13 czerwca 2012

[11]-Zayn to dupek i całkowicie na ciebie nie zasługuje.

                              -Josh nie rób sobie jaj. Nie mam humoru.-powiedziałam wymuszając uśmiech i już chciałam się obrócić w stronę łóżka kiedy on mnie na nie pchnął. Zaskoczona otworzyłam usta, a on tę chwilę wykorzystał by mnie pocałować.
-Zostaw mnie! Josh! Co ci odbiło?!-krzyknęła i chciałam go odepchnąć, ale on zablokował mi ręce swoimi dłońmi.
-Ten dupek nie jest ciebie wart... Jesteś moja...-powiedział całując mnie po jeszcze mokrej szyi. Poczułam jak do oczu napływają mi łzy.
-Josh! Cholera zostaw mnie!-krzyknęłam i zorientowałam się, że nogi też mam zablokowane.- Zostaw mnie!-wrzasnęłam jeszcze głośniej nie widząc żadnej poprawy. On jednak był zbyt zajęty obmacywaniem mnie by się zorientować, że krzyczę.- Przestań...-powiedział już cicho nie mając siły krzyknąć. Brunet spojrzał zaskoczony i pocałował mnie w obojczyk.
-Melanie musimy po...- usłyszałam głos Zayna i całkiem się rozpłakałam, a co jeśli pomyśli, że tego chcę?
-Spieprzaj. Jest zajęta.-powiedział Josh, a ja znowu spróbowałam się wyrwać. Nagle spostrzegłam wzrok Zayna i poczułam jak całkiem się rozklejam.
-Tak racja...-powiedział.- Przeze mnie!-krzyknął i uderzył go w twarz powalając tym samym. Wystraszona odskoczyłam. Zayn kopnął Josha w brzuch i podniósł za koszulkę.
-Ona cię nie kocha...-powiedział Josh przez zęby z głupim uśmieszkiem na twarzy.
-Możliwe, ale ciebie tym bardziej.-powiedział i uderzył nim o ścianę. W tym samym momencie do pokoju wbiegł Liam. Nie zwracając na mnie uwagi odciągnął mulata od Josha.
-Co się dzieje?-spytał widząc nabuzowanego Zayna. Chłopak szybko mu się wyrwał i wściekły jeszcze raz uderzył bruneta w twarz. Zaraz pojawił się Harry razem z Lou. Stali jak wyryci w marmurze i wszystkiemu się przyglądali. Po dłuższej chwili dopiero spostrzegli mnie, a właściwie Harry zobaczył. Podszedł do mnie i mocno przytulił.
-Cii... Już wszystko dobrze.-powiedział przytulając mnie tak bym nie patrzyła na Josha i Zayna.
-Niech on go zostawi...-powiedział dławiąc się łzami i podrywając na równe nogi. Stanęłam pomiędzy bijących się chłopak i ocierając szybko łzy spojrzałam w oczy Zayna. Nadal dało się w nich dostrzec wściekłość, odrazę i chęć wymierzenia sprawiedliwości.- Starczy...-powiedziałam łamiącym się głosem i właśnie wtedy wszedł Niall. Byliśmy w komplecie.
-Nie! Pożałuje tego co zrobił...-wysyczał szatyn i przeniósł wzrok ze mnie na mojego ,,przyjaciela''
-Już żałuje. Nie widzisz? Starczy...-powiedziałam przytulając się do niego. Nagle zapomniałam o tym całym artykule w gazecie i spisku liczył się tylko Zayn. Przez jakiś czas po prostu stał, ale potem odwzajemnił uścisk.
