijaliśmy się ze śmiechu.
-Chcesz to mogę ci pomóc.-powiedziała obojętnie patrząc na blondynka. Chłopak przytaknął ledwo powstrzymując się od uśmiechu. Zapięła mu pas i spojrzała na Zayna.- To wy jesteście One Direction prawda? Moja siostra was uwielbia.-powiedziała patrząc prosto w oczy mojemu chłopakowi. Myślałam, że zaraz skoczę jej do gardła. Opanowałam się jednak i oparłam o fotel.-Jestem Julie.-powiedziała szczerząc się.
-Ja Zayn, a ten oto tłumok to Niall.-powiedział brązowooki wyciągając do niej rękę. Uścisnęli je dokładnie przed moim nosem, a ja myślałam, że im je rozszarpię. Nie mam pojęcia co mną kierowało.- No tak.-powiedział Zayn patrząc na mnie przepraszająco.
-Sama się przedstawię...-powiedziałam cicho spoglądając z sztucznym uśmiechem na dziewczynę.- Jestem Melanie. Dziewczyna Zayna.-powiedziałam gdy z głośników znów wydobył się głos stewardessy oznajmiający, że zaraz lądujemy na postoju. Odetchnęłam widząc jak brunetka siada na swoje miejsce. Zamknęła oczy by się uspokoić po czym spojrzałam na szatyna. Przyglądał mi się nie rozumiejąc o co chodzi.
-I tak nie zrozumiesz...-powiedziała, a on tylko przytaknął.
-Te wasze babskie myślenie...-powiedział całując mnie w czoło i kładąc swoją dłoń na mojej.
_____________
Trochę was zasłodziłam, ale o to chodziło. Teraz wszystko będzie dobrze, cud miód. Na razie nie mam pomysłu na dalszą akcję, ale na pewno wymyślę.Wena mi dopisuje;)
Dedykacja: Ten rozdział chciała bym zadedykować Jemi. Po prostu za to że jest i mnie wspiera;)

16 maja 2012

[7]-Ten pieprzony laluś przelizał się z jakąś fanką na oczach Melanie!

                                     Podniosłam się i ocierając łzy ruszyłam w stronę sceny. Musiałam mu to wszystko wytłumaczyć, powiedzieć jak było i co do niego czuję. Nie ważne czy mnie spławi i powie, że on nic nie czuje. Musiałam spróbować. Szłam z Harrym w milczeniu aż doszliśmy do miejsca gdzie odbywała się zbiórka pieniędzy. Rozejrzałam się w koło szukając znanej mi twarzy mulata, a gdy ją znalazłam zapragnęłam uciec z tamtego miejsca. Chłopak siedział tyłem do mnie całując jakąś dziewczyną i uśmiechając się pomiędzy pocałunkami. Myślałam, że wybuchnę płaczem jednak tak się nie stało. Stałam jak wyryta w marmurze i przyglądałam się parze przy stoliku. Harry widząc to samo co ja nabrał powietrza w płuca i zasłonił mi widok.
-Mel on teraz nie myśli.-powiedział patrząc na mnie swoimi zielonymi tęczówkami. Spojrzałam na nie z wściekłością, a zarazem bólem.
-A kiedykolwiek pomyślał? Nie chcą na niego patrzeć...-powiedział i wymijając chłopaka ruszyłam w stronę hotelu. Na koniec koncertu miała się odbyć moja i Zayna przemowa, ale chłopak będzie musiał radzić sobie sam.Gdy byłam już przed hotelem zmieniłam plan działania. Ominęłam go i poszłam w stronę restauracji w której pracowałam. Camilla była jedyną osobą z którą mogłam w tej chwili porozmawiać. Miejsce w którym pracowałam było kompletnie puste, wszyscy byli teraz na koncercie. Dziewczyna siedziała przy jednym z stolików razem z Lucasem. Jego obecność nie była mi na rękę, ale nie miałam już siły udawać twardej. Wpadłam w ramiona Cami i zaczęłam płakać.
-Spokojnie...- próbowałam coś z siebie wydukać, ale udawały mi się tylko nic nie znaczące słowa.
Oczami Harry'ego :
                                  Nie rozumiałam jak Zayn mógł być tak podły. Przyjaźniłem się z nim od dwóch lat i nigdy nie spodziewał bym się po nim takiego zachowania. Tak, kiedyś już wykorzystywał dziewczyny jak popadnie, ale przecież przeszedł metamorfozę. Wściekły podszedłem do niego i odsunąłem od niego brunetkę. Zdezorientowana dziewczyna spojrzała na mnie z oburzeniem, ale widząc kim jestem podkuliła ,,ogon'' i odeszła.
-Co ty odpierdalasz?!-krzyknąłem na niego pukając się w głowę na znak jego głupoty.- Nie widzisz, że ją ranisz debilu?!- nie wiem co mnie poniosło. Po prostu coś kazało mi stanąć w obronie Melanie.
-Spytaj się jej co ona wyrabiała w lesie z tym dupkiem!- nagle koło nas pojawili się chłopaki. Niall objadał się jakąś zapiekanką, Lou przyciskał do siebie Eleanor[ jego dziewczynę], a na Liama nie zwróciłem kompletnie uwagi. Stał pomiędzy nami w razie gdybyśmy skoczyli sobie do gardeł.
-Ej! Co się dzieje?-spytał spokojnie Liam patrząc to na mnie to na Zayna. Brakowało mi po prostu słów by powiedzieć. Widząc jednak jak Zayn chce zacząć wyprzedziłem go.
-Ten pieprzony laluś przelizał się z jakąś fanką na oczach Melanie!- Zayn do tej pory wyglądał na rozbawionego całym tym zajściem, ale dopiero teraz jego rysy twarzy spoważniały. Chyba zrozumiałam co zrobił.
-To ona całowała się w lesie z tym całym Paulem!- Zayn odpalił papierosa i wsadził go sobie do ust. Zawsze palił gdy był zdenerwowany i chciał się uspokoić. Lou wyrwał mu papierosa i rzucając na ziemie zdeptał.
-Nie pamiętasz już co obiecałeś fanką? Rzucasz.-powiedział wypuszczając z objęć El.
-Ona tego nie chciała! On to wymusił! Dociera do ciebie ta wiadomość?!- wrzasnąłem i złapałem się za głowę. jak można być takim głupkiem i myśleć, że dziewczyna która patrzy na ciebie jak na jakiś cud natury obmacywała się z innym. Gołym okiem widać, że oboje patrzą na siebie jak zakochani.
Oczami Melanie:
                              Usiadłam na hotelowym łóżku i wzięłam od Cami kubek z herbatą. Po tym jak wypłakałam jej się w rękaw przenieśliśmy się do mojego pokoju w hotelu by na spokojnie porozmawiać. wszystko jej opowiedziałam powstrzymując napływające mi do oczu łzy. Zayn dzwonił do mnie dwa razy, ale ja nie odbierałam. Nie chciałam go widzieć na oczy. Po kilku godzinach zasnęłam oparta o ramię Camilli. Obudziłam się dopiero kolejnego ranka, ale dziewczyny już nie było. Jak się potem okazało była załatwić mi wolne na dzisiejszy dzień. Podejrzewałam, że rodzice Paula i tak mnie zwolnią. Ostatnio zaniedbywałam pracę, ale chciałam pomóc Safai i nadal chciałam. Nie miałam zamiaru poddać się tylko dlatego, że Zayn całował się z inną dziewczyną. W końcu tu chodziło o jego siostrę, a nie o niego. 
    Znowu rozległ się dzwonek mojego telefonu, a na wyświetlaczu wyskoczyło ,,Zayn''. Rozłączyłam się po raz kolejny i opadłam twarzą w poduszkę. Cami była właśnie w hotelowym barze gdy ktoś zapukał do drzwi.Podeszłam do nich powoli nie patrząc nawet jak wyglądam i otworzyłam. Widząc po drugiej stronie Zayna chciałam zatrzasnąć drzwi, ale ten wstawił pomiędzy framugę, a drzwi nogę.
-Spieprzaj!-wrzasnęłam opierając się o drzwi. Po moich policzkach nie ciekły już łzy.
-Daj mi powiedzieć...-powiedział spokojnie otwierając szerzej drzwi. Nie miałam siły by go powstrzymać więc chłopak bez problemu wszedł.
-A ty mi dałeś?! Od razu mnie posądziłeś o... Sama nie wiem jak to nazwać!-wrzasnęłam mu w twarz patrząc mu prosto w oczy. Widziałam w nich smutek, tak ogromny jak u nikogo.  Po moim policzku popłynęła pojedyncza łza więc szybko się obróciłam i stanęłam pod oknem. Słyszałam jego kroki. Zamknęłam oczy nie chcąc płakać i poczułam jak łapie mnie za dłoń.Nie odwróciłam się, on sam obrócił moja twarz w swoją stronę. Niepewnie otworzyłam oczy i natknęłam się na jego piękne, ciemne oczy, które tak bardzo kochałam. One już pierwszego dnia gdy go poznałam urzekły mnie. Tak trudno było im się oprzeć nie wiem jak robili to chłopcy. Uśmiechnęłam się i poczułam na sobie oddech szatyna. Jego twarz była tak blisko mojej, że mogło stać się wszystko.
-Byłem zły... Bardzo... Nie wiesz co do ciebie czuję... Jak cię...-nagle głos mu zadrżał. Chciałam to usłyszeć tu i teraz. Miałam ogromną nadzieję, że Cami spotkała Nialla i trochę jej się zejdzie. Wpatrywałam się w niego nie mogąc oderwać wzroku. Serce waliło mi jak oszalałe, a on stał w milczeniu nie mogąc się przemóc.


