28 kwietnia 2012

[4]- Siostra Zayna Safaa jest chora. Ma białaczkę.

                                     Niestety mimo, że nie upadłam skrzynki wypadły mi z rąk. Mogłam sobie wyobrazić jak się poobijały. Będą mi kazali pewnie za nie zapłacić. Stałam osłupiała z utkwionym wzrokiem w skrzynkach.
-Pięknie! Co ja teraz zrobię?!-wykrzyknęłam prosto w twarz blondynowi. Odsunął się o krok unosząc ręce w geście poddania.
-Mam tutaj dojścia. Nie martw się.Zaraz wszystko załatwię.-prychnęłam tylko i zaczęłam zbierać resztki jedzenia. Nie wyglądało to za dobrze. Mogłam wylecieć za to z pracy, ale przecież to nie były moje obowiązki! Robiłam to bo mnie po proszono. Chłopak, który przed chwilą chciał mi pomóc teraz znikł. Usiadłam załamana na schodku i ukryłam twarz w dłoniach.
-Wszystko gra?-usłyszałam głos Cami. Pokręciłam przecząco głową.
-Nic nie gra! Lucas mnie wywali...-powiedziałam zagryzając wargę. Uniosłam wzrok i utkwiłam go w chłopaku, który stał za dziewczyną.
-Lucas nie ma tu nic do gadania. Restauracja jest moich rodziców.-powiedział szeroko się uśmiechnął. Nagle poczułam ulgę, ale przecież to oznaczało, że oni mogą mnie wyrzucić.
-Na prawdę?-spytałam nie wierząc własnym uszom. Cami lekko się uśmiechnęła patrząc na chłopaka. Widać było, że coś do niego czuje. Ten tylko przytaknął.
-Jestem Paul.-powiedział łapiąc w rękę jedną z skrzynek.
-Melanie.-powiedziałam uradowana. Czyli nie jest to mój ostatni dzień w pracy.
***
                   Kto by pomyślał, że pierwszy dzień w pracy będzie taki udany. Paul i Camilla byli na prawdę wyrozumiali, a klienci mili i nawet dawali napiwki. Byłam trochę zawiedziona, że nie ma tu chłopców, ale to może i lepiej. Obecność Zayna tylko by mnie rozpraszała. Po tym co stało się wczoraj wieczorem nie umiałam spojrzeć mu w twarz. Niby to nic poważnego, ale wiedziałam, że liczył na pocałunek. Uśmiechnęłam się słysząc w głośnikach radia ich piosenkę. Po raz drugi dzisiejszego dnia. Klientów nie było, a pracownicy zaszyli się w kuchni co spowodowało, że nie wahałam się zaśpiewać. Słowa same płynęły z moich ust, a praca mijała szybciej. Nim się obejrzałam zamknęliśmy lokal i można było się zbierać. Cami pozwoliła mi wyjść szybciej i pochwaliła za wytrwałość. Lucasa tego dnia nie było w pracy co tak szczerze mi nie przeszkadzało. Wyszłam z restauracji w towarzystwie wysokiego blondyna. Paul był niesamowity. Mogłam z nim spokojnie porozmawiać o rodzicach bez żadnej obawy o śmiechy czy krytykę. On sam miał nie gorszą sytuację. Pochodził z rozbitej rodziny. Jego ojciec prowadził restaurację, a matka podróżowała po świecie. Rozwiedli się gdy był małym dzieckiem. Wtedy tego nie rozumiał teraz wiedział, że to dziecko ich zniszczyło.
- Nie musiałeś mnie odprowadzać.-powiedziałam gdy byliśmy już pod hotelem. Chłopak wzruszył tylko ramionami i uśmiechnął się.
- To była czysta przyjemność. Zresztą mieszkam niedaleko. Widzimy się jutro w pracy.-powiedział chowając ręce w kieszeniach spodni i patrząc mi w oczy. 
-Tak.-powiedziałam odwzajemniając gest i przytulając go weszłam do hotelu. Odebrałam swój klucz i wjechałam windą na pierwsze piętro. Wychodząc z windy wpadłam na Zayna. Miał rumieńce na twarzy, a usta zaciśnięte w wąską kreskę.  Nie wyglądał na zadowolonego. Za nim biegł Liam. Nie miałam pojęcia co się dzieje. Minęli mnie tylko w przejściu i nim zdążyłam coś powiedzieć zjechali na dół. Stałam w tym samym miejscu przez dłuższą chwilę po czym weszłam do siebie do pokoju. Panowała tam kompleta ciemność. Nacisnęłam włącznik światła, a moim oczom ukazało się jasne pomieszczenie. Rzuciłam się na łóżko. Padałam z nóg. Wzięłam szybki prysznic po czym wskoczyłam do mojego miękkiego łóżka. Całkiem zapomniałam o Zaynie i Liamie.
              Spojrzałam na zegarek i ujrzałam na wyświetlaczu godzinę trzecią nad ranem. Nie mogłam spać. Co pół godziny budziłam się w poszukiwaniu kogoś bliskiego.  Czułam się dziwnie w pustym pokoju, a gdy przypomniałam sobie o zdenerwowanym Zaynem tym bardziej nie mogłam spać. Wyjęłam z torebki telefon i wybrałam numer Zayna. Nie odbierał. Po kilku nieudanych próbach zrezygnowałam i wybrałam numer Liama. Ten odebrał od razu.
-Cześć.-usłyszałam zaspany głos chłopaka. Postanowiłam bez owijania w bawełnę spytać co tam się stało.
-Powiesz mi co się stało Zaynowi? Czemu nie odbiera?-spytałam podkulając kolana.
-To raczej od niego powinnaś się dowiedzieć.-powiedział, ale po dłuższej chwili namawiania wszystko mi powiedział.- Siostra Zayna Safaa jest chora. Ma białaczkę. Pojechał do szpitala dlatego pewnie nie odbiera-powiedział na jednym oddech.
-Który szpital?-spytałam czując jak do oczy napływają mi łzy.
-Mel ja...- nie pozwoliłam mu dokończyć.
-Który?!-wrzasnęłam ściskając mocniej komórkę w ręce. Chłopak podał mi adres, a ja szybko  założyłam na siebie ciuchy i wybiegłam z hotelu. taksówki o tej godzinie tak samo jak autobusy nie jeździły. Szpital był dość daleko. Zadzwoniłam więc do Paula. Bez zastanowienia się zgodził i już po chwili siedziałam w jego aucie.
-Co się stało?-spytał, ale ja byłam w całkiem innym świecie. Zastanawiałam się co teraz czuje Zayn. Powinna przy nim być! Wspierać go, a ja sobie spałam!
-Możemy jechać szybciej?- spytałam zdenerwowana. Chłopak tylko na mnie zerknął i przyspieszył. Wzięłam głęboki wdech. Serce waliło mi jak oszalałe, a ja czułam że zaraz wybuchnę płaczem. Sama nie wiem czemu. Nie znałam jego siostry, ale to musiało być okropne. Wiem jak bym się czuła gdyby któreś z bliźniaków zachorowało na śmiertelną chorobę. Paul zatrzymał się przed drzwiami samego szpitala. Gdy chciałam już wychodzić złapał mnie za rękę.
-Idę z tobą.-powiedział wychodząc.
-Jak chcesz...-powiedziałam cicho i wbiegłam do środka. Szybko znalazłam Zayn. Siedział na jednym z krzesełek przed salą. Twarz miał ukrytą w dłoniach, a ramiona mu drżały.
____________
Wiem, że szybko dodany, ale jakoś tak mnie naszło nagle. 

