3 lipca 2012

Epilog

     Długo zastanawiałam się czy wracać do Londynu. Chłopcy bardzo mnie do tego namawiali, tylko Zayn siedział cicho nie odzywając się do mnie. Wszyscy wiedzieli o moim potknięciu, a brukowce ten fakt ukazywali na pierwszym stronach gazet. Powoli przestawałam się tym przejmować, ale cały czas myślałam jak odzyskać Zayna. Jak mogę sprawić by mi po raz kolejny zaufał. Nie miałam pojęcia. Nikt nie mógł nam pomóc.
    -Dobrze skarbie, że wróciłaś.- cały czas słyszałam głos matki, a gdy to się działo chciało mi się jeszcze bardziej płakać. Nie wiem czemu postanowiłam wrócić do domu.
    Wszyscy mi mówią, że osiemnaste urodziny to najpiękniejsze urodziny w życiu, ale ja nie potrafię się nimi cieszyć. Zwłaszcza, że  spędzam je bez najważniejszej osoby w moim życiu.  Jeśli dziś powiedziałabym, że znałam ich zapewne by mnie wyśmiano. Nikomu nie chciałam niczego udowadniać. Dla mnie liczyło się to, że wiem jak było na prawdę. Wiem co straciłam przez jeden zły krok, przez wybranie złego zakrętu. Gdybym tamtego dnia pobiegła do parku, a nie do pokoju Harry' ego możliwe, że teraz siedziałabym w objęciach mojego ukochanego, a tak... A tak nic nie miało sensu.
    Powoli wstałam i ruszyłam w kierunku drzwi wyjściowych gdy usłyszałam dzwonek.W momencie gdy je otworzyłam ukazał mi się wysoki mężczyzna o pięknych brązowych oczach i ciemnej karnacji. Gdyby mnie kręcone włosy zapewne powiedziałabym, że to Zayn. Ten chłopak był jednak połączeniem dwóch członków One Direction. Obydwu mi tak bliskich.  Zabrałam od niego pocztę i wróciłam na swoje miejsce. Powoli zaczęłam przeglądać listy.
    -Rachunek, rachunek, rachunek, z banku...- nagle zamarłam. Pośród wielu rachunków znalazł się jeden list. Adres wypisany był równymi literkami, które od razu rozpoznałam. To było pismo matki Zayna. Na chwilę zamarłam w bezruchu, ale zaraz potem powoli rozdarłam kopertę. W środku znajdowały się dwie kartki. Jedna wypisana była przez nadawcę listu, a druga całkiem innym pismem, które również znałam. Rozpostarłam pierwszą kartkę i zaczęłam czytać, a z każdym słowem coraz bardziej pragnęłam umrzeć. Mój oddech stał się płytki, a z oczu popłynęły gorzkie łzy cierpienia.
    -Nie żyje...- powiedziałam sama do siebie zanosząc się płaczem. Sądziłam, ze to jakiś żart, ale przecież nie wysłali by mi zaproszenia na pogrzeb tak dla jaj. Szybko otworzyłam drugą kartkę.
  ,, Melanie...
    Jeśli czytasz ten list znaczy, że nie żyję. Nie myśl, że to przez ciebie. Nigdy tak nie myśl.
    Już długo nie widziałem twojej twarzy. Chciałbym jeszcze raz móc cię pocałować, ale nie mogę. Już nigdy to się nie stanie. Wiele nas różniło. Byliśmy całkiem inni, różni. Właściwie nie wiem po co piszę ten list. Powinienem dać sobie spokój. Do niedawna myślałem, że dzień w którym to się stało był zaplanowany i był naszym ostatnim wspólnym, ale myliłem się. Zawsze byłaś najważniejsza, a ja potrafiłbym ci wybaczyć wszystko. Moja śmierć to nie przypadek. Od dawna zamieszany byłem w czarne interesy. Od dawna borykałem się z problemem narkotykowym. To wszystko się przyczyniło do mojego odejścia. Chciałbym żebyś zawsze miała go przy sobie i chroniła tego jak największego skarbu. Druga połowa spocznie ze mną. Spal ten list zaraz po przeczytaniu i zapomnij o mnie.
Zawsze twój Zayn.''
   
