Wyjazd z kraju był tym czego pragnęłam od zawsze. Przesiadywanie w domu z dwójką młodszego rodzeństwa i rodzicami, którzy nie mają dla ciebie czasu to żadna przyjemność. Nawet jeśli mieszkasz w takim miejscu jak New York. Co chwilę słychać auta, krzyki, a to miejsce nie należy do bezpiecznych. Policja najzwyczajniej w świecie się leni, a my musimy sami siebie pilnować. Nie pamiętam kiedy ostatni raz się uśmiechałam. Niby wszystko było okey. Rodzina, dom, przyjaciele, ale tak na prawdę nie widziałam dla siebie przyszłości w tym kraju. Każdy mój krok był monitorowany, a wolność słowa w moim domu nie istniała. Jedynym sposobem była ucieczka od tego wszystkiego, ale kto by się na to odważył? Nie ja. Zbyt się bałam konsekwencji. Ale wszystko się zmieniło tamtego dnia... No, ale zacznijmy od początku!
Pierwszy dzień wakacji, a ja siedzę w domu przed telewizorem wertując kanały telewizyjne. Nic nadzwyczajnego. Spędzałam tak wszystkie dni w roku, ale w roku szkolnym miałam przynajmniej naukę i zajęty czas. Teraz musiałam zadowolić się powtórkami serialów i wrzeszczącymi bliźniakami bawiącymi się klockami. Nagle do mieszkania wbiegł ojciec. Rzucił na stół jakiś list i zaczął nerwowo chodzić w kółko.
-Rob nie denerwuj się tak znowu. Co się stało?-spytała mama. Na chwilę tylko na nich zerknęła po czym wróciłam do swoich zajęć.
-Jak mam się nie denerwować! Zobacz co ta małolata nawyrabiała! Wzięła moje auto i walnęła w kogoś! A tutaj masz rachunek za naprawę! Ponad trzy tysiące!-wrzeszczał mężczyzna. Podszedł do mnie i pociągnął mnie za rękę do kuchni.
-Puść mnie!-krzyknęłam wyrywając się. Mama patrzyła na mnie z dezaprobatą, a mnie mdliło. Taka doskonała rodzinka. Nie pasowałam tu nigdy.
-To ty za to zapłacisz!-wrzasnął ojciec. Założyłam ręce na piersi i pokazałam mu środkowy palcem, czego od razu pożałowałam. Nim zdążyłam go przeprosić dostałam w twarz. Pierwszy raz... Nigdy nikt w tym domu mnie nie uderzył.- Uważaj jak się zachowujesz!-spojrzałam z łzami w oczach na matkę, ale ta stała tylko z boku przyglądając się nam.Rzuciłam pilotem, który akurat miałam w ręce o ziemię i wysyczałam.
-Nienawidzę was! Słyszycie?! Nienawidzę!- krzyknęłam ojcu prosto w twarz i wbiegłam po schodach do swojego pokoju. Usiadłam pod drzwiami i powoli się po nich osunęłam. Nigdy nie myślałam, że ojciec jest do tego zdolny. To auto pożyczyłam tylko po to by mieć czym dojechać do szkoły, bo oni jak zwykle zapomnieli, że w ostatni dzień szkoły autobusy nie jeżdżą. Szybko się podniosłam i odgarniając włosy z twarzy wyjęłam z pod łóżka walizkę.
_________________
No więc tak... Hm... Taki średni. Nie podoba mi się. Zawsze może być lepiej. Rozdziały będę się starać dodawać co tydzień, ale niestety szkoła ma swoje własne zasady i nie patrzy na to, że piszę opowiadanie. Jeśli chcielibyście być informowani o kolejnych notkach to podawajcie w komentarzach swoje numery gg. Wygląd bloga jest do przerobienia więc nie zwracajcie na niego uwagi. Mam nadzieję, ze będziecie czytać i komentować.;)
dużo błędów widzę ;/
OdpowiedzUsuńWiem... nie jestem w tym doskonała i robię to dla przyjemności, ale staram się jak mogę. Jakbyś mogła proszę o wytkniecie błędów. Chętnie posłucham słów krytyki.
Usuńej no nie jest źle ;)
OdpowiedzUsuńna pewno będzie lepiej :D
mi się tam podoba, będe obserwować tego bloga :D
OdpowiedzUsuńzapraszam do mnie :) może przypadnie ci do gustu ;p http://music-is-my-life-forever.blogspot.com/