Niestety mimo, że nie upadłam skrzynki wypadły mi z rąk. Mogłam sobie wyobrazić jak się poobijały. Będą mi kazali pewnie za nie zapłacić. Stałam osłupiała z utkwionym wzrokiem w skrzynkach.
-Pięknie! Co ja teraz zrobię?!-wykrzyknęłam prosto w twarz blondynowi. Odsunął się o krok unosząc ręce w geście poddania.
-Mam tutaj dojścia. Nie martw się.Zaraz wszystko załatwię.-prychnęłam tylko i zaczęłam zbierać resztki jedzenia. Nie wyglądało to za dobrze. Mogłam wylecieć za to z pracy, ale przecież to nie były moje obowiązki! Robiłam to bo mnie po proszono. Chłopak, który przed chwilą chciał mi pomóc teraz znikł. Usiadłam załamana na schodku i ukryłam twarz w dłoniach.
-Wszystko gra?-usłyszałam głos Cami. Pokręciłam przecząco głową.
-Nic nie gra! Lucas mnie wywali...-powiedziałam zagryzając wargę. Uniosłam wzrok i utkwiłam go w chłopaku, który stał za dziewczyną.
-Lucas nie ma tu nic do gadania. Restauracja jest moich rodziców.-powiedział szeroko się uśmiechnął. Nagle poczułam ulgę, ale przecież to oznaczało, że oni mogą mnie wyrzucić.
-Na prawdę?-spytałam nie wierząc własnym uszom. Cami lekko się uśmiechnęła patrząc na chłopaka. Widać było, że coś do niego czuje. Ten tylko przytaknął.
-Jestem Paul.-powiedział łapiąc w rękę jedną z skrzynek.
-Melanie.-powiedziałam uradowana. Czyli nie jest to mój ostatni dzień w pracy.
-Pięknie! Co ja teraz zrobię?!-wykrzyknęłam prosto w twarz blondynowi. Odsunął się o krok unosząc ręce w geście poddania.
-Mam tutaj dojścia. Nie martw się.Zaraz wszystko załatwię.-prychnęłam tylko i zaczęłam zbierać resztki jedzenia. Nie wyglądało to za dobrze. Mogłam wylecieć za to z pracy, ale przecież to nie były moje obowiązki! Robiłam to bo mnie po proszono. Chłopak, który przed chwilą chciał mi pomóc teraz znikł. Usiadłam załamana na schodku i ukryłam twarz w dłoniach.
-Wszystko gra?-usłyszałam głos Cami. Pokręciłam przecząco głową.
-Nic nie gra! Lucas mnie wywali...-powiedziałam zagryzając wargę. Uniosłam wzrok i utkwiłam go w chłopaku, który stał za dziewczyną.
-Lucas nie ma tu nic do gadania. Restauracja jest moich rodziców.-powiedział szeroko się uśmiechnął. Nagle poczułam ulgę, ale przecież to oznaczało, że oni mogą mnie wyrzucić.
-Na prawdę?-spytałam nie wierząc własnym uszom. Cami lekko się uśmiechnęła patrząc na chłopaka. Widać było, że coś do niego czuje. Ten tylko przytaknął.
-Jestem Paul.-powiedział łapiąc w rękę jedną z skrzynek.
-Melanie.-powiedziałam uradowana. Czyli nie jest to mój ostatni dzień w pracy.
***
Kto by pomyślał, że pierwszy dzień w pracy będzie taki udany. Paul i Camilla byli na prawdę wyrozumiali, a klienci mili i nawet dawali napiwki. Byłam trochę zawiedziona, że nie ma tu chłopców, ale to może i lepiej. Obecność Zayna tylko by mnie rozpraszała. Po tym co stało się wczoraj wieczorem nie umiałam spojrzeć mu w twarz. Niby to nic poważnego, ale wiedziałam, że liczył na pocałunek. Uśmiechnęłam się słysząc w głośnikach radia ich piosenkę. Po raz drugi dzisiejszego dnia. Klientów nie było, a pracownicy zaszyli się w kuchni co spowodowało, że nie wahałam się zaśpiewać. Słowa same płynęły z moich ust, a praca mijała szybciej. Nim się obejrzałam zamknęliśmy lokal i można było się zbierać. Cami pozwoliła mi wyjść szybciej i pochwaliła za wytrwałość. Lucasa tego dnia nie było w pracy co tak szczerze mi nie przeszkadzało. Wyszłam z restauracji w towarzystwie wysokiego blondyna. Paul był niesamowity. Mogłam z nim spokojnie porozmawiać o rodzicach bez żadnej obawy o śmiechy czy krytykę. On sam miał nie gorszą sytuację. Pochodził z rozbitej rodziny. Jego ojciec prowadził restaurację, a matka podróżowała po świecie. Rozwiedli się gdy był małym dzieckiem. Wtedy tego nie rozumiał teraz wiedział, że to dziecko ich zniszczyło.
- Nie musiałeś mnie odprowadzać.-powiedziałam gdy byliśmy już pod hotelem. Chłopak wzruszył tylko ramionami i uśmiechnął się.
