3 maja 2012

[5]Co powiesz na to, że chłopcy dadzą koncert? Specjalnie dla ciebie.

                          Podeszłam bliżej, a gdy Zayn wstał wpadłam mu w ramiona. Uwiesiłam się mu na szyi i mocno wyściskałam. Cały się trząsł, nie umiałam tego powstrzymać. Był w całkowitej rozsypce.Gdy chłopak rozluźnił uścisk lekko się odsunęłam i spojrzałam mu w oczy. Nie płakał, ale oczy miał czerwone. Dopiero gdy otarł spływającą po moim policzku łzę zorientowałam się, że płacze.
-Nie becz mała.-powiedział całując mnie w czoło.
-Czemu mi nie powiedziałeś?-spytałam siadając na jednym z krzesełek. Zayn usiadł obok mnie. Spojrzałam pierw na niego, a potem na Paula który stał z boku i się nam przyglądał.- Zaraz wracam...-powiedziałam podchodząc do Paula.
-Kto to?-spytał blondyn mierząc wzrokiem mojego przyjaciela.
-To mój przyjaciel. Możesz mi dać na jutro wolne? Proszę. Ja muszę być z nim.-powiedziałam cicho zerkając kątem oka na szatyna.
-Jasne. Nie ma sprawy. Jak będziesz czegoś potrzebować dzwoń.-powiedział i całując mnie w policzek odszedł. Wróciłam do Zayna i napotkałam wściekłe spojrzenie wymierzone w Paula. Nie miałam pojęcia co jest grane, ale postanowiłam to zignorować.
- Nie miałem kiedy.-odpowiedział na moje wcześniejsze pytanie i podszedł do szyby naprzeciwko nas. Wstała i podążyłam za nim. Na łóżku leżała dziewczynka. Miała może z dziewięć lat i piękne ciemne włosy tak samo jak Zayn.- Czemu to nie mogę być ja...-powiedział przykładając czoło do szyby.  Utkwiłam w nim wzrok i sama poczułam jego cierpienie.
-Nie mów tak... Proszę... Ktoś tam na górze chciał by tak było.-wiedziałam, ze Zayn jest innej wiary i gdybym powiedziała Bóg mógłby mnie źle zrozumieć.- Ale jeśli chce by przeżyła to przeżyje. Safaa wygląda na silną dziewczynkę.-złapałam rękę Zayna i mocno ją uścisnęłam. Chłopak spojrzał na mnie i blado się uśmiechnął.
-To jej to powiedz... Ona pogodziła się już z tym, że zginie. Chce by nastąpiło to jak najszybciej.- powiedział splatając swoje palce z moimi. Spojrzałam z powrotem na dziewczynkę i zauważyłam jak się nam przygląda. Lekko się uśmiechała.
-Chodźmy do niej...-powiedział ciągnąc Zayna za rękę do sali. -Cześć Safaa.-powiedziałam wchodząc do środka i siadając na jednym z krzesełek. Szatyn nie usiadł. Stanął za mną kładąc mi ręce na ramionach.
-Cześć. Mój brat nareszcie znalazł sobie dziewczynę. Co za ulga... Myślałam, że wiecznie będzie singlem.-powiedziałam szeroko się uśmiechając. Cicho się zaśmiałam i spojrzałam na chłopaka. Ten jednak nie miał humoru. Stał niewzruszony przypatrując się nam.
-Jestem Melanie. Jak się czujesz?-spytałam. Zayn nachylił się nad moim uchem i wyszeptał.
-Moja matka się nam przygląda.-spojrzałam w stronę szyby i przytaknęłam głową na znak powitania. Kobieta była niska, miała ciemne włosy i taką samą karnację jak jej dzieci. Oczy miała ciemne i podkrążone, ale mimo to wyglądała pięknie.
- Czy to ma jakieś znaczenie? I tak niedługo zejdę z tego świata.-powiedziała pochmurniejąc. Postanowiłam podnieść ją trochę na duchu.
-Lubisz słuchać swojego brata i jego przyjaciół?-spytałam jeżdżąc palcem po jej ręce. Dziewczynka przytaknęła, a ja się uśmiechnęłam.- A co byś powiedziała gdybym ci powiedziała, że jest szansa na przeżycie? Taka mała, ale jest.-powiedziałam.
-Nie ma.-odparła krótko dziewczynka.
-Ja wiem swoje! Kiedyś u mnie w szkole była moja koleżanka chora na białaczkę.-mówiłam prawdę.- I przeżyła dzięki pieniądzom które zebraliśmy na koncercie charytatywnym.- to już nie była prawda. Vicky zmarła, ale pieniądze uratowały życie innym dzieciom.
-Na prawdę?-powiedziała Safaa nie wierząc.