___________
Ten rozdział miałam napisany już dawno temu dlatego dodaję go teraz mimo braku czasu. Aktualnie powinnam się uczyć do matematyki, ale mam nadzieję, że pan mi wybaczy;D

9 maja 2012

[6]- Nie potrafię ci uwierzyć... Zresztą my jesteśmy tylko przyjaciółmi.

                                 Przygotowania do koncertu szły pełną parą. Nawet Simon, mentor chłopców był zachwycony pomysłem. Miał być to koncert dla ulicznych mieszkańców, a wyszła międzynarodowa impreza. Wiedziałam, że dzięki tym pieniądzom Safaa będzie czuć się lepiej, a możliwe, że wyzdrowieje. Zayn był pełen zapału i chęci co sprawiało, że nie spał całymi nocami. Wzięłam do ręki mikrofon i weszłam na scenę. Chyba tylko to było jedynym minusem...  Chłopcy stwierdzili, że skoro wymyśliłam całą tę akcję to muszę zaśpiewać. Nie podobał mi się ten pomysł, ale Harry mówił, że śpiewam pięknie. Tak szczerze to mu nie wierzyłam i chyba nikomu bym nie uwierzyła.
-Muszę śpiewać?- spytałam cicho stając koło Zayna. Minął tydzień od kiedy dowiedziałam się o chorobie jego siostry i coraz bardziej się z nimi zżywałam. Safaa była dla mnie jak młodsza siostra, a Zayn... Był kimś więcej niż przyjacielem.
-Przecież śpiewasz pięknie. Robisz to dla Safay- powiedział Niall puszczając mi oczko. Trwała ostatnia, generalna próba przed występem. Miało być jeszcze kilka innych gwiazd, ale tak naprawdę nie interesowały mnie one. Próba skończyła się po półgodzinie i mogłam w końcu zejść ze sceny. Podeszłam do jednej z ławeczek wyznaczonych dla widowni i usiadłam.
-Jesteś wspaniała...-usłyszałam za sobą czuły i męski głos. Obróciłam głowę w stronę blondyna i posłałam mu delikatny uśmiech.
-Nie sądzę... Co ty tu robisz?-spytałam widząc jak siada obok mnie.Utkwiłam wzrok w swoich butach starając się unikać wzroku Paula. Zawsze gdy go napotykałam dziwnie się czułam jakby mnie przeszywał na wylot i szukał potrzebnych mu informacji.
-Przyszedłem na koncert.-powiedział łapiąc za mój podbródek, a tym samym nakazując spojrzeć sobie w oczy. Czułam bijące od nich ciepło i bezpieczeństwo. Niebieskie tęczówki przyciągały jak dwa magnesy i nie pozwalały odwrócić wzroku. Blondyn odgarnął opadający mi na twarz kosmyk włosów po czym włożył ręce do kieszeni, Tym razem jednak to ja nie mogłam pohamować ciekawości i nie spuszczałam go z oczu.- Chcę usłyszeć tylko ciebie.-powiedział patrząc przed siebie. Uśmiechnęłam się i poczułam jak  jego palec jeździ po moim ramieniu. Nagle ktoś wskoczył pomiędzy nas i objął mnie ramieniem. szybko spuściłam wzrok i poczułam, że źle robię.
-Gotowa?-spytał Zayn patrząc mi głęboko w oczy. Na mojej twarzy mimowolnie  pojawił się uśmiech. Kochałam jego uśmiech, jego czekoladowe spojrzenie, jego usta, które najchętniej bym pocałowała. Nie sądziłam, że mogę kogoś tak bardzo pokochać. Nie byłam tylko pewna czy on czuje to samo. W odpowiedzi przytaknęła tylko i wstałam. Idąc już w stronę sceny obejrzałam się do tyłu i napotkałam wesołe spojrzenie Paula. Koło niego siedziała już Cami i machała do mnie.
- Boję się...-powiedziałam cicho gdy byliśmy już za sceną. Ręce trzęsły mi się i nie potrafiłam tego opanować. Czułam się jakbym zaraz miała skoczyć z samolotu bez spadochronu. Tak tylko, dla zabawy.
- Trema dopada każdego.- powiedział Harry wkładając do ucha podsłuch. Zayn złapał mnie za ramiona i znacząco nabrał powietrze w płuca. Powtórzyłam to kilka razy po czym zamknęłam oczy.
-Będzie okey. Pamiętaj, że robisz to dla Safay.- powiedział Zayn całując mnie w czoło. Zawsze to robił gdy był zdenerwowany. Cicho się zaśmiałam i wzięłam do ręki mikrofon. Miałam tylko króciutki fragment, który należał wcześniej do Harrego. Chłopak odstąpił mi go z wielką przyjemnością.
             Na scenie stres odpuścił i zaśpiewałam bez żadnych problemów. W towarzystwie takich gwiazd jakimi byli 1D byłam szarą muszką. Nie wiem jakim cudem właśnie ze mną się zaprzyjaźnili. Czułam się jak w jakiejś bajce. Podeszłam do jednego ze stoisk z lodami gdy ktoś objął mnie od tyłu w pasie. Odwróciłam się do chłopaka i niechętnie stwierdziłam, że był to Paul. Nie powiem... Liczyłam na kogoś innego.
-Byłaś wspaniała. Przejdziemy się?-spytał blondyn wskazując głową na dróżkę prowadzącą w stronę lasku. Zastanowiłam się chwilę po czym stwierdziłam, że co mi szkodzi? Rozejrzałam się w koło szukając kogoś z zespołu, widząc niedaleko Lou pokazałam mu gestem ręki że idę z Paulem. Ten tylko przytaknął i wrócił do podrywania jakiejś dziewczyny, która była tym faktem zachwycona. Gdy tylko znaleźliśmy się w głębi lasu Paul przystał i złapał mnie za rękę. Nie miałam pojęcia jak mam się zachować.Stałam w bezruchu patrząc mu w oczy i  cała się trzęsłam.- Mel... Wiem, że znamy się krótko, ale ja...- nim zdążył dokończyć przerwałam mu. Te słowa słyszałam już wiele razy i nie chciałam słyszeć po raz kolejny i to jeszcze od osoby, której nie darzyłam tym uczuciem. Cofnęłam się o krok wpadając tym samym na jedno z drzew.
- Paul... Nie... To nie może tak się potoczyć.-powiedziałam po czym wymijając go ruszyłam w stronę miejsca gdzie znajdowała się scena. Blondyn był jednak szybszy. Złapał mnie za rękę i tak mocno zacisnął, że nie mogłam się wyrwać.
-Melanie nie rób mi tego...- powiedział po czym dociskając mnie do drzewa pocałował. Otworzyłam zaskoczona oczy i chciałam się wyrwać on jednak był za silny. Dłonie jeszcze mocniej zacisnął na moich nadgarstkach i zablokował mi nogi swoimi. Nie mogłam się ruszyć. Zechciałam wybuchnąć płaczem i dać mu w twarz. Jak on mógł mi to zrobić. Po chwili ustąpiłam i usłyszałam czyjeś kroki. Paul powoli odsunął się ode mnie i spojrzał w stronę szatyna przyglądającego się nam.
-Puszczaj mnie...-wysyczałam przez zęby widząc jak Zayn się oddala. Uderzyłam Paula w krocze po czym pędem pobiegłam za ciemnookim. Złapałam go dopiero w miejscu gdzie kończył się las. Złapałam go za rękę, ale on brutalnie ją wyrwał i spiorunował mnie wściekłym spojrzeniem.
-Zostaw mnie... Wracaj do niego.-powiedział idąc dalej. Nie miałam pojęcia jak mam mu wytłumaczyć całą tę sytuację. Pobiegłam za nim i zagrodziłam mu drogę.
-Nie chciałam tego pocałunku... Zrozum. Chciałam tylko się przejść nie wiedziałam, że do tego dojdzie...-mówiłam prawie płacząc. Jednak Zayn był osobą, której nie chciałam stracić. Spojrzałam w ciemne oczy chłopaka i zobaczyłam w nich iskierkę nadziei, która natychmiast znikła.
- Nie potrafię ci uwierzyć... Zresztą my jesteśmy tylko przyjaciółmi.-powiedział po czym wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i mnie wyminął. Usiadłam pod drzewem zalewając się łzami.Nie miałam pojęcia czemu do tego dopuściłam. Paul wydawał mi się być inny, normalny. Ukryłam twarz w dłoniach i zaszlochałam, gdy poczułam jak ktoś mnie obejmuje. To był Harry. Uśmiechał się do mnie chcąc dodać mi otuchy.
- Wszystko schrzaniłam. To nie tak miało być!-krzyknęłam i wtuliłam się w tors Loczka. Ten tylko pogłaskał mnie po głowie i mocno przytulił.
-Będzie dobrze.- powiedział po czym mocniej mnie uściskał.