-Spieprzaj...-powiedział Zayn patrząc na Josha. Liam i Lou wyprowadzili go, Niall poszedł do baru[ jak zwykle], a Harry gdzieś uciekł.- Mel nic ci nie jest?-spytał podnosząc mnie i sadzając na łóżku. Spojrzałam w jego czekoladowe oczy i poczułam jak tonę w jego tęczówkach.- Jak go jeszcze kiedyś zobaczę... Zabiję go.-powiedział zaciskając ręce w pięści. Przesunęłam się bliżej niego i położyłam swoje dłonie na jego. Po chwili chłopak rozluźnił mięśnie co sprawiło, że mogłam spleść swoje palce z jego. Chłopak blado się uśmiechnął i przybliżył. Nasze twarze dzieliły milimetry aż w końcu jego różowe usta złączyły się z moimi. Znowu przeszyło mnie to miłe ciepło i chciałam by to trwało wieki. Wypuszczając jego ręce zarzuciłam swoje dłonie na jego szyję i przysunęłam się. Zayn przyciągnął mnie do siebie pogłębiając pocałunek i kładąc swoje ręce na mojej tali. Poczułam jak pomiędzy pocałunkami uśmiecha się, ja zresztą też. Po krótkiej chwili byliśmy nadzy, a wszystko w koło znikło pozostawiając nas samych.
***
                       Obudziłam się wtulona w tors mulata. Chłopak jeszcze smacznie spał. Zwinnie wyślizgnęłam się z jego uścisku i zakładając na siebie szlafrok weszłam do łazienki.  Ubrałam się w pierwsze lepsze ciuchy i wróciłam do pokoju. Zayn siedział na łóżku i trzymając się za głowę czytał coś na laptopie. Podeszłam bliżej i usiadłam koło niego.
-Co to jest?-spytałam widząc nagłówek głoszący ,,Zayn Malik korzysta z usług prostytutki. Skandal!''. Ja tak samo jak i on nie mogłam uwierzyć w to co widzę, a zwłaszcza dlatego, ze to ja byłam tą prostytutką. Wiedziałam jaka prasa potrafi być złośliwa. Zdjęcie pod nagłówkiem przedstawiało całującą się z Zaynem. To był już szczyt chamstwa. Czemu oni mnie wzięli za dziwkę?
-Nie przejmuj się nimi. Te szmatławce chcą zarobić.-powiedział szatyn przytulając mnie. Zrobiło mi się żal Zayna. Dopiero teraz spostrzegłam jakie on ma trudne życie. Te wszystkie plotki, fani...
-Przepraszam... To moja wina.-powiedziałam obejmując nogi rękoma.
-Żadna twoja wina. To oni wymyślają jakieś brednie. Chodźmy do kliniki lepiej.-powiedział wstając i ubierając się.
        Po krótkim czasie byliśmy już w klinice szukając pokoju Safay. Nie trudno było go znaleźć. Przed pokojem siedziała matka Zayna czytając jakieś czasopismo. Gdy mnie zobaczyła  trochę się przestraszyła, ale zaraz się uśmiechnęła. Powoli do niej podeszliśmy nie puszczając swoich rąk.
-Co z Saf?- spytał przejętym głosem Zayn puszczając moją dłoń. Nagle opuściło mnie to ciepło, które towarzyszyło mi aż do tego miejsca.
-Śpi. Lekarze przystąpią do operacji za godzinę.- odparła, a ja cicho westchnęłam. No, tak. Safaa miała przejść ostatnią, ale zarazem najważniejszą z operacji. Jeśli się uda... Znowu będzie tak jak zawsze.
***
        Upiłam łyk kawy i zamknęłam oczy. Byłam tak bardzo zdenerwowana. Na tę chwilę czekaliśmy tyle czasu. Zayn chodził zdenerwowany po korytarzy mrucząc coś pod nosem. Zabieg trwał już cztery godziny i niedługo powinien się skończyć, chyba że... Nie! Nie ma żadnych powikłań! Zapewniałam samą siebie. Nagle z sali wyszedł lekarz i zdejmując z twarzy maskę podszedł do mulata. Automatycznie się podniosłam i podeszłam bliżej.
