25 kwietnia 2012

[3]Czy żeby kochać trzeba znać drugiego człowieka?

                              Ugryzłam kolejny kawałek pizzy i szeroko się uśmiechnęłam. Byłam w Londynie tak krótko, a już poznałam piątkę wspaniałych chłopaków.  Wyszczerzyłam ząbki słysząc w radiu ich piosenkę. Harry zaczął cicho nucić, a Liam śpiewać. Wydawało mi się, że gdyby nie byli zespołem nie zaistnieli by.  Niall był zbyt zajęty swoją osobistą porcję pizzy. Gdy zjedliśmy wybraliśmy się trochę pozwiedzać. Na początek Big Ben. To coś niesamowitego. Zobaczyć to z bliska, to nie to samo co na pocztówce czy zdjęciu. Chłopcy robili zdjęcia, a ja w tym czasie wariowałam przed obiektywem. Czułam się świetnie w ich towarzystwie. Wskoczyłam Lou na plecy i mocno przytuliłam. Jeszcze w niczyim towarzystwie nie było mi tak dobrze, przed nikim się tak nie otworzyłam. Chłopak okręcił w koło, a ja zeskoczyłam wyrywając mu przy tym trochę włosów. Potem wybraliśmy się na London Eye. Jedno okrążenie trwało półgodziny. Wsiedliśmy do dwóch kapsuł. Harry uparł się, że będę jechać z Zaynem, bo oni mają go dość, ale ja wiedziałam, że chodziło o coś innego. Piętnaście minut siedzieliśmy w milczeniu, aż znaleźliśmy się na samym szczycie. Przylgnęłam do szklanej ściany, ale szybko odskoczyłam przypominając sobie, że mam lęk wysokości. Oddech nagle mi przyspieszył, a serce zaczęło szybciej bić.
-Mel wszystko gra?-spytał podchodząc do mnie i przytrzymując. Nie powiem. Było mi miło, ale dziwnie się czułam.
-Tak... Piękny widok.-powiedziałam podchodząc nieco bliżej. Widać było stąd cały Londyn. Na jego krańcu były małe domki, a w centrum  wielkie wieżowce. To miasto było niezwykłe i nie dało się tego przeoczyć.
                                     Usiadłam  na łóżku przegryzając wargę i wyjmując z kieszeni telefon. Jedynym rozwiązaniem było zadzwonienie do mamy i poproszenie o kasę, ale zapewne zorientowali się ile zniknęło.  Odłożyłam telefon na pościel przed sobą i uderzyłam pięścią w pościel, gdy ktoś wbiegł do pokoju. Był to Harry. Wskoczył mi na łóżko i robił głupi miny. Nie było mi jednak do śmiechu. Jeśli nie zapłacę będę musiała gdzieś indziej zamieszkać, a do pracy idę dopiero rano. I tak nie zapłaczą mi z góry... Nie mam na co liczyć.
-Co jest kwiatuszku nasz?-spytał chłopak patrząc mi głęboko w oczy. Spuściłam głowę i zaczęłam bawić się swoją bransoletką.
-Będę musiała wynieść się z hotelu.-powiedziałam podkulając kolana.
-Ale jak to? Czemu?-spytał zaskoczony wstając i biorąc kawałek ciasta, które kupili dziś popołudniu.
-Nie mam za co tu mieszkać.- powiedziałam łamiącym się głosem. Było mi tu na prawdę dobrze i świetnie się bawiłam, ale czas poszukać czegoś tańszego.
-No przestań! O kasę się nie martw! Zayn wszystko opłacił wczoraj. Masz opłacone na cały rok.- mimowolnie otworzyłam usta i wytrzeszczyłam oczy. Zamrugałam kilka razu i utkwiłam wzrok w cieście. Było to dla mnie kompletnym upokorzeniem. Szybko wstałam, ale przypominając sobie, że nie wiem gdzie mieszka wróciłam z powrotem.
-Gdzie on jest?-wysyczałam przez zęby. Złość narastała we mnie w każdej chwili.
-W parku koło Tamizy. Nie wiem czy...-nim zdążył dokończyć wybiegłam z hotelu. Park nie był daleko. Biegłam ile sił w nogach. Myślałam, że złość mi przejdzie, ale ona tylko narastała. Jak on mógł mi to zrobić?! I to bez mojej wiedzy! Wreszcie go dostrzegłam. Szedł przed siebie trzymając ręce w kieszeni i kopiąc jakiś kamień.  Szybkim krokiem podeszłam i popchnęłam go od tyłu.
-Co ty wyrabiasz do cholery co?!-krzyknęłam, ale nagle poczułam, że złość mi przeszła. Gdy patrzyłam w te jego piękne oczy nie miałam nic do powiedzenia. Jakbym nagle straciła resztki mózgu. Chłopak patrzył na mnie zaskoczony nadal trzymając ręce w kieszeni. Mój nauczyciel matematyki powiedział by, że to lekceważenie rozmówcy, ale dla mnie to było słodkie. Tak, wiem. Jestem dziwna, ale to na prawdę cudownie wyglądało.- Płacisz mi za hotel?-spytałam już spokojniej.
-Chciałem być miły to tyle.-powiedział idąc przed siebie z uśmiechem na twarzy. Znałam go tak krótko, a wydawało mi się, że wiem o nim wszystko, a przynajmniej to co muszę.
-Czemu się cieszysz?-spytałam patrząc na niego jak na wariata. Uśmiechał się sam do siebie.
-No spójrz...-powiedział nie odwracając wzroku od Tamizy. Słońce było w kolorze pomarańczy nadając wodzie poblask. Wszędzie rosła soczyście zielona trawa, a widok... był piękny. Co tu dużo mówić. Dech zapierało w piersiach. Zayn nagle się zatrzymał i przyciągnął do siebie. Zagryzłam dolną wargę, tak jak zawsze gdy byłam zdenerwowana, czując na biodrach dłonie chłopaka. Ile ja go znałam? Nie cały dzień! Ochrzaniłam się w myślach, ale jego piękne tęczówki nie pozwalały się wyrwać. Chciałam poczuć smak jego ust i rozkoszować się tak piękną chwilą, ale nie potrafiłam stwierdzić co czuję. Przecież go nie znałam. Czy żeby kochać trzeba znać drugiego człowieka? Nasze twarze dzieliły milimetry, a ja dalej nie wiedziałam. W końcu stwierdziłam, że to nie ten moment. Przytuliłam chłopaka i zatopiłam się w jego torsie. Był przeogromny w porównaniu do mnie. Miałam zaledwie metr sześćdziesiąt dwa.
-To już nie jesteś zła?-spytał unosząc jedną brew i patrząc na mnie z góry.
-No mogę ci ewentualnie wybaczyć...-powiedziałam wytykając mu język i uwalniając się z uścisku.
***
                              Wyszłam z pokoju i zeszłam do holu. Mieliśmy godzinę szóstą trzydzieści. Pierwszy dzień pracy trochę mnie przerażał. Nie miałam nawet pojęcia za co będę odpowiadać. Wzięłam głęboki wdech i oddając recepcjonistce kluczyk od pokoju wyszłam na zewnątrz. Niebo zakrywała gruba warstwa chmur. Słońce bezskutecznie próbowała się przedostać i posyłało niewielkie promienie.  Przeszłam przez pustą ulicę i zatrzymałam jedną z nadjeżdżających taksówek.  Po piętnastu minutach byłam na miejscu. Wolnym krokiem weszłam do środka rozglądając się w koło. Nie wyglądało tu tak jak wczoraj. Było pusto i czysto. Domyślałam się co będę musiała robić wieczorami.
-Dzień dobry!-krzyknęła podchodząc do baru. Po chwili z kuchni wyszła dziewczyna w długich brązowych włosach i czarnych oczach. Uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie.
-To ty jesteś ta nowa?-spytała wycierając ręce w ścierkę.
-Tak. Melanie.-powiedziałam ściskając jej rękę, którą zdążyła do mnie wyciągnąć.
-Camilla, ale mów mi Cami.-powiedziała ukazując rządek białych zębów.- Lucasa jeszcze nie ma. To ten z którym rozmawiałaś.-powiedziała widząc moje nierozumne spojrzenie. A więc on nazywał się Lucas.- Otwieramy o ósmej, ale trzeba jeszcze przyjąć dostawę warzyw. Zajmiesz się tym? Zaraz powinni być.-powiedziała wskazując na drzwi. Przytaknęłam i usiadłam przy jednym z stolików. Po pięciu minutach usłyszałam klakson i otwieranie drzwi. Szybko wstałam i podeszłam do nich.
-Dostawa!-krzyknął starszy mężczyzna mierząc mnie wzrokiem. Wyszliśmy na zewnątrz, a on położył mi na ręce skrzynki z warzywami. Nic nie widziałam. Szłam przed siebie rozglądając się jedynie na boki. Całkiem zapomniałam, że przed wejściem do restauracji jest schodek i zachwiałam się. Myślałam, że już upadnę gdy czyjeś silne ramiona mnie złapały.
_____________
Czy mi się podoba? Nie umiem określić. Sądzę, że jest dobrze. Pomysłów mam dużo, ale trudno mi je przelać na papier. Staram się jak mogę, a wychodzi jak wychodzi.

4 komentarze:

  1. Rozdział super! Lucas ją złapie? :P
    Rozdział bomba i czekam na NN :D
    Harry ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Fantastyczny ! :D
    Kocham to opowiadanie :)
    I Zayna :P
    No dobra czekam na nn :*

    OdpowiedzUsuń