-Mel wszystko gra?-spytał podchodząc do mnie i przytrzymując. Nie powiem. Było mi miło, ale dziwnie się czułam.
-Tak... Piękny widok.-powiedziałam podchodząc nieco bliżej. Widać było stąd cały Londyn. Na jego krańcu były małe domki, a w centrum wielkie wieżowce. To miasto było niezwykłe i nie dało się tego przeoczyć.
Usiadłam na łóżku przegryzając wargę i wyjmując z kieszeni telefon. Jedynym rozwiązaniem było zadzwonienie do mamy i poproszenie o kasę, ale zapewne zorientowali się ile zniknęło. Odłożyłam telefon na pościel przed sobą i uderzyłam pięścią w pościel, gdy ktoś wbiegł do pokoju. Był to Harry. Wskoczył mi na łóżko i robił głupi miny. Nie było mi jednak do śmiechu. Jeśli nie zapłacę będę musiała gdzieś indziej zamieszkać, a do pracy idę dopiero rano. I tak nie zapłaczą mi z góry... Nie mam na co liczyć.
-Co jest kwiatuszku nasz?-spytał chłopak patrząc mi głęboko w oczy. Spuściłam głowę i zaczęłam bawić się swoją bransoletką.
-Będę musiała wynieść się z hotelu.-powiedziałam podkulając kolana.
-Ale jak to? Czemu?-spytał zaskoczony wstając i biorąc kawałek ciasta, które kupili dziś popołudniu.
-Nie mam za co tu mieszkać.- powiedziałam łamiącym się głosem. Było mi tu na prawdę dobrze i świetnie się bawiłam, ale czas poszukać czegoś tańszego.
-No przestań! O kasę się nie martw! Zayn wszystko opłacił wczoraj. Masz opłacone na cały rok.- mimowolnie otworzyłam usta i wytrzeszczyłam oczy. Zamrugałam kilka razu i utkwiłam wzrok w cieście. Było to dla mnie kompletnym upokorzeniem. Szybko wstałam, ale przypominając sobie, że nie wiem gdzie mieszka wróciłam z powrotem.
-Gdzie on jest?-wysyczałam przez zęby. Złość narastała we mnie w każdej chwili.
-W parku koło Tamizy. Nie wiem czy...-nim zdążył dokończyć wybiegłam z hotelu. Park nie był daleko. Biegłam ile sił w nogach. Myślałam, że złość mi przejdzie, ale ona tylko narastała. Jak on mógł mi to zrobić?! I to bez mojej wiedzy! Wreszcie go dostrzegłam. Szedł przed siebie trzymając ręce w kieszeni i kopiąc jakiś kamień. Szybkim krokiem podeszłam i popchnęłam go od tyłu.
-Co ty wyrabiasz do cholery co?!-krzyknęłam, ale nagle poczułam, że złość mi przeszła. Gdy patrzyłam w te jego piękne oczy nie miałam nic do powiedzenia. Jakbym nagle straciła resztki mózgu. Chłopak patrzył na mnie zaskoczony nadal trzymając ręce w kieszeni. Mój nauczyciel matematyki powiedział by, że to lekceważenie rozmówcy, ale dla mnie to było słodkie. Tak, wiem. Jestem dziwna, ale to na prawdę cudownie wyglądało.- Płacisz mi za hotel?-spytałam już spokojniej.
-Chciałem być miły to tyle.-powiedział idąc przed siebie z uśmiechem na twarzy. Znałam go tak krótko, a wydawało mi się, że wiem o nim wszystko, a przynajmniej to co muszę.
-Czemu się cieszysz?-spytałam patrząc na niego jak na wariata. Uśmiechał się sam do siebie.
-No spójrz...-powiedział nie odwracając wzroku od Tamizy. Słońce było w kolorze pomarańczy nadając wodzie poblask. Wszędzie rosła soczyście zielona trawa, a widok... był piękny. Co tu dużo mówić. Dech zapierało w piersiach. Zayn nagle się zatrzymał i przyciągnął do siebie. Zagryzłam dolną wargę, tak jak zawsze gdy byłam zdenerwowana, czując na biodrach dłonie chłopaka. Ile ja go znałam? Nie cały dzień! Ochrzaniłam się w myślach, ale jego piękne tęczówki nie pozwalały się wyrwać. Chciałam poczuć smak jego ust i rozkoszować się tak piękną chwilą, ale nie potrafiłam stwierdzić co czuję. Przecież go nie znałam. Czy żeby kochać trzeba znać drugiego człowieka? Nasze twarze dzieliły milimetry, a ja dalej nie wiedziałam. W końcu stwierdziłam, że to nie ten moment. Przytuliłam chłopaka i zatopiłam się w jego torsie. Był przeogromny w porównaniu do mnie. Miałam zaledwie metr sześćdziesiąt dwa.