-Na prawdę. W Ameryce jest taki specjalny szpital, ale jest jeden warunek.-powiedziałam ściskając jej dłoń. Czułam, że powoli mi wierzy.- Pacjentka też musi tego chcieć. Co powiesz na to, że chłopcy dadzą koncert? Specjalnie dla ciebie.- Zayn jakby nagle drgnął bo usiadł obok mnie i spojrzał na mnie.
-Jestem za!-powiedziała szatynka szeroko się uśmiechając. Każdy taki uśmiech na twarzy chorego dziecka napawał nadzieją i wiem jak ważna była teraz dla Zayna i jego mamy.
-A ty nie masz nic do gadania.-powiedziałam uderzając przyjaciela w tors. Nagle na jego twarzy pojawił się uśmiech. Może jeszcze nie taki jak wcześniej, ale jednak uśmiech.- Śpij mała.-powiedziałam i puszczając jej dłoń wyszłam z pomieszczenia, a za mną Zayn.
-Dobry...-nim zdążyłam przywitać się z matką Zayna ten wziął mnie na ręce i okręcił w koło własnej osi. -Twoja mama...-powiedziałam cicho mu na ucho, ale ona nawet nie zwrócił na to uwagi.
-Jesteś wspaniała! To jest świetny pomysł! Możemy ją uratować!-powiedział stawiając mnie na ziemi i podbiegając do matki.
-A przynajmniej podtrzymać na duchu.- powiedziałam patrząc w uradowane oczy kobiety.
-A co to za pomysł?- Zayn zaczął z zapałem opowiadać o moim planie. Zorganizowanie takiego koncertu wymagało dużo pracy, ale on był zdolny zostawić wszystko karierę, przyjaciół... By tylko uratować siostrę. Widać było, że ja kocha. Siedzieliśmy tak przed salą, a mama chłopaka słuchała coraz to bardziej się uśmiechając. Nie wiem kiedy moja głowa opadła na ramię chłopaka i zasnęłam.
***
                              Obudziłam się czując jak ktoś mnie bierze na ręce. Otworzyłam powoli oczy i ujrzałam jasne światło. To było słońce. Po deszczowej nocy nastał słoneczny dzień, zachęcający do wstania. Ja jednak byłam tak zmęczona, że tylko wtuliłam się w tors chłopaka, który mnie niósł. Uśmiechnęłam się czując perfumy bardzo bliskiej mi po dzisiejszej nocy osobie, a mianowicie Zayna. Usłyszałam jak otwierają się drzwi i nagle ktoś polał mnie wodą. Przestraszona zaczęłam wrzeszczeć i wypadłam Zaynowi z objęć. Wylądowałam na twardej ziemi co skutkowało kilkoma siniakami. Spojrzałam zaspanymi oczyma na Louisa, a potem na resztę chłopców. Jedynie Nialla nie było, ale zaraz dotarł z kanapką w ręce. Uniosłam lekko głowę i przebiegłam po twarzach przyjaciół. Wszyscy byli zadowoleni z siebie, a ja byłam w okropnym stanie.
-Mel nic ci nie jest?-spytał Zayn pomagając mi wstać.  Zamrugałam tylko kilka razy co on chyba wziął za tak bo spojrzał na chłopaków.- Co wy wyrabiacie?
- Urządzaliśmy sobie bitwę, a ty się spóźniłeś.-ledwo stałam na nogach i najchętniej poszła bym się położyć, ale wiedziałam, że w przypadku chłopaków to tak nie działa.
-Mel chcesz się położyć? Wyglądasz na zmęczoną.-powiedział troskliwym głosem Zayn. 
-Odpowiedz mi na jedno pytanie. Czy w towarzystwie tych czterech chłopaków, a zwłaszcza Lou da się spać?- Zayn pokiwał przecząco głową, a ja wzruszając ramionami usiadłam na kanapie.- To powiedz im o naszym pomyśle.-powiedziałam przymykając oczy. Chłopak najwidoczniej widział, że odpływał bo usiadł obok i i wystawił mi swoje ramie. Może i nie było najwygodniejsze, ale zawsze coś. Za każdym jego słowem chłopcy byli jeszcze bardziej przejęci, a ja śpiąca.
________________
Podoba się? Mi średnio. Mam już napisane kilka kolejnych rozdziałów i powiem szczerze, że wśród nich są lepsze rozdziały.

2 komentarze:

  1. Bardzo mi się podoba :)
    Akcja nieźle się rozwija :D
    Uwielbiam Zayna :*
    Czekam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem, czemu ale mam wrażenie że jego siostra nie przezyje.. chce żeby przeżyła, ale tak sądze ..

    zapraszam do mnie, zostawisz komentarz ? c; music-is-my-life-forever.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń