W Nowym Jorku byliśmy już czwarty dzień. Chłopcy ustalali coś w sprawie trasy koncertowej. Wiedziałam, że prędzej czy później nadejdzie ten czas i będę musiała dać im wyjechać, ale tak bardzo nie chciałam. Ziewnęłam przeciągle i usiadłam przy stolików z śniadaniem. Chłopców jeszcze nie było. Wzięłam do ręki prasę, która leżała na wierzchu i przekartkowałam. Same wiadomości z świata polityki... Nagle mój wzrok przykuł czerwony nagłówek, a do oczu napłynęły łzy. Zacisnęłam dłonie w pieści tym samym gniotąc gazetę. To nie mogła być prawda. Wstałam i powstrzymując się od łez ruszyłam w kierunku swojego pokoju. Po drodze jednak spotkałam Zayna. Nie zawahałam się nawet przez chwilę dać mu w twarz. Wymierzyłam mu policzek, a jego oczy pociemniały. Był bardziej zaskoczony niż wściekły.
-Ty świnio! Jak mogłeś!-wrzasnęłam i spojrzałam mu głęboko w oczy. Wiedziałam, że nie wie o co chodzi więc otworzyłam gazetę i pokazałam chłopakowi artykuł który głosił,, Czyżby nowa miłość Zayna Malika?''. Pod spodem widniało zdjęcie chłopaka jak całuje się z jakąś dziewczyną i data... Chłopak przełknął głośno ślinę i uniósł wzrok spoglądając mi w oczy.-Nie chcę cię znać...-powiedziałam wymijając go. Chłopak jednak szybko złapał mnie za nadgarstek i mocno przytrzymał.
-To wszystko jest ustawione. To tylko dla prasy. Zrozum. tak kazał mi menadżer.-powiedział i przyciągnął. Zapragnęłam mu dać jeszcze raz w twarz, ale tym razem dwa razy mocniej. Jego uścisk był jednak za silny.
-Jesteś nic nie wartym śmieciem! Jak ja mogłam się tak dać omotać! Ja głupia myślałam, że mnie kochasz!-krzyknęłam i wyrywając się pobiegłam w stronę pokoju. Tuż za rogiem spotkałam Harry' ego.- Wiedziałeś o tym!-krzyknęłam płacząc.
-Ale o czym?-spytał zaskoczony patrząc na mnie z bólem.
-To był wasz spisek! Wiedziałeś i nic nie powiedziałeś! A ja ci ufałam! Liczyłam na ciebie! Na was wszystkich!- krzyknęłam dławiąc się łzami i wbiegając od pokoju. Trzasnęłam drzwiami i osunęłam się po nich na podłogę. Ukryłam twarz w dłoniach i usłyszałam ciche kroki z łazienki. Po chwili moim oczom ukazała się matka Zayna. Przestraszona podeszła do mnie i kucnęła na przeciw mnie.
-Melanie... Co się stało?-spytało. Nie odpowiedziałam. Zechciałam móc wtulić się w jej koszulę i wypłakać. Kobieta przyciągnęła mnie do siebie i pocałowała w czubek głowy. Mocno ją przytuliłam głośno przy tym szlochając. Uspokoiłam się dopiero po dobrej godzinie, ale nadal byłam w rozsypce. Matka Zayna musiała iść do Safay, ale powiedziała, że wróci jak najszybciej. Wiedziałam, że nie obędzie się bez pytań, ale co miałam zrobić? Powiedzieć jej, że jej syn zdradził mnie? Usiadłam na parapecie i spojrzałam przez okno. Po jakimś czasie ktoś złapał za klamkę, a widząc że jest zamknięte zaczął walić pięściami w drzwi. Słychać było jak Zayn klnie i załamany kopie w drzwi nogą. Po moim policzku spłynęła jeszcze większa ilość łez. Potem po kolei przychodzili wszyscy Niall, Louis, Liam i Harry. Przy tym ostatnim zapragnęłam otworzyć drzwi, ale powstrzymałam się. Przeniosłam się na łóżko i właśnie wtedy usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Wiedziałam, że nie jest to nikt z One Direction oni z rozpaczy walili w drzwi z całych sił. Nieznajomy nie słysząc żadnych zaprosin cicho się odezwał.
-Melanie. Wiem, że tam jesteś.-powiedział czułym głosem, a ja automatycznie się poderwałam. Otworzyłam drzwi, a widząc po ich drugiej stronie Josha wpadłam mu w ramiona. Mój płacz mógł mu się wydawać łzami szczęścia, ale tak na prawdę nawet jego wizyta mi nie pomogła.- Co się dzieje?-spytał zamykając za sobą drzwi i ocierając moje łzy. Zapewne wyglądałam okropnie.
-Josh... Jak dobrze, że jesteś...-tylko na tyle było mnie stać w tamtym momencie. Wtulona w jego tors zasnęłam zapominając całkiem o otwartych drzwiach od pokoju.
Obudził mnie krzyk... Zayna! Szybko wstałam i spojrzałam jak mulat patrzy z odrazą na Josha. Ten tylko stał i próbował się opanować. Szybko wbiegłam pomiędzy nich i odepchnęłam szatyna.
-Zostaw go.-powiedziałam odsuwając Zayna. Ten spojrzał na mnie ze złością i wskazał palcem na mojego przyjaciela. Zastanawiałam się co takiego zobaczył, że aż tak się zdenerwował. Nie była to zwykła zazdrość, wiedziałam to od razu.
-Jeszcze raz ją dotkniesz...-wysyczał przez zęby patrząc prosto w oczy Joshowi po czym spojrzał na mnie przepraszająco. Wydawał się być tą całą sytuacją zmieszany.-Możemy porozmawiać? Proszę...-powiedział kładąc jedna rękę na kark. Przyjrzałam mu się uważnie po czym spojrzałam na Josha. Dopiero teraz zauważyłam, że jego warga jest rozcięta.
-Uderzyłeś go?! Wynoś się!- krzyknęłam pchając Zayna w stronę drzwi. Tego było już za dużo.
-Daj mi wyjaśnić...-powiedział cicho, łapiąc mnie przy tym za rękę. Wyrwałam się szybko i wypchnęłam go za drzwi.
-Pierw to zdjęcie, teraz to... Nie masz czego mi wyjaśniać! Spieprzaj do tej swojej dziwki!-powiedział i zatrzasnęłam mu przed nosem drzwi. Dopiero po chwili dotarło do mnie co zrobiłam. Jak mogłam go tak potraktować? Możliwe, że przeżywa teraz najtrudniejszy okres, a ja tak się zachowałam. Opadłam na podłogę cicho łkając i ukrywając twarz w dłoniach. Inaczej wyobrażałam sobie nasz związek. Brunet podszedł do mnie i mocno przytulił całują w czoło.
-Spokojnie mała... On na ciebie nie zasługuje.-powiedział, a ja go odepchnęłam.
-To ja nie zasługuję na niego! On jest wspaniały! Nic o nim nie wiesz... Ja go kocham!-krzyknęłam po czym zamknęłam się w łazience i usiadłam na toalecie.
-Melanie...-usłyszałam zbolały głos Josha i zechciałam by chłopak znikł. Nie chciałam jeszcze teraz go krzywdzić.- Przepraszam...- powiedział po czym usłyszałam tylko trzaskanie drzwiami. Powoli się podniosłam i podeszłam do lustra. Moja zazwyczaj blada twarz, teraz była jeszcze jaśniejsza, jakbym mieszkała na Alasce. Oczy miałam podkrążone i czerwone od łez, a usta suche i popękane. Nałożyłam na nie szybko mój balsam i oparłam się o umywalkę. Czas doprowadzić się do porządku. Wykonałam poranną toaletę, chodź było już dobrze popołudniu i patrząc ostatni raz w lustro wyszłam w samym ręczniku do pokoju. Ku mojemu zdziwieniu Josh nadal tam był. Przyglądał mi się z błyskiem w oku. Nie odzywając się do niego wyjęłam w szafki białą bokserkę, beżowe szorty i moje trampki w kolorze mięty. Czując na biodrach czyjeś dłonie gwałtownie się odwróciłam.Josh przyglądał mi się z... Sama nie wiem, przecież to niedorzeczne! Wyglądał jakby pożerał mnie wzrokiem, a w jego oczach dało się wyczuć podekscytowanie.
-Co ty wyrabiasz?-spytałam patrząc na niego. Miał na sobie spodnie za kolano i niebieski t-shirt. Był niebezpiecznie blisko. Już wcześniej tak robił, ale pierwszy raz biło od niego takie pożądanie.
-A na co to wygląda?-zapytał jeżdżąc swoim palcem po moim nagim ramieniu. Stałam i nie mogłam się ruszyć. Nagle wszystkie mięśnie zastygły...
______
Hah... Mam nadzieję, że się podoba. Kolejny rozdział jest w trakcie tworzenia. Musze zaczepić o coś fabułę bo pisze o wszystkim i o niczym...
Boskiii <3
OdpowiedzUsuńW życiu lepszego nie czytałam !! Wymiata . Chce więcej takich *_*
Kocham twojego bloga <33
Błagam, błagam BŁAGAM! Miej sumienie i dodaj nowy rozdział jak najszybciej :) A ten rozdział jest świetny ^^.
OdpowiedzUsuńUuuuu...robi się niebezpiecznie :)
OdpowiedzUsuńNie wiem czemu ale mam dziwne wrażenie ,że jeszcze nas porządnie zaskoczysz :P
Rozdział jest świetny :)
Czekam :*
Mogłabym prosić kontakt ? Gubby ;D
OdpowiedzUsuńJasne pisz na gg. 36612330
Usuń