25 kwietnia 2012

[3]Czy żeby kochać trzeba znać drugiego człowieka?

                              Ugryzłam kolejny kawałek pizzy i szeroko się uśmiechnęłam. Byłam w Londynie tak krótko, a już poznałam piątkę wspaniałych chłopaków.  Wyszczerzyłam ząbki słysząc w radiu ich piosenkę. Harry zaczął cicho nucić, a Liam śpiewać. Wydawało mi się, że gdyby nie byli zespołem nie zaistnieli by.  Niall był zbyt zajęty swoją osobistą porcję pizzy. Gdy zjedliśmy wybraliśmy się trochę pozwiedzać. Na początek Big Ben. To coś niesamowitego. Zobaczyć to z bliska, to nie to samo co na pocztówce czy zdjęciu. Chłopcy robili zdjęcia, a ja w tym czasie wariowałam przed obiektywem. Czułam się świetnie w ich towarzystwie. Wskoczyłam Lou na plecy i mocno przytuliłam. Jeszcze w niczyim towarzystwie nie było mi tak dobrze, przed nikim się tak nie otworzyłam. Chłopak okręcił w koło, a ja zeskoczyłam wyrywając mu przy tym trochę włosów. Potem wybraliśmy się na London Eye. Jedno okrążenie trwało półgodziny. Wsiedliśmy do dwóch kapsuł. Harry uparł się, że będę jechać z Zaynem, bo oni mają go dość, ale ja wiedziałam, że chodziło o coś innego. Piętnaście minut siedzieliśmy w milczeniu, aż znaleźliśmy się na samym szczycie. Przylgnęłam do szklanej ściany, ale szybko odskoczyłam przypominając sobie, że mam lęk wysokości. Oddech nagle mi przyspieszył, a serce zaczęło szybciej bić.
-Mel wszystko gra?-spytał podchodząc do mnie i przytrzymując. Nie powiem. Było mi miło, ale dziwnie się czułam.
-Tak... Piękny widok.-powiedziałam podchodząc nieco bliżej. Widać było stąd cały Londyn. Na jego krańcu były małe domki, a w centrum  wielkie wieżowce. To miasto było niezwykłe i nie dało się tego przeoczyć.
                                     Usiadłam  na łóżku przegryzając wargę i wyjmując z kieszeni telefon. Jedynym rozwiązaniem było zadzwonienie do mamy i poproszenie o kasę, ale zapewne zorientowali się ile zniknęło.  Odłożyłam telefon na pościel przed sobą i uderzyłam pięścią w pościel, gdy ktoś wbiegł do pokoju. Był to Harry. Wskoczył mi na łóżko i robił głupi miny. Nie było mi jednak do śmiechu. Jeśli nie zapłacę będę musiała gdzieś indziej zamieszkać, a do pracy idę dopiero rano. I tak nie zapłaczą mi z góry... Nie mam na co liczyć.
-Co jest kwiatuszku nasz?-spytał chłopak patrząc mi głęboko w oczy. Spuściłam głowę i zaczęłam bawić się swoją bransoletką.
-Będę musiała wynieść się z hotelu.-powiedziałam podkulając kolana.
-Ale jak to? Czemu?-spytał zaskoczony wstając i biorąc kawałek ciasta, które kupili dziś popołudniu.
-Nie mam za co tu mieszkać.- powiedziałam łamiącym się głosem. Było mi tu na prawdę dobrze i świetnie się bawiłam, ale czas poszukać czegoś tańszego.
-No przestań! O kasę się nie martw! Zayn wszystko opłacił wczoraj. Masz opłacone na cały rok.- mimowolnie otworzyłam usta i wytrzeszczyłam oczy. Zamrugałam kilka razu i utkwiłam wzrok w cieście. Było to dla mnie kompletnym upokorzeniem. Szybko wstałam, ale przypominając sobie, że nie wiem gdzie mieszka wróciłam z powrotem.
-Gdzie on jest?-wysyczałam przez zęby. Złość narastała we mnie w każdej chwili.
-W parku koło Tamizy. Nie wiem czy...-nim zdążył dokończyć wybiegłam z hotelu. Park nie był daleko. Biegłam ile sił w nogach. Myślałam, że złość mi przejdzie, ale ona tylko narastała. Jak on mógł mi to zrobić?! I to bez mojej wiedzy! Wreszcie go dostrzegłam. Szedł przed siebie trzymając ręce w kieszeni i kopiąc jakiś kamień.  Szybkim krokiem podeszłam i popchnęłam go od tyłu.