-To już nie jesteś zła?-spytał unosząc jedną brew i patrząc na mnie z góry.
-No mogę ci ewentualnie wybaczyć...-powiedziałam wytykając mu język i uwalniając się z uścisku.
***
Wyszłam z pokoju i zeszłam do holu. Mieliśmy godzinę szóstą trzydzieści. Pierwszy dzień pracy trochę mnie przerażał. Nie miałam nawet pojęcia za co będę odpowiadać. Wzięłam głęboki wdech i oddając recepcjonistce kluczyk od pokoju wyszłam na zewnątrz. Niebo zakrywała gruba warstwa chmur. Słońce bezskutecznie próbowała się przedostać i posyłało niewielkie promienie. Przeszłam przez pustą ulicę i zatrzymałam jedną z nadjeżdżających taksówek. Po piętnastu minutach byłam na miejscu. Wolnym krokiem weszłam do środka rozglądając się w koło. Nie wyglądało tu tak jak wczoraj. Było pusto i czysto. Domyślałam się co będę musiała robić wieczorami.
-Dzień dobry!-krzyknęła podchodząc do baru. Po chwili z kuchni wyszła dziewczyna w długich brązowych włosach i czarnych oczach. Uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie.
-To ty jesteś ta nowa?-spytała wycierając ręce w ścierkę.
-Tak. Melanie.-powiedziałam ściskając jej rękę, którą zdążyła do mnie wyciągnąć.
-Camilla, ale mów mi Cami.-powiedziała ukazując rządek białych zębów.- Lucasa jeszcze nie ma. To ten z którym rozmawiałaś.-powiedziała widząc moje nierozumne spojrzenie. A więc on nazywał się Lucas.- Otwieramy o ósmej, ale trzeba jeszcze przyjąć dostawę warzyw. Zajmiesz się tym? Zaraz powinni być.-powiedziała wskazując na drzwi. Przytaknęłam i usiadłam przy jednym z stolików. Po pięciu minutach usłyszałam klakson i otwieranie drzwi. Szybko wstałam i podeszłam do nich.
-Dostawa!-krzyknął starszy mężczyzna mierząc mnie wzrokiem. Wyszliśmy na zewnątrz, a on położył mi na ręce skrzynki z warzywami. Nic nie widziałam. Szłam przed siebie rozglądając się jedynie na boki. Całkiem zapomniałam, że przed wejściem do restauracji jest schodek i zachwiałam się. Myślałam, że już upadnę gdy czyjeś silne ramiona mnie złapały.
_____________
Czy mi się podoba? Nie umiem określić. Sądzę, że jest dobrze. Pomysłów mam dużo, ale trudno mi je przelać na papier. Staram się jak mogę, a wychodzi jak wychodzi.
-Dzień dobry!-krzyknęła podchodząc do baru. Po chwili z kuchni wyszła dziewczyna w długich brązowych włosach i czarnych oczach. Uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie.
-To ty jesteś ta nowa?-spytała wycierając ręce w ścierkę.
-Tak. Melanie.-powiedziałam ściskając jej rękę, którą zdążyła do mnie wyciągnąć.
-Camilla, ale mów mi Cami.-powiedziała ukazując rządek białych zębów.- Lucasa jeszcze nie ma. To ten z którym rozmawiałaś.-powiedziała widząc moje nierozumne spojrzenie. A więc on nazywał się Lucas.- Otwieramy o ósmej, ale trzeba jeszcze przyjąć dostawę warzyw. Zajmiesz się tym? Zaraz powinni być.-powiedziała wskazując na drzwi. Przytaknęłam i usiadłam przy jednym z stolików. Po pięciu minutach usłyszałam klakson i otwieranie drzwi. Szybko wstałam i podeszłam do nich.
-Dostawa!-krzyknął starszy mężczyzna mierząc mnie wzrokiem. Wyszliśmy na zewnątrz, a on położył mi na ręce skrzynki z warzywami. Nic nie widziałam. Szłam przed siebie rozglądając się jedynie na boki. Całkiem zapomniałam, że przed wejściem do restauracji jest schodek i zachwiałam się. Myślałam, że już upadnę gdy czyjeś silne ramiona mnie złapały.
_____________
Czy mi się podoba? Nie umiem określić. Sądzę, że jest dobrze. Pomysłów mam dużo, ale trudno mi je przelać na papier. Staram się jak mogę, a wychodzi jak wychodzi.
Rozdział super! Lucas ją złapie? :P
OdpowiedzUsuńRozdział bomba i czekam na NN :D
Harry ^^
Kto ją złapał ? xd
OdpowiedzUsuńHah to tajemnica;)
UsuńFantastyczny ! :D
OdpowiedzUsuńKocham to opowiadanie :)
I Zayna :P
No dobra czekam na nn :*