Zacisnęłam mocniej zęby i wyjęłam z koperty mały wisiorek w kształcie przełamanego serca. Moje łzy powoli kapały na pergamin sprawiając, że litery były coraz bardziej niekształtne.
   -Jak mam zapomnieć. Powiedz mi jak...- zwróciłam się sama do siebie po czym wybiegłam z listem w ręce na dwór. Szybkim krokiem kierowałam się w stronę autostrady. To wszystko była moja wina. Gdy tylko znalazłam się na ruchliwej ulicy usiadłam na brzegu i zatopiłam się w moim cierpieniu. Po krótkim czasie jeden z samochodów przystanął. Na to czekałam. Na to by ktoś mnie zabrał, zgwałcił, a potem zabił. Bym mogła go jeszcze raz zobaczyć. Byłam zbyt tchórzliwa by odebrać sobie życie.
    -Nic ci nie jest?- usłyszałam głos nieznajomego mi chłopaka. Uniosłam wzrok ku górze i zobaczyłam wysokiego blondyna o niebieskich oczach. Nigdy wcześniej nie widziałam go na oczy.
    -Zabij mnie... Proszę ulżyj mi.- wybełkotałam i poczułam jak jego dłoń dotyka mojego policzka. Gdy uniosłam wzrok napotkałam jego wystraszone spojrzenie.
    -Czemu miałbym cię zabić? Nie mam prawa odbierać komuś życia i ty też takiego nie masz.- odparł przyglądając mi się uważnie.  Już po chwili siedziałam w jego samochodzie na tylnych siedzeniach i jechaliśmy w kierunku mojego domu.
     Kto by pomyślał, że ta historia tak się zakończy, że okaże się iż umiem żyć bez Zayna. Nigdy o nim nie zapomniałam, ale zaczęłam żyć na nowo. Jego wisiorek zawsze mam na szyi, a on zawsze będzie częścią mnie, ale teraz wszystko jest inaczej. Wyszłam za Lucasa i zostałam szczęśliwą matką dwóch chłopców. Nigdy jednak nie zapomnę mojej pierwszej, prawdziwej miłości jaką był Zayn Malik.
______________
Koniec! Tak, to już koniec! Nie ma już nic. Jesteśmy wolni. Możemy iść. Możecie iść na mojego drugiego bloga, który niedawno powstał.Ten oficjalnie uznaję za zakończony! Nie spodziewałam się, że tak się to potoczy.  Przez dłuższy czas nie miałam pomysłu na zakończenie tej historii, ale jakoś tak wyszło. Dziś naszła mnie wena i jest. Chciałam wszystkim moim czytelnikom podziękować, a zwłaszcza tym którzy komentowali wytrwale i byli ze mną od początku. Nie jest was wiele, ale liczę, że będziecie czytać moje kolejne opowiadania. Bez was ten blog by nie istniał, a jeśli nawet to skończył by się w połowie. Czasem miałam trudniejsze dni, ale w końcu udawało się pisać, a wszystko dzięki wam! Jesteście cudowni! Nie usunę tego bloga. Zostawię go na pamiątkę. Chciałabym żeby pod tym postem podpisali się wszyscy którzy czytali. Jeszcze raz dziękuję;)

1 lipca 2012

[12]-Safaa żyje! Operacja się udała.

           Obudziłam się w łóżku Harry'ego i już wiedziałam co się stało. Jak ja mogłam to zrobić?! Jak mogłam tak się zachować! Szybko wstałam i ubrałam się. Loczka nigdzie nie było, jakby zapadł się pod ziemię. Gdy już chciałam wychodzić Hazza wyszedł z łazienki w samym ręczniku, który opasywał mu jedynie dolne partie ciała. Woda spływała po jego nagim ciele, a włosy były w kompletnym nieładzie. Na chwilę zapomniałam o Bożym świecie, ale zaraz się ocknęłam i spuściłam wzrok.
    -Teraz się mnie wstydzisz?- spytał rozbawiony, a na jego ustach zagościł uśmiech. Byłam tak zszokowana tym całym zajściem, że brakowało mi słów. Stałam w bezruchu wpatrując się w swoje stopy, gdy on coraz bardziej się do mnie zbliżał. objęłam się rękoma i poczułam jak zimna dłoń chłopaka głaszcze mnie po policzku. Szybko cofnęłam się o krok i wzięłam głęboki wdech, by zyskać trochę odwagi i spojrzeć mu w oczy.
    - Nie Harry. To była pomyłka. To nie powinno się nigdy wydarzyć. Ja kocham Zayna i zawsze tak będzie.- widziałam jak w jego oczach kłębi się smutek, ale zarazem wściekłość.
***
       