   -Operacja przebiegła pomyślnie, ale zatrzymamy Safaę na obserwację.- powiedział po czym odszedł. Na mojej twarzy natychmiastowo pojawił się szeroki uśmiech, za to Zayn stał jakby te słowa do niego nie docierały. Mocno go uściskałam po czym weszłam do sali na której leżała mała. Wyglądała na bardzo zmęczoną i wycieńczoną, wiec wraz z jej matką ustaliliśmy, że wracamy do hotelu. N miejscu byliśmy już po upływie pół godziny. Gdy tylko weszliśmy do mojego pokoju usłyszałam jak Zayn skacze z radości. Zachowywał się jak małe dziecko, ale nie dziwiłam się mu.  Mocno mnie do siebie przyciągnął i złożył na moich ustach delikatny pocałunek. Kąciki moich ust mimowolnie powędrowały ku górze, po czym poczułam jak ręce chłopaka wędrują co raz niżej. Nie opierałam się gdy złapał mnie za pupę i przeniósł na łóżko. Dopiero gdy chłopak zaczął majsterkować przy moich spodniach ocknęłam się. Odepchnęłam od siebie Zayna i lekko się odsunęłam.
   -Nie chcę..- powiedziałam stanowczo patrząc w jego rozczarowane oczy.
   -Nie rozumiem. Myślałem, że mnie kochasz.- powiedział rozczarowany, a ja wybuchłam.
   -Nie wiem czy wiesz, ale miłość nie polega na seksie! Nie tylko o to w tym wszystkim chodzi!- krzyknęłam podnosząc się.
   -Ale jeśli się kogoś kocha to ufa się mu w stu procentach.- usłyszałam ze strony szatyna i w tamtym momencie całkowicie wybuchłam. Emocje mną targały na wszystkie strony, a ja nie umiałam się opanować. Nie chciałam tak ważnej chwili psuć.
    -I myślisz, ze tu chodzi tylko o jedno?! Najwidoczniej nie znasz definicji zaufania! Zadzwoń jak dowiesz się co to znaczy kochać.- powiedziałam wściekły i wybiegłam z pokoju. Od razu pokierowałam się w stronę gdzie mieszkał tymczasowo Harry. Chciałam móc się komuś wyżalić.Nie pukając weszłam do środka.
     -Melanie.- powiedział widząc mnie całą zalaną łzami. Usiadłam na łóżku chłopaka i wtuliłam się w jego tors.- Ej spokojnie mała.- powiedział głaszcząc mnie po głowie.
     -Czemu to zawsze kończy się kłótnia?- spytałam sama siebie i zamknęłam oczy. 
     -Może omówimy to przy lampce wina?- spytał chłopak wstając i sięgając do barku po alkohol. Nim się zorientowałam byłam całkiem pijana. Jedna lampka wina przemieniła się w dwie butelki, plus jakiś trunek, którego nie znałam.
      -Zayn to dupek i całkowicie na ciebie nie zasługuje.- powiedział Harry. On był całkowicie trzeźwy. Nagle wszystko zaczęło zamazywać mi się przed oczyma. Pamiętam tylko jak całowałam się z Harrym i jak zaczął mnie rozbierać.
       -Harry... Nie...- wyszeptałam odpychając go ostatkami sił. To jednak nie działało. Potem zasnęłam jak małe dziecko. 

_______
Oj zamieszałam... Wiem;) Ale o to chodziło. Chcę teraz trochę to nakręcić i mam już pomysł na koniec, który zaskoczy was w stu procentach. Mogę wam przyrzec, że się nie zawiedziecie;)

8 czerwca 2012

[10]-Jesteś nic nie wartym śmieciem! Jak ja mogłam się tak dać omotać! Ja głupia myślałam, że mnie kochasz!

                                W Nowym Jorku byliśmy już czwarty dzień. Chłopcy ustalali coś w sprawie trasy koncertowej. Wiedziałam, że prędzej czy później nadejdzie ten czas i będę musiała dać im wyjechać, ale tak bardzo nie chciałam. Ziewnęłam przeciągle i usiadłam przy stolików z śniadaniem. Chłopców jeszcze nie było. Wzięłam do ręki prasę, która leżała na wierzchu i przekartkowałam. Same wiadomości z świata polityki... Nagle mój wzrok przykuł czerwony nagłówek, a do oczu napłynęły łzy. Zacisnęłam dłonie w pieści tym samym gniotąc gazetę. To nie mogła być prawda. Wstałam i powstrzymując się od łez ruszyłam w kierunku swojego pokoju. Po drodze jednak spotkałam Zayna. Nie zawahałam się nawet przez chwilę dać mu w twarz. Wymierzyłam mu policzek, a jego oczy pociemniały. Był bardziej zaskoczony niż wściekły.