_________________
Powoli opadam z weny. Nie minął nawet tydzień, ale dodaję bo czuję taką wewnętrzną potrzebę;) Mam nadzieję, że wam się spodoba i pomożecie mi wytrwać do końca.

3 maja 2012

[5]Co powiesz na to, że chłopcy dadzą koncert? Specjalnie dla ciebie.

                          Podeszłam bliżej, a gdy Zayn wstał wpadłam mu w ramiona. Uwiesiłam się mu na szyi i mocno wyściskałam. Cały się trząsł, nie umiałam tego powstrzymać. Był w całkowitej rozsypce.Gdy chłopak rozluźnił uścisk lekko się odsunęłam i spojrzałam mu w oczy. Nie płakał, ale oczy miał czerwone. Dopiero gdy otarł spływającą po moim policzku łzę zorientowałam się, że płacze.
-Nie becz mała.-powiedział całując mnie w czoło.
-Czemu mi nie powiedziałeś?-spytałam siadając na jednym z krzesełek. Zayn usiadł obok mnie. Spojrzałam pierw na niego, a potem na Paula który stał z boku i się nam przyglądał.- Zaraz wracam...-powiedziałam podchodząc do Paula.
-Kto to?-spytał blondyn mierząc wzrokiem mojego przyjaciela.
-To mój przyjaciel. Możesz mi dać na jutro wolne? Proszę. Ja muszę być z nim.-powiedziałam cicho zerkając kątem oka na szatyna.
-Jasne. Nie ma sprawy. Jak będziesz czegoś potrzebować dzwoń.-powiedział i całując mnie w policzek odszedł. Wróciłam do Zayna i napotkałam wściekłe spojrzenie wymierzone w Paula. Nie miałam pojęcia co jest grane, ale postanowiłam to zignorować.
- Nie miałem kiedy.-odpowiedział na moje wcześniejsze pytanie i podszedł do szyby naprzeciwko nas. Wstała i podążyłam za nim. Na łóżku leżała dziewczynka. Miała może z dziewięć lat i piękne ciemne włosy tak samo jak Zayn.- Czemu to nie mogę być ja...-powiedział przykładając czoło do szyby.  Utkwiłam w nim wzrok i sama poczułam jego cierpienie.
-Nie mów tak... Proszę... Ktoś tam na górze chciał by tak było.-wiedziałam, ze Zayn jest innej wiary i gdybym powiedziała Bóg mógłby mnie źle zrozumieć.- Ale jeśli chce by przeżyła to przeżyje. Safaa wygląda na silną dziewczynkę.-złapałam rękę Zayna i mocno ją uścisnęłam. Chłopak spojrzał na mnie i blado się uśmiechnął.
-To jej to powiedz... Ona pogodziła się już z tym, że zginie. Chce by nastąpiło to jak najszybciej.- powiedział splatając swoje palce z moimi. Spojrzałam z powrotem na dziewczynkę i zauważyłam jak się nam przygląda. Lekko się uśmiechała.
-Chodźmy do niej...-powiedział ciągnąc Zayna za rękę do sali. -Cześć Safaa.-powiedziałam wchodząc do środka i siadając na jednym z krzesełek. Szatyn nie usiadł. Stanął za mną kładąc mi ręce na ramionach.
-Cześć. Mój brat nareszcie znalazł sobie dziewczynę. Co za ulga... Myślałam, że wiecznie będzie singlem.-powiedziałam szeroko się uśmiechając. Cicho się zaśmiałam i spojrzałam na chłopaka. Ten jednak nie miał humoru. Stał niewzruszony przypatrując się nam.
-Jestem Melanie. Jak się czujesz?-spytałam. Zayn nachylił się nad moim uchem i wyszeptał.
-Moja matka się nam przygląda.-spojrzałam w stronę szyby i przytaknęłam głową na znak powitania. Kobieta była niska, miała ciemne włosy i taką samą karnację jak jej dzieci. Oczy miała ciemne i podkrążone, ale mimo to wyglądała pięknie.
- Czy to ma jakieś znaczenie? I tak niedługo zejdę z tego świata.-powiedziała pochmurniejąc. Postanowiłam podnieść ją trochę na duchu.
-Lubisz słuchać swojego brata i jego przyjaciół?-spytałam jeżdżąc palcem po jej ręce. Dziewczynka przytaknęła, a ja się uśmiechnęłam.- A co byś powiedziała gdybym ci powiedziała, że jest szansa na przeżycie? Taka mała, ale jest.-powiedziałam.
-Nie ma.-odparła krótko dziewczynka.
-Ja wiem swoje! Kiedyś u mnie w szkole była moja koleżanka chora na białaczkę.-mówiłam prawdę.- I przeżyła dzięki pieniądzom które zebraliśmy na koncercie charytatywnym.- to już nie była prawda. Vicky zmarła, ale pieniądze uratowały życie innym dzieciom.
-Na prawdę?-powiedziała Safaa nie wierząc.
-Na prawdę. W Ameryce jest taki specjalny szpital, ale jest jeden warunek.-powiedziałam ściskając jej dłoń. Czułam, że powoli mi wierzy.- Pacjentka też musi tego chcieć. Co powiesz na to, że chłopcy dadzą koncert? Specjalnie dla ciebie.- Zayn jakby nagle drgnął bo usiadł obok mnie i spojrzał na mnie.
-Jestem za!-powiedziała szatynka szeroko się uśmiechając. Każdy taki uśmiech na twarzy chorego dziecka napawał nadzieją i wiem jak ważna była teraz dla Zayna i jego mamy.
-A ty nie masz nic do gadania.-powiedziałam uderzając przyjaciela w tors. Nagle na jego twarzy pojawił się uśmiech. Może jeszcze nie taki jak wcześniej, ale jednak uśmiech.- Śpij mała.-powiedziałam i puszczając jej dłoń wyszłam z pomieszczenia, a za mną Zayn.
-Dobry...-nim zdążyłam przywitać się z matką Zayna ten wziął mnie na ręce i okręcił w koło własnej osi. -Twoja mama...-powiedziałam cicho mu na ucho, ale ona nawet nie zwrócił na to uwagi.
-Jesteś wspaniała! To jest świetny pomysł! Możemy ją uratować!-powiedział stawiając mnie na ziemi i podbiegając do matki.
-A przynajmniej podtrzymać na duchu.- powiedziałam patrząc w uradowane oczy kobiety.
-A co to za pomysł?- Zayn zaczął z zapałem opowiadać o moim planie. Zorganizowanie takiego koncertu wymagało dużo pracy, ale on był zdolny zostawić wszystko karierę, przyjaciół... By tylko uratować siostrę. Widać było, że ja kocha. Siedzieliśmy tak przed salą, a mama chłopaka słuchała coraz to bardziej się uśmiechając. Nie wiem kiedy moja głowa opadła na ramię chłopaka i zasnęłam.
***
                              Obudziłam się czując jak ktoś mnie bierze na ręce. Otworzyłam powoli oczy i ujrzałam jasne światło. To było słońce. Po deszczowej nocy nastał słoneczny dzień, zachęcający do wstania. Ja jednak byłam tak zmęczona, że tylko wtuliłam się w tors chłopaka, który mnie niósł. Uśmiechnęłam się czując perfumy bardzo bliskiej mi po dzisiejszej nocy osobie, a mianowicie Zayna. Usłyszałam jak otwierają się drzwi i nagle ktoś polał mnie wodą. Przestraszona zaczęłam wrzeszczeć i wypadłam Zaynowi z objęć. Wylądowałam na twardej ziemi co skutkowało kilkoma siniakami. Spojrzałam zaspanymi oczyma na Louisa, a potem na resztę chłopców. Jedynie Nialla nie było, ale zaraz dotarł z kanapką w ręce. Uniosłam lekko głowę i przebiegłam po twarzach przyjaciół. Wszyscy byli zadowoleni z siebie, a ja byłam w okropnym stanie.
-Mel nic ci nie jest?-spytał Zayn pomagając mi wstać.  Zamrugałam tylko kilka razy co on chyba wziął za tak bo spojrzał na chłopaków.- Co wy wyrabiacie?
- Urządzaliśmy sobie bitwę, a ty się spóźniłeś.-ledwo stałam na nogach i najchętniej poszła bym się położyć, ale wiedziałam, że w przypadku chłopaków to tak nie działa.
-Mel chcesz się położyć? Wyglądasz na zmęczoną.-powiedział troskliwym głosem Zayn. 
-Odpowiedz mi na jedno pytanie. Czy w towarzystwie tych czterech chłopaków, a zwłaszcza Lou da się spać?- Zayn pokiwał przecząco głową, a ja wzruszając ramionami usiadłam na kanapie.- To powiedz im o naszym pomyśle.-powiedziałam przymykając oczy. Chłopak najwidoczniej widział, że odpływał bo usiadł obok i i wystawił mi swoje ramie. Może i nie było najwygodniejsze, ale zawsze coś. Za każdym jego słowem chłopcy byli jeszcze bardziej przejęci, a ja śpiąca.
________________
Podoba się? Mi średnio. Mam już napisane kilka kolejnych rozdziałów i powiem szczerze, że wśród nich są lepsze rozdziały.

28 kwietnia 2012

[4]- Siostra Zayna Safaa jest chora. Ma białaczkę.

                                     Niestety mimo, że nie upadłam skrzynki wypadły mi z rąk. Mogłam sobie wyobrazić jak się poobijały. Będą mi kazali pewnie za nie zapłacić. Stałam osłupiała z utkwionym wzrokiem w skrzynkach.
-Pięknie! Co ja teraz zrobię?!-wykrzyknęłam prosto w twarz blondynowi. Odsunął się o krok unosząc ręce w geście poddania.
-Mam tutaj dojścia. Nie martw się.Zaraz wszystko załatwię.-prychnęłam tylko i zaczęłam zbierać resztki jedzenia. Nie wyglądało to za dobrze. Mogłam wylecieć za to z pracy, ale przecież to nie były moje obowiązki! Robiłam to bo mnie po proszono. Chłopak, który przed chwilą chciał mi pomóc teraz znikł. Usiadłam załamana na schodku i ukryłam twarz w dłoniach.
-Wszystko gra?-usłyszałam głos Cami. Pokręciłam przecząco głową.
-Nic nie gra! Lucas mnie wywali...-powiedziałam zagryzając wargę. Uniosłam wzrok i utkwiłam go w chłopaku, który stał za dziewczyną.
-Lucas nie ma tu nic do gadania. Restauracja jest moich rodziców.-powiedział szeroko się uśmiechnął. Nagle poczułam ulgę, ale przecież to oznaczało, że oni mogą mnie wyrzucić.
-Na prawdę?-spytałam nie wierząc własnym uszom. Cami lekko się uśmiechnęła patrząc na chłopaka. Widać było, że coś do niego czuje. Ten tylko przytaknął.
-Jestem Paul.-powiedział łapiąc w rękę jedną z skrzynek.
-Melanie.-powiedziałam uradowana. Czyli nie jest to mój ostatni dzień w pracy.
***
                   Kto by pomyślał, że pierwszy dzień w pracy będzie taki udany. Paul i Camilla byli na prawdę wyrozumiali, a klienci mili i nawet dawali napiwki. Byłam trochę zawiedziona, że nie ma tu chłopców, ale to może i lepiej. Obecność Zayna tylko by mnie rozpraszała. Po tym co stało się wczoraj wieczorem nie umiałam spojrzeć mu w twarz. Niby to nic poważnego, ale wiedziałam, że liczył na pocałunek. Uśmiechnęłam się słysząc w głośnikach radia ich piosenkę. Po raz drugi dzisiejszego dnia. Klientów nie było, a pracownicy zaszyli się w kuchni co spowodowało, że nie wahałam się zaśpiewać. Słowa same płynęły z moich ust, a praca mijała szybciej. Nim się obejrzałam zamknęliśmy lokal i można było się zbierać. Cami pozwoliła mi wyjść szybciej i pochwaliła za wytrwałość. Lucasa tego dnia nie było w pracy co tak szczerze mi nie przeszkadzało. Wyszłam z restauracji w towarzystwie wysokiego blondyna. Paul był niesamowity. Mogłam z nim spokojnie porozmawiać o rodzicach bez żadnej obawy o śmiechy czy krytykę. On sam miał nie gorszą sytuację. Pochodził z rozbitej rodziny. Jego ojciec prowadził restaurację, a matka podróżowała po świecie. Rozwiedli się gdy był małym dzieckiem. Wtedy tego nie rozumiał teraz wiedział, że to dziecko ich zniszczyło.
- Nie musiałeś mnie odprowadzać.-powiedziałam gdy byliśmy już pod hotelem. Chłopak wzruszył tylko ramionami i uśmiechnął się.
- To była czysta przyjemność. Zresztą mieszkam niedaleko. Widzimy się jutro w pracy.-powiedział chowając ręce w kieszeniach spodni i patrząc mi w oczy. 
-Tak.-powiedziałam odwzajemniając gest i przytulając go weszłam do hotelu. Odebrałam swój klucz i wjechałam windą na pierwsze piętro. Wychodząc z windy wpadłam na Zayna. Miał rumieńce na twarzy, a usta zaciśnięte w wąską kreskę.  Nie wyglądał na zadowolonego. Za nim biegł Liam. Nie miałam pojęcia co się dzieje. Minęli mnie tylko w przejściu i nim zdążyłam coś powiedzieć zjechali na dół. Stałam w tym samym miejscu przez dłuższą chwilę po czym weszłam do siebie do pokoju. Panowała tam kompleta ciemność. Nacisnęłam włącznik światła, a moim oczom ukazało się jasne pomieszczenie. Rzuciłam się na łóżko. Padałam z nóg. Wzięłam szybki prysznic po czym wskoczyłam do mojego miękkiego łóżka. Całkiem zapomniałam o Zaynie i Liamie.
              Spojrzałam na zegarek i ujrzałam na wyświetlaczu godzinę trzecią nad ranem. Nie mogłam spać. Co pół godziny budziłam się w poszukiwaniu kogoś bliskiego.  Czułam się dziwnie w pustym pokoju, a gdy przypomniałam sobie o zdenerwowanym Zaynem tym bardziej nie mogłam spać. Wyjęłam z torebki telefon i wybrałam numer Zayna. Nie odbierał. Po kilku nieudanych próbach zrezygnowałam i wybrałam numer Liama. Ten odebrał od razu.
-Cześć.-usłyszałam zaspany głos chłopaka. Postanowiłam bez owijania w bawełnę spytać co tam się stało.
-Powiesz mi co się stało Zaynowi? Czemu nie odbiera?-spytałam podkulając kolana.
-To raczej od niego powinnaś się dowiedzieć.-powiedział, ale po dłuższej chwili namawiania wszystko mi powiedział.- Siostra Zayna Safaa jest chora. Ma białaczkę. Pojechał do szpitala dlatego pewnie nie odbiera-powiedział na jednym oddech.
-Który szpital?-spytałam czując jak do oczy napływają mi łzy.
-Mel ja...- nie pozwoliłam mu dokończyć.
-Który?!-wrzasnęłam ściskając mocniej komórkę w ręce. Chłopak podał mi adres, a ja szybko  założyłam na siebie ciuchy i wybiegłam z hotelu. taksówki o tej godzinie tak samo jak autobusy nie jeździły. Szpital był dość daleko. Zadzwoniłam więc do Paula. Bez zastanowienia się zgodził i już po chwili siedziałam w jego aucie.
-Co się stało?-spytał, ale ja byłam w całkiem innym świecie. Zastanawiałam się co teraz czuje Zayn. Powinna przy nim być! Wspierać go, a ja sobie spałam!
-Możemy jechać szybciej?- spytałam zdenerwowana. Chłopak tylko na mnie zerknął i przyspieszył. Wzięłam głęboki wdech. Serce waliło mi jak oszalałe, a ja czułam że zaraz wybuchnę płaczem. Sama nie wiem czemu. Nie znałam jego siostry, ale to musiało być okropne. Wiem jak bym się czuła gdyby któreś z bliźniaków zachorowało na śmiertelną chorobę. Paul zatrzymał się przed drzwiami samego szpitala. Gdy chciałam już wychodzić złapał mnie za rękę.
-Idę z tobą.-powiedział wychodząc.
-Jak chcesz...-powiedziałam cicho i wbiegłam do środka. Szybko znalazłam Zayn. Siedział na jednym z krzesełek przed salą. Twarz miał ukrytą w dłoniach, a ramiona mu drżały.
____________
Wiem, że szybko dodany, ale jakoś tak mnie naszło nagle. 