-Co ty wyrabiasz do cholery co?!-krzyknęłam, ale nagle poczułam, że złość mi przeszła. Gdy patrzyłam w te jego piękne oczy nie miałam nic do powiedzenia. Jakbym nagle straciła resztki mózgu. Chłopak patrzył na mnie zaskoczony nadal trzymając ręce w kieszeni. Mój nauczyciel matematyki powiedział by, że to lekceważenie rozmówcy, ale dla mnie to było słodkie. Tak, wiem. Jestem dziwna, ale to na prawdę cudownie wyglądało.- Płacisz mi za hotel?-spytałam już spokojniej.
-Chciałem być miły to tyle.-powiedział idąc przed siebie z uśmiechem na twarzy. Znałam go tak krótko, a wydawało mi się, że wiem o nim wszystko, a przynajmniej to co muszę.
-Czemu się cieszysz?-spytałam patrząc na niego jak na wariata. Uśmiechał się sam do siebie.
-No spójrz...-powiedział nie odwracając wzroku od Tamizy. Słońce było w kolorze pomarańczy nadając wodzie poblask. Wszędzie rosła soczyście zielona trawa, a widok... był piękny. Co tu dużo mówić. Dech zapierało w piersiach. Zayn nagle się zatrzymał i przyciągnął do siebie. Zagryzłam dolną wargę, tak jak zawsze gdy byłam zdenerwowana, czując na biodrach dłonie chłopaka. Ile ja go znałam? Nie cały dzień! Ochrzaniłam się w myślach, ale jego piękne tęczówki nie pozwalały się wyrwać. Chciałam poczuć smak jego ust i rozkoszować się tak piękną chwilą, ale nie potrafiłam stwierdzić co czuję. Przecież go nie znałam. Czy żeby kochać trzeba znać drugiego człowieka? Nasze twarze dzieliły milimetry, a ja dalej nie wiedziałam. W końcu stwierdziłam, że to nie ten moment. Przytuliłam chłopaka i zatopiłam się w jego torsie. Był przeogromny w porównaniu do mnie. Miałam zaledwie metr sześćdziesiąt dwa.
-To już nie jesteś zła?-spytał unosząc jedną brew i patrząc na mnie z góry.
-No mogę ci ewentualnie wybaczyć...-powiedziałam wytykając mu język i uwalniając się z uścisku.
***
                              Wyszłam z pokoju i zeszłam do holu. Mieliśmy godzinę szóstą trzydzieści. Pierwszy dzień pracy trochę mnie przerażał. Nie miałam nawet pojęcia za co będę odpowiadać. Wzięłam głęboki wdech i oddając recepcjonistce kluczyk od pokoju wyszłam na zewnątrz. Niebo zakrywała gruba warstwa chmur. Słońce bezskutecznie próbowała się przedostać i posyłało niewielkie promienie.  Przeszłam przez pustą ulicę i zatrzymałam jedną z nadjeżdżających taksówek.  Po piętnastu minutach byłam na miejscu. Wolnym krokiem weszłam do środka rozglądając się w koło. Nie wyglądało tu tak jak wczoraj. Było pusto i czysto. Domyślałam się co będę musiała robić wieczorami.
-Dzień dobry!-krzyknęła podchodząc do baru. Po chwili z kuchni wyszła dziewczyna w długich brązowych włosach i czarnych oczach. Uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie.
-To ty jesteś ta nowa?-spytała wycierając ręce w ścierkę.
-Tak. Melanie.-powiedziałam ściskając jej rękę, którą zdążyła do mnie wyciągnąć.
-Camilla, ale mów mi Cami.-powiedziała ukazując rządek białych zębów.- Lucasa jeszcze nie ma. To ten z którym rozmawiałaś.-powiedziała widząc moje nierozumne spojrzenie. A więc on nazywał się Lucas.- Otwieramy o ósmej, ale trzeba jeszcze przyjąć dostawę warzyw. Zajmiesz się tym? Zaraz powinni być.-powiedziała wskazując na drzwi. Przytaknęłam i usiadłam przy jednym z stolików. Po pięciu minutach usłyszałam klakson i otwieranie drzwi. Szybko wstałam i podeszłam do nich.
-Dostawa!-krzyknął starszy mężczyzna mierząc mnie wzrokiem. Wyszliśmy na zewnątrz, a on położył mi na ręce skrzynki z warzywami. Nic nie widziałam. Szłam przed siebie rozglądając się jedynie na boki. Całkiem zapomniałam, że przed wejściem do restauracji jest schodek i zachwiałam się. Myślałam, że już upadnę gdy czyjeś silne ramiona mnie złapały.
_____________
Czy mi się podoba? Nie umiem określić. Sądzę, że jest dobrze. Pomysłów mam dużo, ale trudno mi je przelać na papier. Staram się jak mogę, a wychodzi jak wychodzi.