-Ty świnio! Jak mogłeś!-wrzasnęłam i spojrzałam mu głęboko w oczy. Wiedziałam, że nie wie o co chodzi więc otworzyłam gazetę i pokazałam chłopakowi artykuł który głosił,, Czyżby nowa miłość Zayna Malika?''. Pod spodem widniało zdjęcie chłopaka jak całuje się z jakąś dziewczyną i data... Chłopak przełknął głośno ślinę i uniósł wzrok spoglądając mi w oczy.-Nie chcę cię znać...-powiedziałam wymijając go. Chłopak jednak szybko złapał mnie za nadgarstek i mocno przytrzymał.
-To wszystko jest ustawione. To tylko dla prasy. Zrozum. tak kazał mi menadżer.-powiedział i przyciągnął. Zapragnęłam mu dać jeszcze raz w twarz, ale tym razem dwa razy mocniej. Jego uścisk był jednak za silny.
-Jesteś nic nie wartym śmieciem! Jak ja mogłam się tak dać omotać! Ja głupia myślałam, że mnie kochasz!-krzyknęłam i wyrywając się pobiegłam w stronę pokoju. Tuż za rogiem spotkałam Harry' ego.- Wiedziałeś o tym!-krzyknęłam płacząc.
-Ale o czym?-spytał zaskoczony patrząc na mnie z bólem.
-To był wasz spisek! Wiedziałeś i nic nie powiedziałeś! A ja ci ufałam! Liczyłam na ciebie! Na was wszystkich!- krzyknęłam dławiąc się łzami i wbiegając od pokoju. Trzasnęłam drzwiami i osunęłam się po nich na podłogę. Ukryłam twarz w dłoniach i usłyszałam ciche kroki z łazienki. Po chwili moim oczom ukazała się matka Zayna. Przestraszona podeszła do mnie i kucnęła na przeciw mnie.
-Melanie... Co się stało?-spytało. Nie odpowiedziałam. Zechciałam móc wtulić się w jej koszulę i wypłakać. Kobieta przyciągnęła mnie do siebie i pocałowała w czubek głowy. Mocno ją przytuliłam głośno przy tym szlochając. Uspokoiłam się dopiero po dobrej godzinie, ale nadal byłam w rozsypce. Matka Zayna musiała iść do Safay, ale powiedziała, że wróci jak najszybciej. Wiedziałam, że nie obędzie się bez pytań, ale co miałam zrobić? Powiedzieć jej, że jej syn zdradził mnie? Usiadłam na parapecie i spojrzałam przez okno. Po jakimś czasie ktoś złapał za klamkę, a widząc że jest zamknięte zaczął walić pięściami w drzwi. Słychać było jak Zayn klnie i załamany kopie w drzwi nogą. Po moim policzku spłynęła jeszcze większa ilość łez. Potem po kolei przychodzili wszyscy Niall, Louis, Liam i Harry. Przy tym ostatnim zapragnęłam otworzyć drzwi, ale powstrzymałam się. Przeniosłam się na łóżko i właśnie wtedy usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Wiedziałam, że nie jest to nikt z One Direction oni z rozpaczy walili w drzwi z całych sił. Nieznajomy nie słysząc żadnych zaprosin cicho się odezwał.
-Melanie. Wiem, że tam jesteś.-powiedział czułym głosem, a ja automatycznie się poderwałam. Otworzyłam drzwi, a widząc po ich drugiej stronie Josha wpadłam mu w ramiona. Mój płacz mógł mu się wydawać łzami szczęścia, ale tak na prawdę nawet jego wizyta mi nie pomogła.- Co się dzieje?-spytał zamykając za sobą drzwi i ocierając moje łzy. Zapewne wyglądałam okropnie.