25 kwietnia 2012

[3]Czy żeby kochać trzeba znać drugiego człowieka?

                              Ugryzłam kolejny kawałek pizzy i szeroko się uśmiechnęłam. Byłam w Londynie tak krótko, a już poznałam piątkę wspaniałych chłopaków.  Wyszczerzyłam ząbki słysząc w radiu ich piosenkę. Harry zaczął cicho nucić, a Liam śpiewać. Wydawało mi się, że gdyby nie byli zespołem nie zaistnieli by.  Niall był zbyt zajęty swoją osobistą porcję pizzy. Gdy zjedliśmy wybraliśmy się trochę pozwiedzać. Na początek Big Ben. To coś niesamowitego. Zobaczyć to z bliska, to nie to samo co na pocztówce czy zdjęciu. Chłopcy robili zdjęcia, a ja w tym czasie wariowałam przed obiektywem. Czułam się świetnie w ich towarzystwie. Wskoczyłam Lou na plecy i mocno przytuliłam. Jeszcze w niczyim towarzystwie nie było mi tak dobrze, przed nikim się tak nie otworzyłam. Chłopak okręcił w koło, a ja zeskoczyłam wyrywając mu przy tym trochę włosów. Potem wybraliśmy się na London Eye. Jedno okrążenie trwało półgodziny. Wsiedliśmy do dwóch kapsuł. Harry uparł się, że będę jechać z Zaynem, bo oni mają go dość, ale ja wiedziałam, że chodziło o coś innego. Piętnaście minut siedzieliśmy w milczeniu, aż znaleźliśmy się na samym szczycie. Przylgnęłam do szklanej ściany, ale szybko odskoczyłam przypominając sobie, że mam lęk wysokości. Oddech nagle mi przyspieszył, a serce zaczęło szybciej bić.
-Mel wszystko gra?-spytał podchodząc do mnie i przytrzymując. Nie powiem. Było mi miło, ale dziwnie się czułam.
-Tak... Piękny widok.-powiedziałam podchodząc nieco bliżej. Widać było stąd cały Londyn. Na jego krańcu były małe domki, a w centrum  wielkie wieżowce. To miasto było niezwykłe i nie dało się tego przeoczyć.
                                     Usiadłam  na łóżku przegryzając wargę i wyjmując z kieszeni telefon. Jedynym rozwiązaniem było zadzwonienie do mamy i poproszenie o kasę, ale zapewne zorientowali się ile zniknęło.  Odłożyłam telefon na pościel przed sobą i uderzyłam pięścią w pościel, gdy ktoś wbiegł do pokoju. Był to Harry. Wskoczył mi na łóżko i robił głupi miny. Nie było mi jednak do śmiechu. Jeśli nie zapłacę będę musiała gdzieś indziej zamieszkać, a do pracy idę dopiero rano. I tak nie zapłaczą mi z góry... Nie mam na co liczyć.
-Co jest kwiatuszku nasz?-spytał chłopak patrząc mi głęboko w oczy. Spuściłam głowę i zaczęłam bawić się swoją bransoletką.
-Będę musiała wynieść się z hotelu.-powiedziałam podkulając kolana.
-Ale jak to? Czemu?-spytał zaskoczony wstając i biorąc kawałek ciasta, które kupili dziś popołudniu.
-Nie mam za co tu mieszkać.- powiedziałam łamiącym się głosem. Było mi tu na prawdę dobrze i świetnie się bawiłam, ale czas poszukać czegoś tańszego.
-No przestań! O kasę się nie martw! Zayn wszystko opłacił wczoraj. Masz opłacone na cały rok.- mimowolnie otworzyłam usta i wytrzeszczyłam oczy. Zamrugałam kilka razu i utkwiłam wzrok w cieście. Było to dla mnie kompletnym upokorzeniem. Szybko wstałam, ale przypominając sobie, że nie wiem gdzie mieszka wróciłam z powrotem.
-Gdzie on jest?-wysyczałam przez zęby. Złość narastała we mnie w każdej chwili.
-W parku koło Tamizy. Nie wiem czy...-nim zdążył dokończyć wybiegłam z hotelu. Park nie był daleko. Biegłam ile sił w nogach. Myślałam, że złość mi przejdzie, ale ona tylko narastała. Jak on mógł mi to zrobić?! I to bez mojej wiedzy! Wreszcie go dostrzegłam. Szedł przed siebie trzymając ręce w kieszeni i kopiąc jakiś kamień.  Szybkim krokiem podeszłam i popchnęłam go od tyłu.
-Co ty wyrabiasz do cholery co?!-krzyknęłam, ale nagle poczułam, że złość mi przeszła. Gdy patrzyłam w te jego piękne oczy nie miałam nic do powiedzenia. Jakbym nagle straciła resztki mózgu. Chłopak patrzył na mnie zaskoczony nadal trzymając ręce w kieszeni. Mój nauczyciel matematyki powiedział by, że to lekceważenie rozmówcy, ale dla mnie to było słodkie. Tak, wiem. Jestem dziwna, ale to na prawdę cudownie wyglądało.- Płacisz mi za hotel?-spytałam już spokojniej.
-Chciałem być miły to tyle.-powiedział idąc przed siebie z uśmiechem na twarzy. Znałam go tak krótko, a wydawało mi się, że wiem o nim wszystko, a przynajmniej to co muszę.
-Czemu się cieszysz?-spytałam patrząc na niego jak na wariata. Uśmiechał się sam do siebie.
-No spójrz...-powiedział nie odwracając wzroku od Tamizy. Słońce było w kolorze pomarańczy nadając wodzie poblask. Wszędzie rosła soczyście zielona trawa, a widok... był piękny. Co tu dużo mówić. Dech zapierało w piersiach. Zayn nagle się zatrzymał i przyciągnął do siebie. Zagryzłam dolną wargę, tak jak zawsze gdy byłam zdenerwowana, czując na biodrach dłonie chłopaka. Ile ja go znałam? Nie cały dzień! Ochrzaniłam się w myślach, ale jego piękne tęczówki nie pozwalały się wyrwać. Chciałam poczuć smak jego ust i rozkoszować się tak piękną chwilą, ale nie potrafiłam stwierdzić co czuję. Przecież go nie znałam. Czy żeby kochać trzeba znać drugiego człowieka? Nasze twarze dzieliły milimetry, a ja dalej nie wiedziałam. W końcu stwierdziłam, że to nie ten moment. Przytuliłam chłopaka i zatopiłam się w jego torsie. Był przeogromny w porównaniu do mnie. Miałam zaledwie metr sześćdziesiąt dwa.
-To już nie jesteś zła?-spytał unosząc jedną brew i patrząc na mnie z góry.
-No mogę ci ewentualnie wybaczyć...-powiedziałam wytykając mu język i uwalniając się z uścisku.
***
                              Wyszłam z pokoju i zeszłam do holu. Mieliśmy godzinę szóstą trzydzieści. Pierwszy dzień pracy trochę mnie przerażał. Nie miałam nawet pojęcia za co będę odpowiadać. Wzięłam głęboki wdech i oddając recepcjonistce kluczyk od pokoju wyszłam na zewnątrz. Niebo zakrywała gruba warstwa chmur. Słońce bezskutecznie próbowała się przedostać i posyłało niewielkie promienie.  Przeszłam przez pustą ulicę i zatrzymałam jedną z nadjeżdżających taksówek.  Po piętnastu minutach byłam na miejscu. Wolnym krokiem weszłam do środka rozglądając się w koło. Nie wyglądało tu tak jak wczoraj. Było pusto i czysto. Domyślałam się co będę musiała robić wieczorami.
-Dzień dobry!-krzyknęła podchodząc do baru. Po chwili z kuchni wyszła dziewczyna w długich brązowych włosach i czarnych oczach. Uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie.
-To ty jesteś ta nowa?-spytała wycierając ręce w ścierkę.
-Tak. Melanie.-powiedziałam ściskając jej rękę, którą zdążyła do mnie wyciągnąć.
-Camilla, ale mów mi Cami.-powiedziała ukazując rządek białych zębów.- Lucasa jeszcze nie ma. To ten z którym rozmawiałaś.-powiedziała widząc moje nierozumne spojrzenie. A więc on nazywał się Lucas.- Otwieramy o ósmej, ale trzeba jeszcze przyjąć dostawę warzyw. Zajmiesz się tym? Zaraz powinni być.-powiedziała wskazując na drzwi. Przytaknęłam i usiadłam przy jednym z stolików. Po pięciu minutach usłyszałam klakson i otwieranie drzwi. Szybko wstałam i podeszłam do nich.
-Dostawa!-krzyknął starszy mężczyzna mierząc mnie wzrokiem. Wyszliśmy na zewnątrz, a on położył mi na ręce skrzynki z warzywami. Nic nie widziałam. Szłam przed siebie rozglądając się jedynie na boki. Całkiem zapomniałam, że przed wejściem do restauracji jest schodek i zachwiałam się. Myślałam, że już upadnę gdy czyjeś silne ramiona mnie złapały.
_____________
Czy mi się podoba? Nie umiem określić. Sądzę, że jest dobrze. Pomysłów mam dużo, ale trudno mi je przelać na papier. Staram się jak mogę, a wychodzi jak wychodzi.