    - Wczoraj tak nie sądziłaś. Nie opierałaś się.- powiedział, a ja poczułam jak chce mi się płakać. Czemu się nie broniłam? Czemu nie pamiętałam ubiegłej nocy? Czyżbym była aż taki pijana?
    - Harry ja byłam pijana. Nie rozumiałam tego co robię, a ty to wykorzystałeś.- wyszłam z pokoju zatrzaskując za sobą drzwi i zostawiając Harry'ego samego z swoimi myślami. Nie miałam pojęcia co mam zrobić. Iść do Zayna i mu o wszystkim powiedzieć? Miałam nadzieję, że Harry okaże się być prawdziwym przyjacielem i nic nie powie. Niestety, ale myliłam się. Gdy weszłam do mojego pokoju na łóżku siedział Zayn i tępym wzrokiem wpatrywał się w okno. Wiedziałam, że już o wszystkim wie, ale skąd? Przecież Harry nie zdążył by do niego zadzwonić. Otworzyłam usta by wymówić imię szatyna, ale zawahałam się. Zamknęłam usta i czekałam na jego ruch.
    - Nic nie rozumiem Melanie...- Zayn nigdy nie zwracał się do mnie pełnym imieniem. Sytuacja musiała być bardzo poważna, ale wiedziałam że na to zasłużyłam.- Myślałem... myślałem, że coś do mnie czujesz.- podeszłam bliżej, a gdy chciałam złapać go za rękę ten wstał i spojrzał mi głęboko w oczy.
    - Ja cię kocham Zayn. To był mój największy...- mulat przerwał mi.
    - Nic nie mów. Wiem co chcesz powiedzieć. Na początku obwiniałem się za to, ale przecież nic nie zrobiłem. Wiem, nalegałem ale myślałem, że tego chcesz, a ty poszłaś do mojego przyjaciela i się z nim przespałaś.- powoli zaczynał wybuchać, a jego ton głosu był coraz bardziej zdecydowany. Nadal milczałam nie wiedząc jak się tłumaczyć. - Przespałaś się z moim przyjacielem! Czy ty to pojmujesz do cholery?! Wiesz jak ja się czułem widząc cię z nim w jednym łóżku?!- no i wybuchł. Nie mogłam go stracić. To nie mogło się tak skończyć.
      -Zayn ja... Przepraszam. Ja zawsze kochałam tylko ciebie. To był błąd. Przepraszam, ale wybacz mi.- zachowywałam się jak kompletna desperatka, ale co miałam zrobić?!
      -Nie chcę cię nigdy więcej widzieć na oczy...- wysyczał po czym wyszedł trzaskając drzwiami. ,,Stało się''. Pomyślałam siadając na ziemi i zalewając się łzami. Nie mogłam zrozumieć swoim poczynań. Nie mogłam zrozumieć czemu nie biegłam za nim. Przecież kochałam go. Chciałam być z nim już na wieki wieków.
       -Boże... Czemu odebrałeś mi rozum?- spytałam cicho szlochając. Objęłam nogi rękoma i wpatrzyłam się w okno gdzie jeszcze nie dawno spoglądał Zayn. Na ogromnym bilbordzie widniało zdjęcie pary. Nie wyglądali oni jednak na szczęśliwych.  Stali po dwóch stronach, a na środku rozdzielał ich gruby i wysoki mur. Ona płakała, a on stał przygnębiony trzymając w ręce nóż.  Po jakimś czasie rozmyśleń zasnęłam, ale nie na długo bo obudził mnie krzyk matki Zayna. Szybko się poderwałam i podbiegłam do kobiety. Była tak szczęśliwa, a z jej oczu płynął potok łez szczęścia.
     -Safaa żyje! Operacja się udała.- powiedziała uradowana kobieta ściskając mnie. Mój smutek wymieszał się ze szczęściem i dał niesamowity efekt ukojenia. Nagle ogarnął mnie spokój i myśl, że jeszcze wszystko może się zmienić na lepsze.
____
Sądzę, że wyszedł nieźle, a pisałam go z natchnieniem i weną, która ostatnio mnie nie opuszcza. Pozostał jeszcze epilog, który jest w trakcie tworzenia. Możliwe, że pojawi się jutro. Powoli dobiega końca ta historia, ale już tworzę kolejną na którą was zapraszam. Nie wszystko jest takie jak nam się wydaje...