-Josh... Jak dobrze, że jesteś...-tylko na tyle było mnie stać w tamtym momencie. Wtulona w jego tors zasnęłam zapominając całkiem o otwartych drzwiach od pokoju.
           Obudził mnie krzyk... Zayna! Szybko wstałam i spojrzałam jak mulat patrzy z odrazą na Josha. Ten tylko stał i próbował się opanować. Szybko wbiegłam pomiędzy nich i odepchnęłam szatyna.
-Zostaw go.-powiedziałam odsuwając Zayna. Ten spojrzał na mnie ze złością i wskazał palcem na mojego przyjaciela. Zastanawiałam się co takiego zobaczył, że aż tak się zdenerwował. Nie była to zwykła zazdrość, wiedziałam to od razu.
-Jeszcze raz ją dotkniesz...-wysyczał przez zęby patrząc prosto w oczy Joshowi po czym spojrzał na mnie przepraszająco. Wydawał się być tą całą sytuacją zmieszany.-Możemy porozmawiać? Proszę...-powiedział kładąc jedna rękę na kark. Przyjrzałam mu się uważnie po czym spojrzałam na Josha. Dopiero teraz zauważyłam, że jego warga jest rozcięta.
-Uderzyłeś go?! Wynoś się!- krzyknęłam pchając Zayna w stronę drzwi. Tego było już za dużo.
-Daj mi wyjaśnić...-powiedział cicho, łapiąc mnie przy tym za rękę. Wyrwałam się szybko i wypchnęłam go za drzwi.
-Pierw to zdjęcie, teraz to... Nie masz czego mi wyjaśniać! Spieprzaj do tej swojej dziwki!-powiedział i zatrzasnęłam mu przed nosem drzwi. Dopiero po chwili dotarło do mnie co zrobiłam. Jak mogłam go tak potraktować? Możliwe, że przeżywa teraz najtrudniejszy okres, a ja tak się zachowałam. Opadłam na podłogę cicho łkając i ukrywając twarz w dłoniach.  Inaczej wyobrażałam sobie nasz związek. Brunet podszedł do mnie i mocno przytulił całują w czoło.
-Spokojnie mała... On na ciebie nie zasługuje.-powiedział, a ja go odepchnęłam.
-To ja nie zasługuję na niego! On jest wspaniały! Nic o nim nie wiesz... Ja go kocham!-krzyknęłam po czym zamknęłam się w łazience i usiadłam na toalecie.
-Melanie...-usłyszałam zbolały głos Josha i zechciałam by chłopak znikł. Nie chciałam jeszcze teraz go krzywdzić.- Przepraszam...- powiedział po czym usłyszałam tylko trzaskanie drzwiami. Powoli się podniosłam i podeszłam do lustra. Moja zazwyczaj blada twarz, teraz była jeszcze jaśniejsza, jakbym mieszkała na Alasce. Oczy miałam podkrążone i czerwone od łez, a usta suche i popękane. Nałożyłam na nie szybko mój balsam i oparłam się o umywalkę. Czas doprowadzić się do porządku. Wykonałam poranną toaletę, chodź było już dobrze popołudniu i patrząc ostatni raz w lustro wyszłam w samym ręczniku do pokoju. Ku mojemu zdziwieniu Josh nadal tam był. Przyglądał mi się z błyskiem w oku. Nie odzywając się do niego wyjęłam w szafki białą bokserkę, beżowe szorty i moje trampki w kolorze mięty.  Czując na biodrach czyjeś dłonie gwałtownie się odwróciłam.Josh przyglądał mi się z... Sama nie wiem, przecież to niedorzeczne! Wyglądał jakby pożerał mnie wzrokiem, a w jego oczach dało się wyczuć podekscytowanie.
-Co ty wyrabiasz?-spytałam patrząc na niego. Miał na sobie spodnie za kolano i niebieski t-shirt. Był niebezpiecznie blisko. Już wcześniej tak robił, ale pierwszy raz biło od niego takie pożądanie.
-A na co to wygląda?-zapytał jeżdżąc swoim palcem po moim nagim ramieniu. Stałam i nie mogłam się ruszyć. Nagle wszystkie mięśnie zastygły...