21 kwietnia 2012

[2]- Dzień dobry. Chciałam się spytać czy nie poszukują państwo kelnerki?

                        Kolejny raz przeszukałam torebkę poszukując mojego telefonu i gdyby nie to, że przed chwilą przyszedł sms zapewne pomyślałabym, że go zgubiłam. Drzwi od windy się otworzyły, a ja dalej szukając telefonu wyszłam z niej.Wszystko było na widoku: chusteczki, portfel, błyszczyk... Tylko ten cholerny... Nim zdążyłam dokończyć w myślach uderzyłam o coś głową. Potarłam czoło i uniosłam wzrok napotykając tym samym brązowe oczy szatyna. Gdy tylko to zrobiłam torebka wyleciała mi z rąk, a cała jej zawartość wysypała się. Stałam jak oniemiała wpatrując się w ciemne tęczówki chłopaka.
-Teraz łatwiej znajdziesz.-powiedział ciemnooki spoglądając na ziemię. Nie zwracałam większej uwagi na swoje rzeczy, więc nawet nie zorientowałam się jak je pozbierał. Stałam na środku korytarza wpatrzona w niego jak w obrazek i nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa. Obudziłam się z tego snu dopiero gdy się przedstawił, co też ledwo do mnie dotarło.
-Jestem...-nagle zapomniałam swojego imienia. Czy ja jestem jakaś nienormalna?! Ochrzaniłam siebie w myślach.- Jestem... Melanie!-powiedziałam przypominając sobie i biorąc od niego swoją torebkę.- Miło cię poznać Zayn.-powiedziałam powracając do szukania telefonu. Tym razem znalazłam go od razu. Był na samym wierzchu, a raczej zaraz pod chusteczkami.
-Nie widziałem cię tu wcześniej.-powiedział chcąc koniecznie nawiązać rozmowę, a mi niestety się śpieszyło, albo raczej nie miałam ochoty na nią.
-Bo jestem nowa. Jeszcze jakieś pytania? Nie? To świetnie. Śpieszy mi się.-powiedziałam i wyminęłam go. Nim jednak doszłam dojść do swojego pokoju znowu ktoś mnie zatrzymał. Odwróciłam się by zobaczyć tego, kto mnie złapał za rękę i ujrzałam blondynka o niebieskich oczach. Czy oni wszyscy się na mnie dzisiaj uwzięli?
- Jak się panienka odzywa do mojego przyjaciela?-powiedział oburzony. Wzięłam głęboki wdech i założyłam ręce na piersi. Zapowiadał się długi dzień.
-Melanie to mój przyjaciel Niall. Niall to jest ta nieuprzejma Mel.-powiedział, a ja spiorunowałam go spojrzeniem. Chłopak wytknął mi tylko język i pociągnął blondyna w stronę windy. Czym prędzej wbiegłam do pokoju rzucając się na łóżko. W zaledwie dziesięć minut poznałam trzech chłopców, którzy nie zrobili na mnie dobrego wrażenia albo to ja miałam zły dzień. Postanowiłam wziąć długą, relaksującą kąpiel i zapomnieć o nie przyjemnym i męczącym dniu.
***
                                     Obudził mnie dźwięk dzwonka telefonu. Od niechcenia spojrzałam na wyświetlacz i przetarłam dłonią oczy. Dzwoniła mama.Najchętniej bym rozłączyła się po tym co stało się wczoraj, ale  jednak nie była ona niczemu winna. W końcu co mogła poradzić na ojca? On już taki był. Nacisnęłam na zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
-Mel nie rób sobie żartów! Natychmiast wracaj do domu!- usłyszałam przeraźliwy wrzask mamy. Wiedziałam, ze właśnie tak będzie wyglądać nasza rozmowa. Ją nie interesowało co mam do powiedzenia, chciała tylko bym wracała.
-Nie-prychnęłam.- Tam gdzie nikt mnie nie chce? Nawet nie ma takiej opcji. Przekaż mojemu kochanemu tatusiowi, że mam go w dupie!-krzyknęłam i rozłączyłam się.
    Nigdy nie byłam kruchą i grzeczną dziewczynką. Należałam raczej do chłopczyc, biegających po krzakach. Cieszyło mnie, że byłam tak postrzegana. Nie chodziłam w sukienkach czy spódniczkach, zdecydowanie wolałam szerokie bluzy i spodnie. Czasem jednak potrzebowałam czułości i ciepła, którego w domu było mi brak. Usiadłam i rozejrzałam się w koło. A więc to nie był zwykły sen. Na prawdę byłam w Londynie, poznałam część One Direction[ chodź nie fajnie się zachowałam] i gdyby nie zaginął mój bagaż wszystko było by okey. Podniosłam się i już w o wiele lepszym nastroju ruszyłam biegiem do łazienki. Uśmiech sam cisnął mi się na twarz, aż w końcu wybuchłam niepohamowanym śmiechem.Spojrzałam w lustro i stwierdziłam, że nie wyglądam aż tak strasznie. Szybko rozczesałam moje blond włosy i spięłam je w wysokiego kitka. Na usta nałożyłam błyszczyk i wróciłam z powrotem do sypialni. Dopiero teraz spojrzałam która jest godzina. Dochodziła dziesiątą. Zabierając jedyną rzecz, którą tu miałam, czyli torebkę, wyszłam z pokoju. Postanowiłam tym razem zejść schodami. Gdy byłam już w holu znowu zobaczyłam Loczka. Stał oparty o kontuar i flirtował z dziewczyną. Nie była to ta sama, ale widać było, że się jej podoba. Podeszłam  do nich i opierając się o stolik wręczyłam dziewczynie klucz.
-O nasza królewna wstała.-powiedział a ja spojrzałam na niego jak na wariata,- Tak w ogóle to jestem Harry. Wczoraj jakoś się nie przedstawiłem.-powiedział puszczając mi oczko.
-Melanie, ale mów mi Mel. Miałam wczoraj zły dzień.-powiedziałam odwzajemniając uśmiech. Dziś robiłam to naturalnie bez większych przymusów.
-Może chciała byś poznać moich przyjaciół?-powiedział wskazując na cztery postacie siedzące na kanapach w holu. Tylko jeden był do mnie przodem i był to Niall. Pakował do ust jakiegoś batonika.
-Dwóch z nich miałam przyjemność poznać, ale czemu nie.-powiedziałam podchodząc bliżej. Gdy byliśmy już koło nich Zayn obrócił głowę. Uśmiechnął się do mnie przyjaźnie i oparł o kanapę. Nie wydawał się być zły za moje wczorajsze zachowanie, a byłam strasznie chamska.
-Witamy panią nieuprzejmą.-powiedział blondyn robiąc obrażoną minę. Jeden z nich cicho się zaśmiał. Wydawało mi się, że to Harry jednak był to chłopak w czarnej koszulce i dżinsach. Po chwili namysłu stwierdziłam, że to Louis.
-Jestem Lou.-powiedział przytulając mnie. Byłam trochę zdziwiona tym gestem więc nawet go nie odwzajemniłam. Gdy się ode mnie odsunął podszedł ostatni chłopak, którego nie miałam okazji poznać. Był to Liam.
-Liam.-powiedział krótko wyciągając do mnie dłoń. Niepewnie ją uścisnęłam i spojrzałam na zegarek. Musiałam znaleźć pracę, a czas mijał.
-Ja muszę iść...-powiedziałam robiąc krok w tył.- Szukam pracy.-powiedziałam trochę zmieszana. Wydawało mi się, że oni nie wiedzą co to znaczy. Od razu skarciłam się za takie stwierdzenie. Byli na prawdę normalni, a ja robiłam z nich nie wiadomo jakie gwiazdy.
-To my cię oprowadzimy po mieście. Może akurat będzie gdzieś oferta pracy.-powiedział ochoczo Harry. Lekko się uśmiechnęłam i przytaknęłam. Przydało by mi się zwiedzanie. Nie byłam tu nigdy, a pałętanie się samemu po obcym mieście nie brzmiało dobrze.
-No to się zbieramy!-powiedział Zayn wstając i prowadząc mnie do drzwi. Spojrzałam na niego ukradkiem i dostrzegłam jak mi się przygląda. Nie wiedziałam co go tak we mnie interesuje, ale gdy się we mnie tak wpatrywał przechodziły mnie ciarki.
   Po chwili siedzieliśmy a mini vanie. Siedziałam z tyłu między Niallem, a Liamem. Jeden  objadał się jakimiś ciastkami, a drugi siedział w milczeniu wpatrując się w krajobraz za oknem. Liam wydawał się być najbardziej rozsądny z piątki, za to Niall najbardziej wygłodniały. Harry robił wrażenie miłego i przyjaźnie nastawionego, Lou to wariat bez dwóch zdań, który lubi się przytulać, a Zayn był inny... Cały czas uważnie mi się przyglądał, śledząc każdy mój ruch. Po około dwudziestu minutach byliśmy pod jakąś restauracją. Było dość dużo ludzi, ale nie przeszkadzało mi to... Do czasu... gdy wszyscy zbiegli się widząc chłopaków myślałam, że mnie uduszą. Nie mogą oni chyba zbytnio pokazywać się na mieście.  Przecisnęliśmy się przez tłum fanów i weszliśmy do środka. Było tam mniejsze zainteresowanie, ale jednak nadal ktoś się nam przyglądał i fotografował.
- Nie przejmuj się nimi. Niedługo przywykną. Musimy zacząć się przyzwyczajać.-powiedział Lou siadając przy jednym z stolików. Reszta chłopców poszła w jego ślady jedynie Niall zdecydował się coś zamówić i podejść razem ze mną do baru. Chyba był bardzo głodny, co nie było nowością.
- Dzień dobry. Chciałam się spytać czy nie poszukują państwo kelnerki?-spytałam próbując zrobić jak najlepsze wrażenie. Mężczyzna za barem uważnie mi się przyjrzał i uśmiechnął.
-Właściwie to tak... A co szukasz pracy?-spytał unosząc jedną brew.
-Przepraszam bardzo, ale ja chcę coś zamówić!-powiedział oburzony Niall i zaczął stukać palcami o blat. Spojrzałam na niego prosząc by dał spokój po czym chłopak grzecznie wrócił do stolika.
-Tak szukam. Jest mi potrzebna od zaraz...-powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam.
-Właśnie zaczyna się sezon i jest więcej ludzi więc... Masz tę pracę. Zaczynasz od jutra od siódmej rano.-powiedział czyszcząc blat. jeszcze szerzej się uśmiechnęłam po czym zamówiłam cztery pizze. Oczywiście Niall dostał osobną.
_________________
I jest 2! Na razie mało akcji, ale w kolejnym będzie lepiej. Na razie takie bliższe poznanie. Mam nadzieję, że wam się podoba;)

18 kwietnia 2012

[1]-Jedna osoba, czy masz już towarzysz? Jeśli nie to chętnie się przyłączę.

                                  Spakowałam do walizki ostatnią parę spodni i usiadłam na niej. To wszystko było bez sensu. Zachowywałam się jak kompletna kretynka. Nie wiedziałam dokąd miałabym uciekać, a poza tym nie miałam ani grosza w portfelu. Oparła  głowę o dłonie i wlepiłam wzrok w obrazek na szafce. Kolorowa ramka przykuwała wzrok i sprawiła, że postanowiłam wstać. Powoli podeszłam do szafki, po czym wzięłam zdjęcie w ręce. Było one zrobione na plaży dziesięć lat temu. Leżałam z tatą na ręczniku i opalałam się. Te kilka lat temu wszystko było jeszcze dobrze. Wydawało mi się, że zostanie już tak na zawsze, ale zaraz po urodzeniu bliźniaków nie mieli dla mnie czasu. Stałam się piątym kołem u wozu. Wakacje spędzaliśmy w domu, bo ojciec musiał jeździć do pracy. Odstawiła  zdjęcie na swoje miejsce i wyszłam z pokoju. Nie zdziwiło mnie gdy zauważyłam, że nikogo w domu, ale i tak byłam zła, że  mnie nie poinformowali. Chodź to działało na moją korzyść. Podeszłam do barku w którym ojciec trzymał pieniądze i od kluczyłam go. Wyjęłam z naszej skrytki pokaźną sumkę pieniędzy, nie wiem ile dokładnie. Część schowałam do portfela, a część do torby po czym ruszyłam w stronę wyjścia. Zatrzymałam się tylko na chwilę by spojrzeć ostatni raz na dom po czym wyszłam zakluczywszy za sobą drzwi.  Po drodze wysłałam smsa do rodziców z wiadomością, że muszę pomyśleć i odpocząć. Nie sądziłam, że ich to zbytnio zainteresuje, ale należały się im jakieś słowa wyjaśnienia.

                Kolejny raz spojrzałam na bilet w mojej dłoni i zastanowiłam się czy dobrze robię. Po raz kolejny zaczynałam wątpić i żałować. Wolnym krokiem skierowałam się w stronę rękawa prowadzącego do mojego samolotu. Pokazałam bilet kobiecie stojącej przy wejściu i usiadłam na pierwszym lepszym miejscu. Czekał mnie kilku godzinny lot, a gdy zobaczyłam kto siedzi za mną myślałam, że zwariuję. Wysoka kobieta usidła centralnie za mną wraz z dzieckiem, które bez przerwy płakało.  Wyjęłam z torebki mojego iPoda i włożyłam słuchawki do uszu. Słuchałam wszystkich piosenek bez większego zainteresowania. Ostatni raz spojrzałam na bilet, który miał być moją przepustką do Londynu i dałam się złapać w objęcia Morfeusza.

              -Proszę się obudzić.-usłyszałam mił, kobiecy głos i otworzyłam wystraszona oczy. zamrugałam powiekami po czym stwierdziłam, że wylądowaliśmy. Już po chwili stała przed lotniskiem wpatrując się w zachmurzone niebo. Nigdy nie pojmowałam jak w Europie mogą być chłodne wakacje. Kojarzyły mi się one raczej z błękitnym morzem i palmami. Jednak po przyjeździe tu moje wszelkie podejrzenia zostały rozwiane. gdy na mój nos skapnęła pierwsza kropla uświadomiłam sobie, że tu wcale nie musi być idealnie. Dopiero teraz zorientowałam się, że nie mam z sobą mojej walizki. Nie miałam pojęcia czemu nie wzięłam jej z taśmy. Weszłam z powrotem do środka i podeszłam do recepcji.
-Przepraszam.-powiedziałam do szczupłej blondynki za kontuarem.- Czy jest tu może jakaś czerwona torba?-spytałam patrząc na przesuwającą się taśmę.
-Niestety nie. Wszystkie walizki zostały już zabrane.-powiedziała a ja zrobiłam oczy jak pięć złotych. Więc ktoś najbezczelniej na świecie zakosił moją torbę.
-Pięknie...-powiedziałam do siebie wznosząc oczy do nieba.- Czemu mnie tak Boże karzesz?-spytałam i poczułam jak kobieta mi się przygląda.
-Możemy sporządzić notatkę. Jeśli coś takiego znajdziemy poinformujemy panię. Proszę wypełnić formularz. - na prawdę nie miałam co robić tylko wypełniać formularze zgłoszeniowe. Niechętnie wzięłam kartkę i uzupełniłam swoimi danymi po czym wręczyłam ją kobiecie. Po chwili znowu byłam na zewnątrz próbując złapać jakąś taksówkę. Po wielu próbach udało mi się i wsiadłam do jednej z nich.
-Poproszę do najbliższego hotelu.-powiedziałam i wyjęłam z torebki portfel. jak się okazało , co z moim szczęściem jest normalnie zostało mi pieniędzy może na jedną noc. Góra dwie. Moje szczęście było zniewalające. Musiałam znaleźć jak najszybciej prace, by mieć z czego się utrzymać, ale ja w ogóle nie znałam tej okolicy. W Londynie byłam pierwszy raz w życiu i jak ja miałam się tu odnaleźć? Nim się obejrzałam auto zatrzymało się, a starszy mężczyzna obrócił się w moją stronę. Wręczyłam mężczyźnie banknot i wysiadłam z auta. Przede mną był ogromny budynek, na którym widniał szyld głoszący iż znajdujemy się w hotelu. Weszłam do środka rozglądając się w koło. Wszędzie krzątali się pracownicy hotelu i mieszkańcy. Odgarnęłam włosy, które akurat opadały mi an twarz i podeszłam do recepcji. Za kontuarem stała dziewczyna w moim wieku o ciemnej karnacji.
-Dzień dobry. Witamy w Hotelu London Forever. W czym mogę pomóc?-spytała uśmiechając się do mnie.
-Ile kosztuje jedna noc?-spytałam przyglądając się wnętrzu. Było tu na prawdę pięknie i nie liczyłam, że jest tanio. Miałam zaledwie sto funtów.
-Pięćdziesiąt funtów za dobę.-powiedziała machając do kogoś. Była strasznie roztrzepana i nie wiem jakim  cudem ją tu przyjęli. Nagle ktoś przeskoczył przez kontuar i stanął koło dziewczyny. Spojrzał na mnie unosząc jedną brew i spojrzał na kluczyki w szafkach.
-Jedna osoba, czy masz już towarzysz? Jeśli nie to chętnie się przyłączę.- dziewczyna wykręciła oczami i uderzyła chłopaka. Przyjrzałam mu się uważnie szukając jakiegoś znaku szczególnego. Miał piękne kręcone włosy i zielone oczy. Dopiero teraz zrozumiałam z kim mam do czynienia. Zamrugałam kilka razy po czym odwróciłam wzrok. To był Harry Styles! Chłopak z One Direction. Może i ten zespół nie był jakiś strasznie znany w Stanach, ale gdy widzisz przed sobą kogoś sławnego od razu miękną ci nogi i nie możesz oddychać.
-W takim razie po proszę pokój pojedynczy. Na jedną noc.-powiedziałam starając się nie patrzeć na bruneta. Jednak mój wzrok ciągnął do niego jak magnez. Dziewczyna wręczyła mnie kluczyk, a gdy byłam już przy windzie usłyszałam jak opieprza chłopaka. Cicho się zaśmiała i weszłam do środka.
___________
One Direction dopiero się pojawia, ale postaram się by było ich jak najwięcej. Do rozdziału nie mogłam się zabrać. Co siadałam to napisałam jedno zdanie i koniec weny. Wyszedł jaki wyszedł. Większość pisałam słuchając piosenki ,,Forever Young''

15 kwietnia 2012

Prolog

                      Wyjazd z kraju był tym czego pragnęłam od zawsze. Przesiadywanie w domu z dwójką młodszego rodzeństwa i rodzicami, którzy nie mają dla ciebie czasu to żadna przyjemność. Nawet jeśli mieszkasz w takim miejscu jak New York. Co chwilę słychać auta, krzyki, a to miejsce nie należy do bezpiecznych. Policja najzwyczajniej w świecie się leni, a my musimy sami siebie pilnować. Nie pamiętam kiedy ostatni raz się uśmiechałam. Niby wszystko było okey. Rodzina, dom, przyjaciele, ale tak na prawdę nie widziałam dla siebie przyszłości w tym kraju. Każdy mój krok był monitorowany, a wolność słowa w moim domu nie istniała. Jedynym sposobem była ucieczka od tego wszystkiego, ale kto by się na to odważył? Nie ja. Zbyt się bałam konsekwencji. Ale wszystko się zmieniło tamtego dnia... No, ale zacznijmy od początku!
          Pierwszy dzień wakacji, a ja siedzę w domu przed telewizorem wertując kanały telewizyjne. Nic nadzwyczajnego.  Spędzałam tak wszystkie dni w roku, ale w roku szkolnym miałam przynajmniej naukę i zajęty czas. Teraz musiałam zadowolić się powtórkami serialów i wrzeszczącymi bliźniakami bawiącymi się klockami. Nagle do mieszkania wbiegł ojciec. Rzucił na stół jakiś list i zaczął nerwowo chodzić w kółko.
-Rob nie denerwuj się tak znowu. Co się stało?-spytała mama. Na chwilę tylko na nich zerknęła po czym wróciłam do swoich zajęć.
-Jak mam się nie denerwować! Zobacz co ta małolata nawyrabiała! Wzięła moje auto i walnęła w kogoś! A tutaj masz rachunek za naprawę! Ponad trzy tysiące!-wrzeszczał mężczyzna. Podszedł do mnie i pociągnął mnie za rękę do kuchni.
-Puść mnie!-krzyknęłam wyrywając się. Mama patrzyła na mnie z dezaprobatą, a mnie mdliło. Taka doskonała rodzinka. Nie pasowałam tu nigdy.
-To ty za to zapłacisz!-wrzasnął ojciec. Założyłam ręce na piersi i pokazałam mu środkowy palcem, czego od razu pożałowałam. Nim zdążyłam go przeprosić dostałam w twarz. Pierwszy raz... Nigdy nikt w tym domu mnie nie uderzył.- Uważaj jak się zachowujesz!-spojrzałam z łzami w oczach na matkę, ale ta stała tylko z boku przyglądając się nam.Rzuciłam pilotem, który akurat miałam w ręce o ziemię i wysyczałam.
-Nienawidzę was! Słyszycie?! Nienawidzę!- krzyknęłam ojcu prosto w twarz i wbiegłam po schodach do swojego pokoju. Usiadłam pod drzwiami i powoli się po nich osunęłam. Nigdy nie myślałam, że ojciec jest do tego zdolny. To auto pożyczyłam tylko po to by mieć czym dojechać do szkoły, bo oni jak zwykle zapomnieli, że w ostatni dzień szkoły autobusy nie jeżdżą. Szybko się podniosłam i odgarniając włosy z twarzy wyjęłam z pod łóżka walizkę.
_________________
No więc tak... Hm... Taki średni. Nie podoba mi się. Zawsze może być lepiej. Rozdziały będę się starać dodawać co tydzień, ale niestety szkoła ma swoje własne zasady i nie patrzy na to, że piszę opowiadanie. Jeśli chcielibyście być informowani o kolejnych notkach to podawajcie w komentarzach swoje numery gg. Wygląd bloga jest do przerobienia więc nie zwracajcie na niego uwagi. Mam nadzieję, ze będziecie czytać i komentować.;)

Postacie

Melanie Shoot[17 lat]
,,Bóg lubi się nade mną znęcać. Szkoda, że nie wie jakie piekło na ziemi przechodzę.''

Zayn Malik[19 lat] 
,,Łatwe życie od zawsze, nie znaczy łatwe na zawsze.''

Harry Styles[18 lat]
,, Po co biec i gubić urywki życia, kiedy możesz iść i zapamiętywać każdy szczegół'' 
Niall Horan[19 lat] 
,,Potrzebuję jedzenia! Natychmiast! Lou zostaw moje żelki!''

Louis Tomlinson[ 20 lat]
,, Cieszyć się życiem i nosić uśmiech na twarzy!''

Liam Payne[19 lat]
,,Czasem czuję się z tymi klaunami jak w cyrku... Ale to moje klauny więc wara!''
Paul Coran[19 lat]


,,Czerp z życia to co najlepsze...''
_______________
Nie miałam pojęcia jak wam przedstawić postacie i czy w ogóle przedstawiać. Postawiłam na krótkie ,,cytaty''. Które raczej nie są cytatami bo są moimi słowami. No, ale miłego czytania.