21 kwietnia 2012

[2]- Dzień dobry. Chciałam się spytać czy nie poszukują państwo kelnerki?

                        Kolejny raz przeszukałam torebkę poszukując mojego telefonu i gdyby nie to, że przed chwilą przyszedł sms zapewne pomyślałabym, że go zgubiłam. Drzwi od windy się otworzyły, a ja dalej szukając telefonu wyszłam z niej.Wszystko było na widoku: chusteczki, portfel, błyszczyk... Tylko ten cholerny... Nim zdążyłam dokończyć w myślach uderzyłam o coś głową. Potarłam czoło i uniosłam wzrok napotykając tym samym brązowe oczy szatyna. Gdy tylko to zrobiłam torebka wyleciała mi z rąk, a cała jej zawartość wysypała się. Stałam jak oniemiała wpatrując się w ciemne tęczówki chłopaka.
-Teraz łatwiej znajdziesz.-powiedział ciemnooki spoglądając na ziemię. Nie zwracałam większej uwagi na swoje rzeczy, więc nawet nie zorientowałam się jak je pozbierał. Stałam na środku korytarza wpatrzona w niego jak w obrazek i nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa. Obudziłam się z tego snu dopiero gdy się przedstawił, co też ledwo do mnie dotarło.
-Jestem...-nagle zapomniałam swojego imienia. Czy ja jestem jakaś nienormalna?! Ochrzaniłam siebie w myślach.- Jestem... Melanie!-powiedziałam przypominając sobie i biorąc od niego swoją torebkę.- Miło cię poznać Zayn.-powiedziałam powracając do szukania telefonu. Tym razem znalazłam go od razu. Był na samym wierzchu, a raczej zaraz pod chusteczkami.
-Nie widziałem cię tu wcześniej.-powiedział chcąc koniecznie nawiązać rozmowę, a mi niestety się śpieszyło, albo raczej nie miałam ochoty na nią.
-Bo jestem nowa. Jeszcze jakieś pytania? Nie? To świetnie. Śpieszy mi się.-powiedziałam i wyminęłam go. Nim jednak doszłam dojść do swojego pokoju znowu ktoś mnie zatrzymał. Odwróciłam się by zobaczyć tego, kto mnie złapał za rękę i ujrzałam blondynka o niebieskich oczach. Czy oni wszyscy się na mnie dzisiaj uwzięli?
- Jak się panienka odzywa do mojego przyjaciela?-powiedział oburzony. Wzięłam głęboki wdech i założyłam ręce na piersi. Zapowiadał się długi dzień.
-Melanie to mój przyjaciel Niall. Niall to jest ta nieuprzejma Mel.-powiedział, a ja spiorunowałam go spojrzeniem. Chłopak wytknął mi tylko język i pociągnął blondyna w stronę windy. Czym prędzej wbiegłam do pokoju rzucając się na łóżko. W zaledwie dziesięć minut poznałam trzech chłopców, którzy nie zrobili na mnie dobrego wrażenia albo to ja miałam zły dzień. Postanowiłam wziąć długą, relaksującą kąpiel i zapomnieć o nie przyjemnym i męczącym dniu.
***
                                     Obudził mnie dźwięk dzwonka telefonu. Od niechcenia spojrzałam na wyświetlacz i przetarłam dłonią oczy. Dzwoniła mama.Najchętniej bym rozłączyła się po tym co stało się wczoraj, ale  jednak nie była ona niczemu winna. W końcu co mogła poradzić na ojca? On już taki był. Nacisnęłam na zieloną słuchawkę i przyłożyłam telefon do ucha.
-Mel nie rób sobie żartów! Natychmiast wracaj do domu!- usłyszałam przeraźliwy wrzask mamy. Wiedziałam, ze właśnie tak będzie wyglądać nasza rozmowa. Ją nie interesowało co mam do powiedzenia, chciała tylko bym wracała.
-Nie-prychnęłam.- Tam gdzie nikt mnie nie chce? Nawet nie ma takiej opcji. Przekaż mojemu kochanemu tatusiowi, że mam go w dupie!-krzyknęłam i rozłączyłam się.
    Nigdy nie byłam kruchą i grzeczną dziewczynką. Należałam raczej do chłopczyc, biegających po krzakach. Cieszyło mnie, że byłam tak postrzegana. Nie chodziłam w sukienkach czy spódniczkach, zdecydowanie wolałam szerokie bluzy i spodnie. Czasem jednak potrzebowałam czułości i ciepła, którego w domu było mi brak. Usiadłam i rozejrzałam się w koło. A więc to nie był zwykły sen. Na prawdę byłam w Londynie, poznałam część One Direction[ chodź nie fajnie się zachowałam] i gdyby nie zaginął mój bagaż wszystko było by okey. Podniosłam się i już w o wiele lepszym nastroju ruszyłam biegiem do łazienki. Uśmiech sam cisnął mi się na twarz, aż w końcu wybuchłam niepohamowanym śmiechem.Spojrzałam w lustro i stwierdziłam, że nie wyglądam aż tak strasznie. Szybko rozczesałam moje blond włosy i spięłam je w wysokiego kitka. Na usta nałożyłam błyszczyk i wróciłam z powrotem do sypialni. Dopiero teraz spojrzałam która jest godzina. Dochodziła dziesiątą. Zabierając jedyną rzecz, którą tu miałam, czyli torebkę, wyszłam z pokoju. Postanowiłam tym razem zejść schodami. Gdy byłam już w holu znowu zobaczyłam Loczka. Stał oparty o kontuar i flirtował z dziewczyną. Nie była to ta sama, ale widać było, że się jej podoba. Podeszłam  do nich i opierając się o stolik wręczyłam dziewczynie klucz.
-O nasza królewna wstała.-powiedział a ja spojrzałam na niego jak na wariata,- Tak w ogóle to jestem Harry. Wczoraj jakoś się nie przedstawiłem.-powiedział puszczając mi oczko.
-Melanie, ale mów mi Mel. Miałam wczoraj zły dzień.-powiedziałam odwzajemniając uśmiech. Dziś robiłam to naturalnie bez większych przymusów.
-Może chciała byś poznać moich przyjaciół?-powiedział wskazując na cztery postacie siedzące na kanapach w holu. Tylko jeden był do mnie przodem i był to Niall. Pakował do ust jakiegoś batonika.
-Dwóch z nich miałam przyjemność poznać, ale czemu nie.-powiedziałam podchodząc bliżej. Gdy byliśmy już koło nich Zayn obrócił głowę. Uśmiechnął się do mnie przyjaźnie i oparł o kanapę. Nie wydawał się być zły za moje wczorajsze zachowanie, a byłam strasznie chamska.
-Witamy panią nieuprzejmą.-powiedział blondyn robiąc obrażoną minę. Jeden z nich cicho się zaśmiał. Wydawało mi się, że to Harry jednak był to chłopak w czarnej koszulce i dżinsach. Po chwili namysłu stwierdziłam, że to Louis.
-Jestem Lou.-powiedział przytulając mnie. Byłam trochę zdziwiona tym gestem więc nawet go nie odwzajemniłam. Gdy się ode mnie odsunął podszedł ostatni chłopak, którego nie miałam okazji poznać. Był to Liam.
-Liam.-powiedział krótko wyciągając do mnie dłoń. Niepewnie ją uścisnęłam i spojrzałam na zegarek. Musiałam znaleźć pracę, a czas mijał.
-Ja muszę iść...-powiedziałam robiąc krok w tył.- Szukam pracy.-powiedziałam trochę zmieszana. Wydawało mi się, że oni nie wiedzą co to znaczy. Od razu skarciłam się za takie stwierdzenie. Byli na prawdę normalni, a ja robiłam z nich nie wiadomo jakie gwiazdy.
-To my cię oprowadzimy po mieście. Może akurat będzie gdzieś oferta pracy.-powiedział ochoczo Harry. Lekko się uśmiechnęłam i przytaknęłam. Przydało by mi się zwiedzanie. Nie byłam tu nigdy, a pałętanie się samemu po obcym mieście nie brzmiało dobrze.
-No to się zbieramy!-powiedział Zayn wstając i prowadząc mnie do drzwi. Spojrzałam na niego ukradkiem i dostrzegłam jak mi się przygląda. Nie wiedziałam co go tak we mnie interesuje, ale gdy się we mnie tak wpatrywał przechodziły mnie ciarki.
   Po chwili siedzieliśmy a mini vanie. Siedziałam z tyłu między Niallem, a Liamem. Jeden  objadał się jakimiś ciastkami, a drugi siedział w milczeniu wpatrując się w krajobraz za oknem. Liam wydawał się być najbardziej rozsądny z piątki, za to Niall najbardziej wygłodniały. Harry robił wrażenie miłego i przyjaźnie nastawionego, Lou to wariat bez dwóch zdań, który lubi się przytulać, a Zayn był inny... Cały czas uważnie mi się przyglądał, śledząc każdy mój ruch. Po około dwudziestu minutach byliśmy pod jakąś restauracją. Było dość dużo ludzi, ale nie przeszkadzało mi to... Do czasu... gdy wszyscy zbiegli się widząc chłopaków myślałam, że mnie uduszą. Nie mogą oni chyba zbytnio pokazywać się na mieście.  Przecisnęliśmy się przez tłum fanów i weszliśmy do środka. Było tam mniejsze zainteresowanie, ale jednak nadal ktoś się nam przyglądał i fotografował.
- Nie przejmuj się nimi. Niedługo przywykną. Musimy zacząć się przyzwyczajać.-powiedział Lou siadając przy jednym z stolików. Reszta chłopców poszła w jego ślady jedynie Niall zdecydował się coś zamówić i podejść razem ze mną do baru. Chyba był bardzo głodny, co nie było nowością.
- Dzień dobry. Chciałam się spytać czy nie poszukują państwo kelnerki?-spytałam próbując zrobić jak najlepsze wrażenie. Mężczyzna za barem uważnie mi się przyjrzał i uśmiechnął.
-Właściwie to tak... A co szukasz pracy?-spytał unosząc jedną brew.
-Przepraszam bardzo, ale ja chcę coś zamówić!-powiedział oburzony Niall i zaczął stukać palcami o blat. Spojrzałam na niego prosząc by dał spokój po czym chłopak grzecznie wrócił do stolika.
-Tak szukam. Jest mi potrzebna od zaraz...-powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam.
-Właśnie zaczyna się sezon i jest więcej ludzi więc... Masz tę pracę. Zaczynasz od jutra od siódmej rano.-powiedział czyszcząc blat. jeszcze szerzej się uśmiechnęłam po czym zamówiłam cztery pizze. Oczywiście Niall dostał osobną.
_________________
I jest 2! Na razie mało akcji, ale w kolejnym będzie lepiej. Na razie takie bliższe poznanie. Mam nadzieję, że wam się podoba;)

18 kwietnia 2012

[1]-Jedna osoba, czy masz już towarzysz? Jeśli nie to chętnie się przyłączę.

                                  Spakowałam do walizki ostatnią parę spodni i usiadłam na niej. To wszystko było bez sensu. Zachowywałam się jak kompletna kretynka. Nie wiedziałam dokąd miałabym uciekać, a poza tym nie miałam ani grosza w portfelu. Oparła  głowę o dłonie i wlepiłam wzrok w obrazek na szafce. Kolorowa ramka przykuwała wzrok i sprawiła, że postanowiłam wstać. Powoli podeszłam do szafki, po czym wzięłam zdjęcie w ręce. Było one zrobione na plaży dziesięć lat temu. Leżałam z tatą na ręczniku i opalałam się. Te kilka lat temu wszystko było jeszcze dobrze. Wydawało mi się, że zostanie już tak na zawsze, ale zaraz po urodzeniu bliźniaków nie mieli dla mnie czasu. Stałam się piątym kołem u wozu. Wakacje spędzaliśmy w domu, bo ojciec musiał jeździć do pracy. Odstawiła  zdjęcie na swoje miejsce i wyszłam z pokoju. Nie zdziwiło mnie gdy zauważyłam, że nikogo w domu, ale i tak byłam zła, że  mnie nie poinformowali. Chodź to działało na moją korzyść. Podeszłam do barku w którym ojciec trzymał pieniądze i od kluczyłam go. Wyjęłam z naszej skrytki pokaźną sumkę pieniędzy, nie wiem ile dokładnie. Część schowałam do portfela, a część do torby po czym ruszyłam w stronę wyjścia. Zatrzymałam się tylko na chwilę by spojrzeć ostatni raz na dom po czym wyszłam zakluczywszy za sobą drzwi.  Po drodze wysłałam smsa do rodziców z wiadomością, że muszę pomyśleć i odpocząć. Nie sądziłam, że ich to zbytnio zainteresuje, ale należały się im jakieś słowa wyjaśnienia.

                Kolejny raz spojrzałam na bilet w mojej dłoni i zastanowiłam się czy dobrze robię. Po raz kolejny zaczynałam wątpić i żałować. Wolnym krokiem skierowałam się w stronę rękawa prowadzącego do mojego samolotu. Pokazałam bilet kobiecie stojącej przy wejściu i usiadłam na pierwszym lepszym miejscu. Czekał mnie kilku godzinny lot, a gdy zobaczyłam kto siedzi za mną myślałam, że zwariuję. Wysoka kobieta usidła centralnie za mną wraz z dzieckiem, które bez przerwy płakało.  Wyjęłam z torebki mojego iPoda i włożyłam słuchawki do uszu. Słuchałam wszystkich piosenek bez większego zainteresowania. Ostatni raz spojrzałam na bilet, który miał być moją przepustką do Londynu i dałam się złapać w objęcia Morfeusza.

              -Proszę się obudzić.-usłyszałam mił, kobiecy głos i otworzyłam wystraszona oczy. zamrugałam powiekami po czym stwierdziłam, że wylądowaliśmy. Już po chwili stała przed lotniskiem wpatrując się w zachmurzone niebo. Nigdy nie pojmowałam jak w Europie mogą być chłodne wakacje. Kojarzyły mi się one raczej z błękitnym morzem i palmami. Jednak po przyjeździe tu moje wszelkie podejrzenia zostały rozwiane. gdy na mój nos skapnęła pierwsza kropla uświadomiłam sobie, że tu wcale nie musi być idealnie. Dopiero teraz zorientowałam się, że nie mam z sobą mojej walizki. Nie miałam pojęcia czemu nie wzięłam jej z taśmy. Weszłam z powrotem do środka i podeszłam do recepcji.
-Przepraszam.-powiedziałam do szczupłej blondynki za kontuarem.- Czy jest tu może jakaś czerwona torba?-spytałam patrząc na przesuwającą się taśmę.
-Niestety nie. Wszystkie walizki zostały już zabrane.-powiedziała a ja zrobiłam oczy jak pięć złotych. Więc ktoś najbezczelniej na świecie zakosił moją torbę.
-Pięknie...-powiedziałam do siebie wznosząc oczy do nieba.- Czemu mnie tak Boże karzesz?-spytałam i poczułam jak kobieta mi się przygląda.
-Możemy sporządzić notatkę. Jeśli coś takiego znajdziemy poinformujemy panię. Proszę wypełnić formularz. - na prawdę nie miałam co robić tylko wypełniać formularze zgłoszeniowe. Niechętnie wzięłam kartkę i uzupełniłam swoimi danymi po czym wręczyłam ją kobiecie. Po chwili znowu byłam na zewnątrz próbując złapać jakąś taksówkę. Po wielu próbach udało mi się i wsiadłam do jednej z nich.
-Poproszę do najbliższego hotelu.-powiedziałam i wyjęłam z torebki portfel. jak się okazało , co z moim szczęściem jest normalnie zostało mi pieniędzy może na jedną noc. Góra dwie. Moje szczęście było zniewalające. Musiałam znaleźć jak najszybciej prace, by mieć z czego się utrzymać, ale ja w ogóle nie znałam tej okolicy. W Londynie byłam pierwszy raz w życiu i jak ja miałam się tu odnaleźć? Nim się obejrzałam auto zatrzymało się, a starszy mężczyzna obrócił się w moją stronę. Wręczyłam mężczyźnie banknot i wysiadłam z auta. Przede mną był ogromny budynek, na którym widniał szyld głoszący iż znajdujemy się w hotelu. Weszłam do środka rozglądając się w koło. Wszędzie krzątali się pracownicy hotelu i mieszkańcy. Odgarnęłam włosy, które akurat opadały mi an twarz i podeszłam do recepcji. Za kontuarem stała dziewczyna w moim wieku o ciemnej karnacji.
-Dzień dobry. Witamy w Hotelu London Forever. W czym mogę pomóc?-spytała uśmiechając się do mnie.
-Ile kosztuje jedna noc?-spytałam przyglądając się wnętrzu. Było tu na prawdę pięknie i nie liczyłam, że jest tanio. Miałam zaledwie sto funtów.
-Pięćdziesiąt funtów za dobę.-powiedziała machając do kogoś. Była strasznie roztrzepana i nie wiem jakim  cudem ją tu przyjęli. Nagle ktoś przeskoczył przez kontuar i stanął koło dziewczyny. Spojrzał na mnie unosząc jedną brew i spojrzał na kluczyki w szafkach.
-Jedna osoba, czy masz już towarzysz? Jeśli nie to chętnie się przyłączę.- dziewczyna wykręciła oczami i uderzyła chłopaka. Przyjrzałam mu się uważnie szukając jakiegoś znaku szczególnego. Miał piękne kręcone włosy i zielone oczy. Dopiero teraz zrozumiałam z kim mam do czynienia. Zamrugałam kilka razy po czym odwróciłam wzrok. To był Harry Styles! Chłopak z One Direction. Może i ten zespół nie był jakiś strasznie znany w Stanach, ale gdy widzisz przed sobą kogoś sławnego od razu miękną ci nogi i nie możesz oddychać.
-W takim razie po proszę pokój pojedynczy. Na jedną noc.-powiedziałam starając się nie patrzeć na bruneta. Jednak mój wzrok ciągnął do niego jak magnez. Dziewczyna wręczyła mnie kluczyk, a gdy byłam już przy windzie usłyszałam jak opieprza chłopaka. Cicho się zaśmiała i weszłam do środka.
___________
One Direction dopiero się pojawia, ale postaram się by było ich jak najwięcej. Do rozdziału nie mogłam się zabrać. Co siadałam to napisałam jedno zdanie i koniec weny. Wyszedł jaki wyszedł. Większość pisałam słuchając piosenki ,,Forever Young''