______
Hah... Mam nadzieję, że się podoba. Kolejny rozdział jest w trakcie tworzenia. Musze zaczepić o coś fabułę bo pisze o wszystkim i o niczym...

1 czerwca 2012

[9]-Nie martw się o mnie. Poznałam wspaniałych ludzi i czuję się świetnie.

                                    Usiadłam na jednej z ławeczek w poczekalni na odloty i wzięła od Harry'ego kawę, którą mi podał. Chłopak usiadł obok mnie i blado się uśmiechnął. Widziałam, że coś go gryzie, ale wiedziałam też, że nic mi nie powie. Siedzieliśmy więc tak w milczeniu, ja wpatrując się w ulatniającą się parę, a on bawiący się swoimi palcami. Co jakiś czas czułam jak mi się przygląda, ale ignorowałam to najlepiej jak umiałam.
- Melanie jesteś szczęśliwa?-spytał nagle opierając się o ławkę. Spojrzałam na niego zaskoczona pytaniem i zmrużyłam oczy. Sama nie wiedziałam. Czy ja na pewno jestem szczęśliwa? Co to tak właściwie szczęście? Da się je określić? Przywołałam w głowie obraz wysokiego szatyna i jego brązowych oczów, a na moich ustach pojawił się mimowolny uśmiech. Harry nie potrzebował mojej odpowiedzi. Po prostu wstał i przytaknął.- Cieszę się.-powiedział krótko po czym odszedł w kierunku rękawa prowadzącego do samolotu. Przypomniała mi się scena, która rozegrała się dzisiaj pod drzwiami domu chłopców. Wydawało mi się, że to najpiękniejsze chwile w moim życiu, ale czy aby na pewno? I co miało znaczyć to pytanie Loczka? Podniosłam się i upijając ostatni łyk napoju wyrzuciłam plastikowy kubek do kosza.
***
                            Po kolejnych sześciu godzinach lotu byliśmy na miejscu. O dziwo nie byłam zmęczona, ale Niall odstawiał jakieś cyrki. Chyba obraził się na Zayna, za to że to on zwrócił uwagę brunetki w samolocie. Na szczęście dziewczyna więcej do nas nie podeszła. Wzięłam swoją walizkę i poczułam jak ktoś mnie przytula. Była to mała Safaa. Uroczo się uśmiechała, a jej niebieskie oczka były radosne. Odwzajemniłam uśmiech gdy ktoś zabrał mi walizkę. Był to Louis. Zaoferował się, że on ją weźmie. Nie miałam nic przeciwko. Gdy usiedliśmy w aucie spojrzałam ukradkiem na Harry'ego. Siedział z brzegu i wyglądał przez szybę. Niall też był jakiś nie w sosie, ale on miał swoje powody. Wyjęłam z kieszeni telefon i przyjrzałam się zdjęciu na wyświetlaczu. Były na nim bliźniaki: Bonnie i Connie. Obydwie były cudowne i bardzo je kochałam mimo, że to właśnie one odebrały mi miłość rodziców.Ale przecież to nie ich wina. Safaa spojrzała na zdjęcie i wskazała palcem na Bonnie. Mimo, że bliźniaczki były identyczne ona właśnie wybrała Bonnie.
-Czemu ona jest smutna?-spytała, a ja spojrzałam na zdjęcie. Rzeczywiście mała była tego dnia w złym humorze, a wszystko przez... No właśnie. Przeze mnie. Tamtego dnia była ogromna kłótnia między mną, a ojcem. W napływie złości stłukłam porcelanowego aniołka, który należał do dziewczynki.
-Stłukłam jej ulubioną figurkę.-powiedziałam i poczułam jak Zayn mi się przygląda. Uśmiechnęłam się do niego niemrawo i spojrzałam za okno. Lou prowadził jak wariat, ale to dzięki temu już po piętnastu minutach byliśmy w hotelu. Safaa i mama Zayna pojechały od razu do kliniki, a my się rozpakowaliśmy. Usiadłam po turecku na ziemi i wyjęłam z walizki zdjęcie Josha[ mojego najlepszego przyjaciela]. Zabolało mnie, że przez ten cały czas nie zadzwonił, ale mogłam mu to wybaczyć. W końcu był na wsi u babci. Możliwe, że nie miał zasięgu. Przycisnęłam zdjęcie do siebie i zamykając oczy położyłam się na ziemi. Nie chciałam teraz płakać. Wzięłam głęboki wdech po czym powoli otworzyłam oczy i spojrzałam na wysokiego bruneta.  Jego oczy świeciły, a na twarzy gościł szeroki uśmiech. Stał oparty o ścianę w garniturze. Zdjęcie było zrobione tuż przed naszym balem w szkole. Było to największa impreza w tej okolicy. Koło chłopaka stała niska blondynka z uśmiechem na twarzy. Przytulała się do chłopaka, a na sobie miała beżową sukienkę w brązowe kropki. Uśmiechnęłam się widząc to i wyjęłam telefon. Wybrałam numer Josha i usiadłam na łóżku. Nie odbierał. Jak zwykle. Telefon zawsze zapominał, a z sobą nosił bezustannie tylko mp3. Muzyka towarzyszyła mu zawsze, grał w szkolnej kapeli. Usłyszałam ciche pukanie i równie cicho powiedziałam ,,Proszę.'' Już po chwili siedziałam wtulona w Zayna rozmawiając o wszystkim i niczym. Nie powiedziałam mu jednak nic o Joshu. Sądziłam, że to nie potrzebne.
***
                         Po dłuższym zastanowieniu stwierdziłam, że odwiedzę rodziców. Powiem im, że wszystko ze mną w porządku i chcę się usamodzielnić. Powinni zrozumieć. Zayn chciał iść ze mną, powiedziałam jednak stanowcze NIE. Moi rodzice mogli by źle zareagować na wieść, że mam chłopaka. Wpadli by w niepotrzebną histerię i na pewno nie wypuścili z domu. Po dziesięciu minutach drogi byłam pod drzwiami swojego domu. Nie wiedziałam czy mam dzwonić do drzwi, pukać czy po prostu wejść. Postawiłam na to pierwsze. Po krótkim czasie drzwi otworzyła mi kobieta w fartuszku. Ręce miała oblepione od jakiegoś ciasta, a twarz całą w mące, jak to ona. Na początku chyba mnie nie poznała bo stała i czekała aż coś po wiem, ale kiedy dotarło do niej, że to jej córka zaczęła wołać ojca i mocno mnie wyściskała.Wykręciłam oczyma i weszłam do środka. Bonnie i Connie przywitały mnie ciepłym uściskiem i całusami. Mocno je przytuliłam po czym spojrzałam na ojca. Stał oparty o ścianę przyglądając mi się spod byka.
-Czego tu chcesz?-spytał oschle, a mnie coś ukuło.
-Przyjechałam po swoje rzeczy.-wymyśliłam na poczekaniu i zobaczyłam jak mama idzie do kuchni.-Coś ci przeszkadza?-spytałam i wymijając go weszłam do siebie do pokoju. Uśmiechnęłam się widząc wszystko na swoim miejscu, a więc jednak im trochę na mnie zależy. Wyjęłam z szafy torbę i spakowałam najważniejsze rzeczy. Chwilę pobawiłam się z maluchami po czym wróciłam do korytarza. Widząc smutną twarz mamy blado się uśmiechnęłam i mocno ją przytuliłam.
-Nie martw się o mnie. Poznałam wspaniałych ludzi i czuję się świetnie.-powiedziałam całując ją w policzek. Wydawało mi się, że trochę ją uspokoiłam. Napotykając karcąc e spojrzenie ojca wyjęłam z torebki portfel i położyłam na stoliku pieniądze. Dokładnie taką samą sumę jaką im ukradłam. -Nie jestem złodziejką.-powiedziałam po czym wyszłam zamykając za sobą drzwi.
_____________
Nie wiem czy Josh będzie znaczącą postacią, ale chyba tak. oto i on: Josh