- To była czysta przyjemność. Zresztą mieszkam niedaleko. Widzimy się jutro w pracy.-powiedział chowając ręce w kieszeniach spodni i patrząc mi w oczy.
-Tak.-powiedziałam odwzajemniając gest i przytulając go weszłam do hotelu. Odebrałam swój klucz i wjechałam windą na pierwsze piętro. Wychodząc z windy wpadłam na Zayna. Miał rumieńce na twarzy, a usta zaciśnięte w wąską kreskę. Nie wyglądał na zadowolonego. Za nim biegł Liam. Nie miałam pojęcia co się dzieje. Minęli mnie tylko w przejściu i nim zdążyłam coś powiedzieć zjechali na dół. Stałam w tym samym miejscu przez dłuższą chwilę po czym weszłam do siebie do pokoju. Panowała tam kompleta ciemność. Nacisnęłam włącznik światła, a moim oczom ukazało się jasne pomieszczenie. Rzuciłam się na łóżko. Padałam z nóg. Wzięłam szybki prysznic po czym wskoczyłam do mojego miękkiego łóżka. Całkiem zapomniałam o Zaynie i Liamie.
Spojrzałam na zegarek i ujrzałam na wyświetlaczu godzinę trzecią nad ranem. Nie mogłam spać. Co pół godziny budziłam się w poszukiwaniu kogoś bliskiego. Czułam się dziwnie w pustym pokoju, a gdy przypomniałam sobie o zdenerwowanym Zaynem tym bardziej nie mogłam spać. Wyjęłam z torebki telefon i wybrałam numer Zayna. Nie odbierał. Po kilku nieudanych próbach zrezygnowałam i wybrałam numer Liama. Ten odebrał od razu.
-Cześć.-usłyszałam zaspany głos chłopaka. Postanowiłam bez owijania w bawełnę spytać co tam się stało.
-Powiesz mi co się stało Zaynowi? Czemu nie odbiera?-spytałam podkulając kolana.
-To raczej od niego powinnaś się dowiedzieć.-powiedział, ale po dłuższej chwili namawiania wszystko mi powiedział.- Siostra Zayna Safaa jest chora. Ma białaczkę. Pojechał do szpitala dlatego pewnie nie odbiera-powiedział na jednym oddech.
-Który szpital?-spytałam czując jak do oczy napływają mi łzy.
-Mel ja...- nie pozwoliłam mu dokończyć.
-Który?!-wrzasnęłam ściskając mocniej komórkę w ręce. Chłopak podał mi adres, a ja szybko założyłam na siebie ciuchy i wybiegłam z hotelu. taksówki o tej godzinie tak samo jak autobusy nie jeździły. Szpital był dość daleko. Zadzwoniłam więc do Paula. Bez zastanowienia się zgodził i już po chwili siedziałam w jego aucie.
-Co się stało?-spytał, ale ja byłam w całkiem innym świecie. Zastanawiałam się co teraz czuje Zayn. Powinna przy nim być! Wspierać go, a ja sobie spałam!
-Możemy jechać szybciej?- spytałam zdenerwowana. Chłopak tylko na mnie zerknął i przyspieszył. Wzięłam głęboki wdech. Serce waliło mi jak oszalałe, a ja czułam że zaraz wybuchnę płaczem. Sama nie wiem czemu. Nie znałam jego siostry, ale to musiało być okropne. Wiem jak bym się czuła gdyby któreś z bliźniaków zachorowało na śmiertelną chorobę. Paul zatrzymał się przed drzwiami samego szpitala. Gdy chciałam już wychodzić złapał mnie za rękę.
-Idę z tobą.-powiedział wychodząc.
-Jak chcesz...-powiedziałam cicho i wbiegłam do środka. Szybko znalazłam Zayn. Siedział na jednym z krzesełek przed salą. Twarz miał ukrytą w dłoniach, a ramiona mu drżały.
____________
Wiem, że szybko dodany, ale jakoś tak mnie naszło nagle.
-Co się stało?-spytał, ale ja byłam w całkiem innym świecie. Zastanawiałam się co teraz czuje Zayn. Powinna przy nim być! Wspierać go, a ja sobie spałam!
-Możemy jechać szybciej?- spytałam zdenerwowana. Chłopak tylko na mnie zerknął i przyspieszył. Wzięłam głęboki wdech. Serce waliło mi jak oszalałe, a ja czułam że zaraz wybuchnę płaczem. Sama nie wiem czemu. Nie znałam jego siostry, ale to musiało być okropne. Wiem jak bym się czuła gdyby któreś z bliźniaków zachorowało na śmiertelną chorobę. Paul zatrzymał się przed drzwiami samego szpitala. Gdy chciałam już wychodzić złapał mnie za rękę.
-Idę z tobą.-powiedział wychodząc.
-Jak chcesz...-powiedziałam cicho i wbiegłam do środka. Szybko znalazłam Zayn. Siedział na jednym z krzesełek przed salą. Twarz miał ukrytą w dłoniach, a ramiona mu drżały.
____________
Wiem, że szybko dodany, ale jakoś tak mnie naszło nagle.