15 kwietnia 2012

Prolog

                      Wyjazd z kraju był tym czego pragnęłam od zawsze. Przesiadywanie w domu z dwójką młodszego rodzeństwa i rodzicami, którzy nie mają dla ciebie czasu to żadna przyjemność. Nawet jeśli mieszkasz w takim miejscu jak New York. Co chwilę słychać auta, krzyki, a to miejsce nie należy do bezpiecznych. Policja najzwyczajniej w świecie się leni, a my musimy sami siebie pilnować. Nie pamiętam kiedy ostatni raz się uśmiechałam. Niby wszystko było okey. Rodzina, dom, przyjaciele, ale tak na prawdę nie widziałam dla siebie przyszłości w tym kraju. Każdy mój krok był monitorowany, a wolność słowa w moim domu nie istniała. Jedynym sposobem była ucieczka od tego wszystkiego, ale kto by się na to odważył? Nie ja. Zbyt się bałam konsekwencji. Ale wszystko się zmieniło tamtego dnia... No, ale zacznijmy od początku!
          Pierwszy dzień wakacji, a ja siedzę w domu przed telewizorem wertując kanały telewizyjne. Nic nadzwyczajnego.  Spędzałam tak wszystkie dni w roku, ale w roku szkolnym miałam przynajmniej naukę i zajęty czas. Teraz musiałam zadowolić się powtórkami serialów i wrzeszczącymi bliźniakami bawiącymi się klockami. Nagle do mieszkania wbiegł ojciec. Rzucił na stół jakiś list i zaczął nerwowo chodzić w kółko.
-Rob nie denerwuj się tak znowu. Co się stało?-spytała mama. Na chwilę tylko na nich zerknęła po czym wróciłam do swoich zajęć.
-Jak mam się nie denerwować! Zobacz co ta małolata nawyrabiała! Wzięła moje auto i walnęła w kogoś! A tutaj masz rachunek za naprawę! Ponad trzy tysiące!-wrzeszczał mężczyzna. Podszedł do mnie i pociągnął mnie za rękę do kuchni.
-Puść mnie!-krzyknęłam wyrywając się. Mama patrzyła na mnie z dezaprobatą, a mnie mdliło. Taka doskonała rodzinka. Nie pasowałam tu nigdy.
-To ty za to zapłacisz!-wrzasnął ojciec. Założyłam ręce na piersi i pokazałam mu środkowy palcem, czego od razu pożałowałam. Nim zdążyłam go przeprosić dostałam w twarz. Pierwszy raz... Nigdy nikt w tym domu mnie nie uderzył.- Uważaj jak się zachowujesz!-spojrzałam z łzami w oczach na matkę, ale ta stała tylko z boku przyglądając się nam.Rzuciłam pilotem, który akurat miałam w ręce o ziemię i wysyczałam.
-Nienawidzę was! Słyszycie?! Nienawidzę!- krzyknęłam ojcu prosto w twarz i wbiegłam po schodach do swojego pokoju. Usiadłam pod drzwiami i powoli się po nich osunęłam. Nigdy nie myślałam, że ojciec jest do tego zdolny. To auto pożyczyłam tylko po to by mieć czym dojechać do szkoły, bo oni jak zwykle zapomnieli, że w ostatni dzień szkoły autobusy nie jeżdżą. Szybko się podniosłam i odgarniając włosy z twarzy wyjęłam z pod łóżka walizkę.
_________________
No więc tak... Hm... Taki średni. Nie podoba mi się. Zawsze może być lepiej. Rozdziały będę się starać dodawać co tydzień, ale niestety szkoła ma swoje własne zasady i nie patrzy na to, że piszę opowiadanie. Jeśli chcielibyście być informowani o kolejnych notkach to podawajcie w komentarzach swoje numery gg. Wygląd bloga jest do przerobienia więc nie zwracajcie na niego uwagi. Mam nadzieję, ze będziecie czytać i komentować.;)

Postacie

Melanie Shoot[17 lat]
,,Bóg lubi się nade mną znęcać. Szkoda, że nie wie jakie piekło na ziemi przechodzę.''

Zayn Malik[19 lat] 
,,Łatwe życie od zawsze, nie znaczy łatwe na zawsze.''

Harry Styles[18 lat]
,, Po co biec i gubić urywki życia, kiedy możesz iść i zapamiętywać każdy szczegół'' 
Niall Horan[19 lat] 
,,Potrzebuję jedzenia! Natychmiast! Lou zostaw moje żelki!''

Louis Tomlinson[ 20 lat]
,, Cieszyć się życiem i nosić uśmiech na twarzy!''

Liam Payne[19 lat]
,,Czasem czuję się z tymi klaunami jak w cyrku... Ale to moje klauny więc wara!''
Paul Coran[19 lat]


,,Czerp z życia to co najlepsze...''
_______________
Nie miałam pojęcia jak wam przedstawić postacie i czy w ogóle przedstawiać. Postawiłam na krótkie ,,cytaty''. Które raczej nie są cytatami bo są moimi słowami. No, ale miłego czytania.